2 lut 2013

Jeden z najpiękniejszych widoków...Wineglass Bay.

W Pierwszy Dzień Świąt wylądowałam na Tasmanii. Kiedy Australijczycy grillowali steki na świąteczny lunch, ja spacerowałam po Hobart, stolicy wyspy. Następnego dnia z samego rana wsiadłam w autobus jadący na północ, do Coles Bay. Po 3h jazdy zatrzymaliśmy się na rozwidleniu dróg, gdzieś między polem a buszem, a dalej razem z dwiema innymi osobami wskoczyłyśmy do busa, który dowoził do Coles Bay. Mężczyzna był kierowcą, a jego żona sprzedawała bilety siedząc z tyłu busa. Kiedy powiedziała, że robi to od 20 lat wyobraziłam sobie ile razy musiała odpowiadać na te same pytania, wydawać resztę i zbierać zamówienia na powroty. Jestem pełna podziwu, a jednocześnie przerażona, kiedy słyszę, że ktoś od wielu lat robi dokładnie to samo.
Dotarliśmy do miejscowości, której centrum opierało się na jednym sklepie spożywczym, barze, restauracji i stacji benzynowej. Hostel YHA, który upatrzyłam sobie dzień wcześniej był kilka kroków dalej. Zapłaciłam za pokój, zaniosłam swoje rzeczy. Na wi-fi nie było szans, więc przynajmniej nie było mowy o marnowaniu czasu na "a jeszcze tylko sprawdzę..."
Poszłam do spożywczego, żeby kupić coś na lunch i kolację. Krążyłam między dwoma regałami i zastanawiałam się na co mogę sobie pozwolić. W lodówce zobaczyłam świeże ostrygi, krewetki, ryby. Wiejski sklep spożywczy ze świeżymi ostrygami, nice! W końcu od oceanu sklep dzielił tylko skromny parking i wąska droga. Marzyło mi się wszystko co zostało wyłowione z morza, ale jak przystało na jeden sklep w okolicy kilkunastu kilometrów, tanio było więc to, co brałam do ręki, za chwilę odkładałam. Wyszłam z brokułem i małą kostką masła, co miało być moją kolacją. Na lunch zjadłam fytki w barze obok. Ludzie wchodzili tam przede wszystkim po deep-fried seafood, na które również miałam ochotę, ale frytki były oczywiście tańsze...Zapychałam się nimi rozgoryczona po raz kolejny, że kulinarne doświadczenia nie idą w parze z tym wyjazdem.
Nie było czasu na odpoczynek po podróży z Hobart, przed końcem dnia musiałam wejść na górę Amos, skąd rozpościerał się widok na dziką zatokę i plażę Wineglass Bay. Zabrałam z hostelu mój mniejszy plecak, wysmarowałam się kremem z filtrem i ruszyłam w drogę.

UntitledGóry widoczne na zdjęciu były moim celem. Miałam ochotę przejść linią prostą po wodzie, ale trasa, prowadziła oczywiście wzdłuż zatoki i była dwa razy dłuższa.
UntitledSzłam asfaltową drogą, raz na jakiś czas mijały mnie samochody zmierzające w tym samym kierunku. Marzył mi się rower albo deskorolka, żeby przyspieszyć spacer...
Untitled Po kilku kilometrach dotarłam do wejścia do parku. Weszłam do informacji, żeby zapłacić za wejście do parku narodowego. Wspomniałam, że jestem bez samochodu, ale mimo wszystko pani odruchowo wręczyła mi naklejkę tłumacząc, żeby przykleić ją na przedniej szybie. Mało kto przychodzi tam na pieszo. Zamiast iść ciągle afaltem, zeszłam do plaży, ściągnęłam buty i przeszłam kawałek brzegiem morza. Untitled

