14 kwi 2013

Corcovado, Rio de Janeiro.

Poniedziałek wydawał się być dobrym dniem na wybranie się na górę Corcovado. Weekendowe tłumy zmyły się do domu, więc spodziewaliśmy się, że los oszczędzi nam długich kolejek. Wpakowaliśmy się z Laure, Tiago i Hakanem w miejski autobus i przebiliśmy się przez różne dzielnice zbierając po drodzę inne jednostki zmierzające w tym samym kierunku.
Na miejscu, okazało się, że kolejka nie kursuje za często, więc jedyną opcją bez czekania godziny był wjazd na szczyt busem. Przy okazji jakimś cudem znalazł nas Alex, którego nie mogliśmy dobudzić wcześniej wysyłanymi wiadomościami. Teraz już cała fawelowa rodzina była w komplecie, więc niestraszne były nam żadne przeciwności, nawet otrzymana na dole informacja, że szczyt chowa się w chmurach i nic nie widać. W każdej chwili pogoda mogła się zmienić, więc nie było wyjścia, musieliśmy się przekonać.

----------------------------------

Monday seemed to be a good day for visiting Corcovado mountain. The weekend crowds were gone so we hoped that waiting in lines won't be necessary. Together with Laure, Tiago and Hakan we packed ourselves into a local bus and rode through the city while other people going in the same direction kept hopping on it too. When we arrived there it turned out that the cable car doesn't run very often. The only option for not waiting an hour was to take the bus instead. Meanwhile Alex found us by accident so now the whole Vidigal family was together and we didn't have to fear anything in the world anymore;). Even the Corcovado weather forecast saying the Jesus statue is hidden in the clouds didn't scare us. The weather could change any minute so we had no choice but to give it a try.

