12 mar 2010

Another fine day.


Poprzednia niedziela rozpoczęta od kanapek w Toasties.

Zmówiłam ich specjał: Crab Melt.

Kanapka była przepyszna! Z mięsem kraba, karczochami, parmezanem, sałatą, szalotkami i serem jack.

Sarah i Stephanie.

Jak patrze na nazwę tej ulicy, to zawszę widzę swoje imię;P.

Później rozdzieliłyśmy się z dziewczynami i ja pojechałam na Haight St.

T-shirt z pozoru fajny, na mnie wyglądał brzydko, a sukienkę nie wiem czemu przymierzałam skoro wiem, że w takim fasonie wyglądam tragicznie;).


Spędziłam chyba z godzinę w świetnym sklepie 'papierniczym' na Fillmore.


A po wizycie w tym sklepie miałam ochotę dekorować wnętrza;).


Francuska kawiarnia Cafe du Soleil. Bardzo ją lubię.


Canelle i cafe au lait z rozpływającym się sercem;).



We francuskiej kawiarni nie mogło zabraknąć buldożka francuskiego. Należał do chłopaka przede mną, ale upatrzył sobie jakiś punkt pod moim stołem i wpatrywał się w niego przez kilkanaście minut.

Czekając na autobus kupiłam loda o smaku masła orzechowego.

Nie ma nic gorszego od fotografowania loda, którego trzyma się ręce, nie wiem w ogóle czemu to jeszcze praktykuję...W takich momentach wolę też nie myśleć co sądzą o mnie przechodzący obok ludzie...

43 komentarze:

  1. Też zawsze mam problem z fotografowaniem trzymanego w ręce loda.
    Masz chyba bardzo przyjemne życie, prawda?

    http://megwearsviolet.blogspot.com/

    meg

    OdpowiedzUsuń
  2. normalnie idę se kawę zrobić i jakiego dżogurta zeżre, bo zgłodniałam .. smakowity ten Twój ... blog :P
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Te kanapki wyglądają na bardzo smaczne :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Leniwy weekend ze szwędaniem po mieście. Bardzo mi tego brakuje. Czekam na wiosnę, żeby połazić po Krakowie...

    OdpowiedzUsuń
  5. smakowicie dzisiaj - zresztą jak zwykle ;P
    ja mam jedno zdjęcie z lodem. Jest okropne!!! i powinnam się go jak najszybciej pozbyć ;P

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzieki za poranne dawne humoru, az sie zasmialam po przeczytaniu ostatniego zdania :D haha, Ula. A w buldoga wpatrywalam sie dobra minute i musialam skopiowac sobei to zdjecie na tapete w telefonie. Cudowny jest.

    OdpowiedzUsuń
  7. kanapki wyglądają przepysznie!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja się nie dziwię, że godzine w papierniczym spędziłaś, bo wygląda zarąbiście!:D

    OdpowiedzUsuń
  9. sarah ma fajną tunikę (a przynajmniej tak mi się wydaje, bo nie widać dobrze). bardzo mi się podoba ta granatowa sukienka ze złotymi guzikami, kupiłaś ją?
    jeżeli chodzi o tego pieska to marzy mi się taki! kupie sobie jak będę kiedyś sama mieszkać, bo teraz mam kota, który by go pewnie zastraszył na śmierć, haha, on nawet kiedyś wywołał strach w owczarku niemieckim :D w ogóle to ja chyba będę miała mini zoo w domu, ale łorewa... podpis pod zdjęciem z lodem mnie rozwalił :D:D:D:D niestety masz rację, to musi dość głupio wyglądać :D

    OdpowiedzUsuń
  10. a, nie kupiłaś sukienki, źle przeczytałam [ściana]

    OdpowiedzUsuń
  11. Prosimy o więcej - fot i opisów! Fajna kawiarnia, super foty...

    OdpowiedzUsuń
  12. w tej chwili mam podobnie zdrapany lakier z kciuka :DD

    sklep "papierniczy" mnie urzekł :) jestem maniaczką takich akcesoriów!

    OdpowiedzUsuń
  13. a czy to ważne co myślą ?
    :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Od kilku miesięcy pierwszą rzeczą jaką robię otwierając przeglądarkę, jest wejście na Twojego bloga
    Jak zawsze wspaniałe zdjęcia a czytając ostatnie zdjęcie wybuchłam śmiechem, rzeczywiście to musi śmiesznie wyglądać, nie mogę się doczekać kiedy u nas będzie taka pogoda, dziś jest słonecznie ale cały weekend ma znów padać śnieg

    OdpowiedzUsuń
  15. zawsze chcialam sprobowac Dr Peppera.

    OdpowiedzUsuń
  16. Świetna relacja. Nawet nie wiesz jak mi się marzy żeby usiaść przy stoliku na dworze i zjeść sobie kanapkę i wypić kawe mmmmm...A u nas ciągle jeszcze leżą chałdy śniegu:/
    Jestem zafascynowana sklepani kawiarniami i sklepami, które pokazujesz na zdjęciach. Wszystko ma fajny klimat, o który w Polsce niestety ciężko.
    A co do Dr. Peppera to można go kupić w Polandzie- to do Kaj

    OdpowiedzUsuń
  17. ul, ja tez tak chce.powaznie. i ciesze sie na sama mysl o tym,ze niedlugo tak bedzie. jestem zmeczona tym,ze nawet chcac zjesc cos w miescie nadal standartem jest ohydna zupa i filet z najtanszego kurczaka. a nie stac mnie zeby wydawac na lancz 50 pln dziennie. mam juz dosc tego,ze po kazdej wizycie w restauracji jestem zawiedziona i swierdzam,ze sama gotuje o niebo lepiej:-) ciesze sie na sama mys ile dobrych rzeczy bede jadla i ile ladnych ogladala/kupowala

    OdpowiedzUsuń
  18. Dr Pepper zawsze kojarzy mi się z Forrestem Gumpem :)

    Sklep papierniczy - marzenie!