Untitled
Zdążyłam się zmęczyć tym kilkumetrowym spacerem, zanim wogóle dotarłam do początku szlaku. Trasa na szczyt Mt. Amos była zaznaczona jako bardzo trudna. Przy znaku informujacym o tym natrafiłam na trójkę mężczyzn, z których jeden miał rozbite kolano. Poturbowany wyśmiał moje trampki, ale akurat miałam w nich mniejsze szansa na zrobienie sobie krzywdy, niż potężny facet w słabej kondycji, w swoich górskich butach;).
Untitled
Untitled
Było całkiem stromo, a skały w większości były duże i gładkie, które przy opadach deszczu zamieniały się na bardzo śliskie. W takich warunkach odradza się wejście na szczyt. Na szczęście nic nie zapowiadało deszczu.
Untitled Stanęłam na szczycie i opadła mi szczęka, a do oczu napłynęły łzy. Włączyłam sobie kawałek z "The Shawshank Redemption". Pasował idealnie, a ja miałam wrażenie, że patrzę na Zihuatanejo, miejsce do którego po ucieczce z więzienia udał się Andy, a za nim na końcu filmu podążył Red;).Untitled Płakałam nie tylko dlatego, że zachwycił mnie widok, ale tak bardzo ucieszyłam się, że są jeszcze na świecie miejsca, gdzie przy plaży z turkusową wodą i białym piaskiem nie stoją jeszcze hotele. Że można je podziwiać takimi, jakie były kilkaset lat temu.
Untitled Untitled
Stałam tam na górze przez godzinę nie widząc ani jednego człowieka. Miejsce z takim widokiem, a koło mnie nie było nikogo. Cudownie! Australia jest pełna takich miejsc i to jest w niej fantastyczne.
Untitled Miałam ochotę na tylko jedną rzecz. Zejść do plaży, wykąpać się, rozbić obok niej namiot (bo można) i przesiedzieć tam kilka dni.Untitled Ani trochę nie chciało mi się wracać, ale robiło się coraz później, a wolałam dotrzeć do hostelu zanim zrobi się ciemno.Untitled Schodzenie było cięższe niż wspinanie się na górę. Po drodzę minęłam w końcu jedną osobę.UntitledA to widok na plażę którą wcześniej (i później) szłam.
Untitled Na końcu szlaku czekała mnie niespodzianka w postaci kangura. Pomyślałam, że może być jakąś oswojoną “maskotką” parku i nie podekscytowałam się za bardzo, ale chyba po prostu nie jeden raz został dokarmiony przez ludzi i teraz się ich nie boi. Untitled W świetle zachodzącego słońca wszystko wyglądało ładniej.Untitled W pewnym momencie zatrzymałam się, żeby zrobić zdjęcie, usłyszałam szelest w krzakach i zobaczyłam wpatrującego się we mnie kangura. Spłoszył się i w ekspresowym tempie odskoczył kilka metrów dalej. Wtedy miałam ochotę, żeby ktoś mnie uszczypnął, bo zobaczenie po raz pierwszy kangura w swoim naturalnym środowisku jest bezcenne. Do pełni australijskiego klimatu brakowało chyba jeszcze tylko siedzącego na drzewie koali;).Untitled Mała, dzika plaża.Untitled Niestety niedługo po zobaczeniu kangura w buszu, natrafiłam na zwłoki innego...Untitled Untitled Dotarłam na plażę zanim słońcę zniknęło za horyzontem.
Untitled
Untitled
Untitled
Untitled Centrum wioski.Untitled Tego dnia przeszłam ok 10km. Wróciłam do hostelu, zjadłam swojego nudnego brokuła, pogadałam z ludźmi i padnięta położyłam się spać, utrwalając sobie w głowie widok z Mt. Amos na Wineglass Bay...

41 komentarzy:

  1. aż musiałem usiąść, jak zobaczyło widok ze szczytu... Próbowałem sobie to wyobrazić, aj!
    Zdjęcia są świetne, a to z nazwą miejsca "Tasmania" wg. mnie idealne na okładkę przewodnika, lub pocztówkę!

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze, że przeczytałam przed snem. Mam nadzieję, że przyśnią mi się widoki z Twoich zdjęć :). No może oprócz zwłok kangura ;).

    OdpowiedzUsuń
  3. Od dzisiaj nie kupuję żadnych bezsesownych ciuchów. Koniec z tym! Zbieram na Australię :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Aż trudno mi uwierzyć że tak piękne, zapierające dech w piersiach miejsca istnieją. Brak jakiejkolwiek skali żeby opisać jak niesamowicie uchwyciłaś je na zdjęciach. Nawet nie chce wyobrażać sobie jak to jest zobaczyć je na własne oczy! Ula, zazdrość mnie zaraz pożre! ;) pozdrawiam i życzę dalszych ekscytujących podróży :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Podoba mi się, że dzięki takim blogom jak Twój, takie wyjazdy stają się bardziej realne, rzeczywiste, możliwe do zrealizowania. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. CUDOWNE miejsce, nawet nie wiesz jak strasznie ci zazdroszczę. :) szczególnie jak się popatrzy na pogodę za oknem. i oglądanie zdjęć z muzyką jest jeszcze lepsza.
    mam pytanie - nagrywałaś w Australii może jakieś filmiki, takie jak z bzu w Japonii?
    i jak tam sprawa z uniwersytetem, dostałaś zwrot kasy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przed wyjazdem byłam pewna, ze będę nagrywać a potem niewiele z tego wyszło bo jakoś nie miałam pomysłu ani chęci... Bardzo chcialam kręcić na festiwalu bo byłam tam z grupa ludzi i wyszłoby ekstra video, ale zapomniałam/nie miałam czasu naladowac baterii przed i oproznic karty, więc technicznie było to niemożliwe :/. Do teraz żałuje tej baterii...
      A co do kasy to została juz przelana do mojej uczelni i wypłaca mi ja ok 18.02. Mam wrażenie, ze nigdy sie nie doczekam :P.