Untitled Kiedy wyszliśmy z hostelu Corcovado była w całości widoczna, taki dobry znak na początek.
When we left the hostel we could clearly see Corcovado, it was a good sign.
Untitled Poranek na Ipanemie.
Morning in Ipanema.
Untitled
W Brazylii bilety autobusowe kupuje się u kasjera, a on przepuszcza przez bramkę.
In Brazil you buy bus tickets from a cashier and he lets you go through the gate.
Untitled I tak to właśnie wyglądało, kiedy dotarliśmy pod sam pomnik Chrystusa.
This is what it looked like when we got to the top of the mountain and stood right by the statue of Jesus.
Untitled Cztery zdjęcia temu i kilkanaście kilometrów dalej widziałam tą samą figurę nieco wyraźniej...
Four pictures ago and a dozen or so kilometers I could see the same statue slightly better...
Untitled Szarość i wietrzność sugerowała, że powinnam trząść się z zimna. Czułam się jakbym była na Śnieżce i zaraz miał spaść śnieg.
 The grey and the breeziness suggested that I should shiver with cold. I felt as if I was on top of a  mountain and it was just about to snow. It was still warm though.
Untitled Zeszliśmy do kawiarni, żeby przeczekać tą znajomą, brytyjską (polską w sumie też, a Laure dodałaby jeszcze paryską) aurę.
We went downstairs to a cafeteria to wait through this familiar British (Polish actually too and Laure would also added Parisian) aura.
Untitled Wiało coraz mocniej, aż w końcu zdemontowano parasole i chyba pierwszy od przyjazdu do Rio odczuliśmy chłód i już nie śmialiśmy się z Tiago, że w taki upał ubrał długie spodnie.
The wind blew harder and harded so they dismantled the umbrellas and for the first time since coming to Rio I felt a bit chilly. We no longer laughed at Tiago that he decided to wear long pants on such a hot day;).
Untitled Widoczność zerowa, nic nie zapowiadało zmian, ale z tą czwórką i tak było wesoło. Namówiliśmy Tiago, żeby zadzwonił do Ricardo i zapytał jak wygląda niebo tam na dole.
– Serio? Jesteś pod Chrystusem i go nie widzisz? – nabijał się Ricardo. Z tego co mówił, tylko szczyt był za chmurami i reszta nieba nie wyglądała najgorzej.
Zero visability, no signs of weather change but with these four it was fun anyway. We persuaded Tiago to call Ricardo and ask how is the sky down in the city.
– Seriously? You're by the Christ and you can't see him? – he laughed at us. He also said that only the peak is hidden in the clouds, the rest of the sky didn't look too bad. 
Untitled
Spędziliśmy na górze jakieś 1.5h i powoli traciliśmy nadzieję. Na rozgrzewkę wbiegałam po schodach ruchomych jadących w dół, ale w końcu atrakcje się skończyły. Laure była już gotowa wracać, inni się wahali, ale zdecydowaliśmy, że poczekamy jeszcze trochę. Jak przystało na popularną atrakcję turystyczną, za dojazd wraz z wejściem trochę sobie tam liczą (chyba razem z 70zł), więc nie chcieliśmy zupełnie zmarnować tej kasy.
We spent up there around 1,5hrs and slowly losing faith. It was getting colder so I ran up the escalator going down but eventually all the attractions have finished. Laure was ready to go, the rest of the group wasn't sure what to do but we decided that we'll wait for a bit longer. As usually with tourist attractions the ticket wasn't cheap so we didn't really want to waste all the money we'd spent coming here.
Untitled Z mgły wyłoniła ściężka prowadząca do sklepu z pamiątkami i restauracji, więc była to jeszcze jedna szansa, żeby zawiesić oko na czymś, czego nie widzieliśmy wcześniej. A kiedy odkryliśmy restaurację, tłum siedzący na zewnątrz wydał z siebie odgłos entuzjazmu, bo oto niebo rozstąpiło się i w jednej chmurzanej dziurze można było dostrzec ocean, po czym zniknął po raz kolejny.
Then out of the fog a path appeared that we hadn't seen before and led to a souvenir shop and a restaurant. Just when we descovered the restaurant suddenly the crowd let out a sound of enthusiasm because one big cloud had moved away and in a small hole people could see the city and the ocean. Soon the view was gone, though.
Untitled Usiedliśmy w restauracji, ktoś już planował co by tu zamówić, kiedy znowu nastąpiło poruszenie. Gwałtowne zerwanie się na nogi, aparaty w dłoniach, uśmiechy na twarzach, nadzieja w oczach, żwawość w ruchach. Szarość zaczęły zastępować puzzle z Rio.