      Usuń
  7. Ula, to naprawdę przepiękne miejsce, dziękuję! Chciałabym tam być.

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytałam tego posta razem z tą muzyką, do której dałaś linka. Zakręciła mi się w oku łza... ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękne miesca. Piękne zdjęcia!
    Czytając ten post czułam się jakbym szła z Tobą.

    OdpowiedzUsuń
  10. Coś wspaniałego! I tak dziko, tam mało ludzi :D Pięknie

    OdpowiedzUsuń
  11. Przeszły mnie ciarki gdy zobaczyłam ten widok, poczułam ukłucie w sercu, łzy też mi napłynęły do oczu... coś przepięknego, dziękuję Ci za to zdjęcie!

    OdpowiedzUsuń
  12. Piękne miejsca, piękne widoki, piękne zdjęcia <3 Australia od lat jest na 1 miejscu mojej listy miejsc, w których mogłabym zamieszkać.

    OdpowiedzUsuń
  13. Piękne widoki... Aż napadł mnie nostalgiczny nastrój. ;) Wyobrażam sobie, że ja również kiedyś będę spoglądała na podobne widoki... Ula, przez ciebie zakochałam się w Australii! ;)

    K.

    OdpowiedzUsuń
  14. uwielbiam twojego bloga

    zapraszam do mnie http://www.sotheemily.blogspot.com , a jesli co on podoba to zapraszam do obserwacji

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak tam jest pięknie!!! Zaniemówiłam.

    OdpowiedzUsuń
  16. Zdjęcie zwłok mnie rozwaliło :D
    A to dlatego że tak sobie w myślach powtarzałam "Boże, jakie piękne widoki! Jak ja zazdroszczę! Jakie piękne widoki!!". I tak dalej myśląc nagle pojawił się TEN kangur :D
    Wizja pięknego świata legła w gruzach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo natura jest piękna, ale i brutalna

      Usuń
  17. Dawno nie widziałam tak pięknych i spokojnych zdjęć. Marzy mi się to, takie wielkie puste przestrzenie. Sufit z burych chmur pod którym żyjemy od kilku miesięcy jest niesamowicie depresyjny, a kiedy patrzy się na taką przestrzeń to aż się lepiej oddycha

    OdpowiedzUsuń
  18. Uwielbiam Cię za te trampki!!!!! Jasne, że odzież turystyczna się przydaje, ale bez przesady. Ja wszędzie jeżdżę w sukienkach i spódnicach. W tym roku planuję Islandię i żadna siła mnie nie zmusi do zakupu ortalionowych spodni (tak, tak, tu i ówdzie zachwalają, że należy, bo przecież, panie, zimno, mokro, wieje i w ogóle okropnie!).
    A post z Tasmanii - absolutnie, wspaniały! najlepszy jak dotąd z Twojej podróży na antypody. Dobrze, że są też te okrutne zdjęcia trupka-kangurka. Można poprzez to wszystko naprawdę poczuć to, co może czuli pierwsi europejscy przybysze, odkrywający owo nieznane, obce, tajemnicze i urzekająco piękne.
    hreczana

    OdpowiedzUsuń
  19. Zazdroszczę wizyty w Australii. A zdjęcia iście magiczne :-)

    OdpowiedzUsuń
  20. Cudowne widoki wspaniałe i ujmujące zdjęcia. :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  22. genialne zdjęcia Wineglass, chciałabym mieć kiedyś swoje takie ze swoimi butami :D znalazłam ciekawą rzecz :
    "Wineglass Bay might look like it's as nature made it but the truth is this beautiful place has a dark history, which makes it all the more remarkable. And its name has nothing to do with the shape of the bay."
    http://www.smh.com.au/travel/activity/great-outdoors/all-walks-lead-to-fine-wines-20090205-7ymn.html

    OdpowiedzUsuń
  23. Świetne miejsce, super zdjęcia no i ten klimat. Nie da się ukryć, że Australia urzeka pięknem natury i częstym w niej brakiem ludzi. Rozciągnięcie połowy populacji Polski na obszarze 3/4 Europy ma swoje plusy :D
    Kolejna pozycja na mojej długiej już backet-liście ;)
    Co do futrzanego jegomościa na zdjęciach to obstawiałbym walabię (wallaby), mniejszą kuzynkę kangura, która sobie świetnie radzi na terenach skalnych. Chociaż mogę się mylić w końcu żaden ze mnie kangurolog :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, masz rację to walabia, nie potrzebnie zmylam ludzi, ale wyjaśnię sprawę w jednym z kolejnych postów;)

      Usuń
    2. jeśli będzie więcej australijskich futrzaków to czekam z niecierpliwością na kontynuację :)

      Usuń
  24. Przepiękne widoki, także ten na plażę o zachodzie słońca!!!