Taki prosty przykład jak niewiele ludziom potrzeba do szczęścia, kiedy jest źle. Cień szansy potrafi zdziałać cuda, a kiedy wszystko jest dobrze, wiadomo jak jest;).
We sat down in the restaurant thinking what to order and then again, everyone around got excited, jumped to their feet, grabbed cameras, you could see smiles on their faces and hope in their eyes. They grey had was being replaced by puzzles of Rio.
Untitled
 Nie było sensu niczego zamawiać, bo po kilku minutach niebo rozsunęło się i objawił nam się Chrystus. Z otwartymi ramionami na nas czekał i powiedział, że miło, że wpadliśmy, a nasza cierpliwość zostanie nagrodzona możliwością zrobienia sobie zdjęcia w takiej samej pozie jak On, z Nim samym w tle. Tylko chyba wszystkim tak mówi, dlatego ludzie tak zgrabnie wznoszą ramiona, zupełnie jak Matka Boska w Pizie nakłania przybyłych do zrobienia sobie zdjęcia podpierającego/pchającego Krzywą Wieżę.
There was no point to order any food, few minutes later the sky parted and Jesus revealed to us, waiting with his arms open and said it's nice we came to visit him. Our patience can be rewarded with the opportunity of taking a picture in the same pose as him, with Jesus himself in the background. I guess he says that to everyone, that's why people put up their arms so neatly. Just like the Mother of God induces tourists in Pisa to hold up the Leaning Tower. 
Untitled I widok na Rio. Spodziewałam się czegoś więcej, ale światło robi swoje i w okolicach zachodu słońca musi być tu dużo ładniej.
I'd expected even more from the view of Rio but it's probably the light and I'm sure sunset time looks much better there.
Untitled
Untitled Untitled
Jeśli chcesz zdjęcia z pomnikiem, łokcie muszą pójść w ruch. A z prawej chyba moje ulubione zdjęcie stamtąd, poświęcenie godne podziwu...a może nie.
The annoying crowds on the left and the devoted wife/ whale stuck on beach on the right.
Untitled Untitled Untitled Untitled UntitledPomnik Chrystusa w Świebodzinie jest pół godziny od mojego domu, a jednak do Rio dotarłam wcześniej niż tam;). Z tego co dane było mi zobaczyć w Rio, Corcovado zaliczyłabym do tych mniejszych atrakcji, ale kolejny niezapomniany dzień z ekipą miałam za sobą.
So the tallest statue of Jesus in the world is in Poland (since 2010), it's 30mins away from my hometown but I got to Rio first haha. From all of what I've seen in Rio, Corcovado definitely wasn't my favorite attraction but I had lots of fun there and at least spent another great day with the Vidigal crew. 
Tamtego wieczoru Tiago i Ricardo zabrali nas na Samba Night na starym mieście. Dojazd na miejsce zajął nam trochę czasu, zdążyliśmy się zgubić, wylądować w nieciekawej okolicy, więc kiedy Tiago i Ricardo pytali o wskazówki, z Laure, Alexem i Hakanem żartowaliśmy między sobą "lepiej, żeby to było warte zachodu...". I było, ach było! Ostatni fragment pokonaliśmy dwiema taksówkami, a, kiedy wysiedliśmy, uderzył nas gwar i zapach grillowanych szaszłyków.
Na środku ulicy otoczonej kamienicami i wyrastającymi skałami grał zespół, a dookoła niego tańczyli, śpiewali i bawili się ludzie. Stanęliśmy na schodach, mieliśmy niezły widok na całe to miejsce. Obserwowałam wszystko z dużym uśmiechem i ciężko było nie kołysać się rytm muzyki. Z każdym dniem Brazylia oczarowywała mnie coraz bardziej...
In the evening Tiago and Ricardo planned on going to Samba Night in the old part of the city. It took us quite a while to get there. We got lost for a moment, found ourselves in a shady area so when Tiago and Ricardo were asking for hints on how to get there, the rest of us was quietly hoping "It better be good...". And it was, oh yes it was! We covered the last distance by taxi and when we got out of the car, the smell of grilling meat, music and good vibe hit us in the faces right away. In the middle of a square surrounded by tenement houses and rising rocks there was a band playing samba with people around singing, dancing and enjoying themselves. We stood on stairs and had a good view over the place. Just looking at all these people made me want to smile and it was difficult to resist moving your body with the samba music on.  
Everyday I was enchanted by Brazil's charm more and more...