    OdpowiedzUsuń
  25. Ula, super post, świetne zdjęcia!! ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Bardzo, bardzo chciałabym zobaczyć to miejsce kiedyś na żywo.

    OdpowiedzUsuń
  27. Rewelacja! Takie miejsca nie skażone ludzkim bytem są niesamowite. Ostatnio widziałem takie dziewicze tereny na Cyprze. Cape Greco nie jest ta raczej popularną atrakcją - w pobliże dojeżdża wprawdzie autobus, ale i tak niewiele osób decyduje się na wejście na szczyt. A widok jest równie wspaniały, chociaż niestety z uwagi na wielkość Cypru, nie trudno dostrzec hotele na horyzoncie... Ale mimo wszystko było miło - na trasie spotkalem garstkę ludzi, na szczycie siedziałem ponad godzinę i przyszła tylko para Niemców.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cape Greco to bardzo popularna lokacja. Kazdy, powtarzam KAZDY wspima sie na ta gorke ;-)
      W polowie drogi pomiedzy Aya Napa a Protaras mozna znalezc puste plaze i zatoczki (nawet jedna cudna lagune) :-)

      Usuń
  28. Czytając tego posta i podziwiając te wspaniałe zdjęcia, jak zapewne wielu czytelnikom, przeszło mi przez myśl: "Ula, jaka to niesamowita szczęściara!". Ale po chwili przyszło mi do głowy co innego. Kwestia szczęścia? Niekoniecznie, Ty po prostu nie pozostałaś bierna w swoich marzeniach, konsekwentnie je realizujesz i czerpiesz z życia pełnymi garściami. Ostatnio przeczytałam pewne słowa, których główny przekaz polegał na tym, że człowieka może ograniczać jedynie jego umysł. Nic więcej. To nie tak, że jeden urodził się pod szczęśliwą gwiazdą, a drugi od zawsze był nieudacznikiem. Każdy ma takie same szanse żyć pięknie, spełniać marzenia i dokonywać 'niemożliwego'. Wszystko zależy od nas i od tego czy faktycznie cokolwiek w naszym mniemaniu jest 'niemożliwe'. Podziwiam brak jakichkolwiek barier Twojej rzeczywistości, wspaniale, że dzielisz się z nami tym wszystkim! Dziękujemy :-)

    OdpowiedzUsuń
  29. Tam naprawdę jest pięknie ! Aż chcę się chodzić na spacery - i nie ważne jak dalekie ;)

    OdpowiedzUsuń
  30. Dech zapierające widoki :D

    OdpowiedzUsuń
  31. cześć, mam do Ciebie pytanie odnośnie pobytu w Londynie/UK. Ostatnio zmotywowałam się do wyjazdu na praktyki Erasmusa (Tobie też polecam, jak możesz) i zastanawiam się jak wyglądają koszty życia, czy 500€ jest wystarczające czy niekoniecznie? ;) Pozdrawiam, MS

    OdpowiedzUsuń
  32. Ula, możesz mi polecić jakiś ładnie wydany, ciekawy przewodnik/album o Japonii? przyjaciółka ma urodziny, a w wakacje wybiera się na tydzień do Tokio, więc chcę sprawić jej fajny i praktyczny prezent. :) interesują mnie wydania zarówno polskie jak i angielskie.
    pozdrawiam! <3

    OdpowiedzUsuń
  33. wszystko wygląda jak namalowane. aż trudno uwierzyć, że takie miejsca faktycznie istnieją.
    :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Wzruszyłam się jak zobaczyłam ten widok... Ulka jesteś mistrzynią! Dziękuję, że mogę w pewien sposób z Tobą podróżować:) Zdjęcia są naprawdę niesamowite...

    OdpowiedzUsuń
  35. Wow naprawdę super miejsce, dopiszę do listy miejsc które koniecznie muszę odwiedzić:P

    OdpowiedzUsuń
  36. Ja znalazłam takie plaże na Korsyce ale ładnych parę lat temu, ale nie mogą się równać z tymi widokami.

    OdpowiedzUsuń