23 komentarze:

  1. haha ;p chyba niesamowicie emocjonujące było to oczekiwanie na wyłonienie się pomnika zza chmur :)
    świetna relacja ;) pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Zazdroszczę tej imprezy. Od kiedy pamiętam chciałam wziąć w takiej udział. Może kiedyś się uda...

    OdpowiedzUsuń
  3. ta impreza musiała być świetna, sama chciałabym w czymś takiem uczestniczyć, pewnie niezapomniane przeżycie:D

    OdpowiedzUsuń
  4. http://farm9.staticflickr.com/8379/8650176876_5ff1f8c1c7_c.jpg
    <3 lubie, kiedy pojawiaja sie tu rowniez zdjecia przedstawiajace Ciebie :)
    to jest obledne!
    post jak zwykle swietny :)

    xo

    OdpowiedzUsuń
  5. "fawelowa rodzina", dobre ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Widok na Rio- super, Chrystus nie robi wrażenia sam w sobie w końcu i ja mam Chrystusa Świebodzińskiego pół godziny drogi od siebie ale wrażenie robi na pierwszym zdjęciu.
    pozdrawiam
    P.

    OdpowiedzUsuń
  7. No ale my mamy teraz nawet Papieża więc jesteśmy o jeden pomnik do przodu ;)
    Dobrze, że Chrystus był tak łaskawy i ukazał się za mgły.

    OdpowiedzUsuń
  8. pomimo tego czekania zazdroszczę Ci tak fajnie spędzonego dnia :)
    pomnik robi wrażenie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ula, mam dość prywatne i intymne pytanie, jeśli nie odpowiesz, to całkowicie to zrozumiem - czy wchodzisz w jakieś wyjazdowe romanse z tymi wszystkimi świetnymi chłopakami, których poznajesz na swoich wyjazdach ? Ja bym się chyba nie potrafiła oprzeć takim pokusom ;) ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe:) Powiem tak: chłopaków w swoim życiu miałam dwóch, co świadczy o tym, że chociaż poznaję dużo ludzi, w tym wielu fajnych chłopaków, romanse mi się praktycznie nie zdarzają. Owszem, podobam się często chłopakom, ale zazwyczaj jednostronnie, bo jestem raczej typem chłopczycy i moje podejście do chłopaków jest z reguły typowo koleżeńskie. Przytrafiły mi się wątki obustronnej sympatii, ale zazwyczaj pożegnanie przychodzi szybciej niż dalsze rozwinięcie znajomości.

      Usuń
    2. Przepraszam za dość prywatne pytanie, ale czy właśnie tak było z Champem? Jesteście nadal w kontakcie? I czy gdybyście mieszkali w tym samym miejscu, to myślisz, że moglibyście być parą? :)

      Usuń
    3. Pewnie byśmy byli. Z nim ciężko być w kontakcie online, mam go na FB i jak będę się wybierać do Tajlandii to na pewno dam mu znać, ale nie piszemy do siebie regularnie.

      Usuń
    4. Ehh, taki "urok" miłości do podróży, że często TEGO chłopaka możesz poznać na drugim końcu świata. Sama od zeszłorocznej podróży na Cypr byłam tam jeszcze 3 razy, żeby odwiedzić pewnego Chłopaka :) ale parą nie będziemy, zbyt dużo rzeczy nam nie pozwala.

      Usuń
  10. kiedy mieszkalam w Brazylii kilka lat temu, mialam identyczne doswiadczenie z 'ukryta' impreza w centro historico w Rio. w czasie drogi bylam pewna, ze nie wyjde z tego calo, ale potem (na rua de ouvidor) bylo baaardzo warto! uwielbiam brazylijskie imprezy na swiezym powietrzu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez przypadkiem mi sie przytrafila impreza na swiezym powietrzu ale w Santos i na plazy :-) nigdy wiecej na tak fajnej potancowce nie bylam. Pozdro Ula z Mozambiku i RPA -P.K.

      Usuń
    2. Z Mozambiku, czaaaad! Dziękuje i też pozdrawiam :)

      Usuń
  11. Zdjęcia jak zwykle rewelacyjne !

    OdpowiedzUsuń
  12. Ulu a ja mam taką prośbę z innej beczki... Relacja z NY była niesamowita, bo pisałaś również o swoim zyciu codziennym, a teraz... Napisz co nieco jak Ci mija czas w Birmingham.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czas w Birmingham mija mi zawsze beznadziejnie, więc nie ma o czym mówić. Na szczęście niewiele tu bywam w tym roku akademickim. A czy w NY pisałam o życiu codziennym? Hmmm nie wydaje mi się, po prostu tak jak teraz wyglądają relacje z wyjazdów, tam było na co dzień.

      Usuń
  13. oh gdzie się nie obejrzę, tam wszyscy w tym roku sa w Rio, a ja nikogo nie spotkałam, niesamowite, z chęcią czytam ;))))

    OdpowiedzUsuń