    Agathik

    OdpowiedzUsuń
  19. Z tego sklepiku z różnymi różnościami to bym chyba nie wychodziła:) to samo z francuskiej kawiarenki(szczególnie, że zauważyłam makaroniki<3). Tobie to chyba za dobrze Ulu ;)
    A co do psa, to chyba typowe dla tego gatunku. Mnie moja pestka straszy najczęściej jak jestem sama w domu i ona nagle podkula ogon, chowa się za moimi nogami i szczeka na ścianę. Zastawiam się wtedy czy uciekać czy nie zwracać uwagi :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Ach, ty to masz życie, też bym tak chciała :)
    Tak samo uwielbiam papiernicze sklepy a szczególnie takiego rodzaju jak miałaś na zdjęciu.
    W Empik'u to ja mogłabym zamieszkac, tyle tam ciekawych rzeczy.

    Zazdroszczę Ci :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja chcę do Kalifornii!!!! Wojtek zaczyna pękać i chyba odpuszczać planowanie owego wyjazdu. Nie chce mu się mysleć o załatwianiu wizy a co dopiero faktycznie zabierać do tego. Nie mówiąc już o tym, że między nami kiepsko.

    OdpowiedzUsuń
  22. :) jak zawsze mnóstwo swietnych zdjęć, pyszne jedzonko i sukienka ta czrna świetna :)

    OdpowiedzUsuń
  23. kurde jaki ten pies uroczy:D Ula a jak z Twoją tęsknotą do Twoich psiaków?:) Pamiętam,że zawsze pisałaś jak bardzo za nimi tęsknisz.. yoasia

    OdpowiedzUsuń
  24. Opis ostatniego zdjęcia jest the best:D

    OdpowiedzUsuń
  25. do kaj: Dr Pepper jest dostępny w Polsce, najczęściej w małych niepozornych sklepikach ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Dr Pepper! (można go znaleźć np. w sklepie "Kuchnie świata" czy jakoś tak ale drogi jest)

    OdpowiedzUsuń
  27. meg-> Obecnie tak, zdecydowanie nie mogę narzekać;).

    rene.voo-> Niby nieważne, ale gdyby było tak w zupełności, to nie miałabym problemu z pokazaniem tyłka na środku ulicy;).

    yoasia-> Tęsknię, zwłaszcza za Kajtusią, ale odkąd mieszkam tutaj to jest mi łatwiej, bo jestem otoczona psami.

    OdpowiedzUsuń
  28. A no rzeczywiście :D tyle, że ten kolczyk ze sklepu innej rangi, że tak powiem, w prównaniu do Jacobsa ;D

    OdpowiedzUsuń
  29. Nie rozumiem pewnej rzeczy.. Dlaczego tytuły, ''o sobie'', daty itd. masz po angielsku? Skoro wpisy masz po polsku to resztę też powinnaś, nie każdy zna dobrze ang.

    Amela

    OdpowiedzUsuń
  30. Same pysznosci! I uwielbiam Twoje zdjecia<3 :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Jak smakowicie mmm... Zazdroszczę tych podróży... :)

    OdpowiedzUsuń
  32. ... Tak, też mi się nie podoba podawanie "wstawek" angielskich na polskim blogu. Nie każdy zna angielski, a tych, którzy nie znają pewnie to troszkę razi :)
    Z niecierpliwością czekam na post o zwyczajnym, pracującym dniu.
    A bloga uwielbiam.

    Subara

    OdpowiedzUsuń
  33. A ja mam wstawki po francusku i co z tego? jak was to tak razi albo nie znacie podstaw to zawsze jest google tłumacz

    OdpowiedzUsuń
  34. Jest google tłumacz ale ja nie przychodzę tu odrabiać lekcji językowych tylko poczytać i popatrzeć co nowego i pięknego u Uli :)

    Subara

    OdpowiedzUsuń
  35. :)
    moim dzisiejszym numerem jeden jest sklep papierniczy , świetne akcesoria! :) I taki kubeczek na kawę by się przydał ;)
    Nie jestem jakaś wielka miłośniczka psów , ale ta psina spogląda takim wzrokiem ,ze nie sposób się nie uśmiechnąć. :)

    OdpowiedzUsuń
  36. Amela i Subara-> Właśnie dlatego, że treść bloga jest po polsku, chcę żeby chociaż tytuły były po angielsku, bo mówią coś o poście, ale nie mają znaczenia dla polskich czytelników, bo cała reszta jest po polsku. Nie wiem czemu może to komuś przeszkadzać, skoro nie ma to żadnego wpływu na zrozumienie treści posta i odczytu zdjęć.
    Dla czytelników zagranicznych, którzy są w mniejszości, tytuł jest dużą wskazówką przy polskim tekście.
    "O sobie" zmieniłam dosłownie kilka dni temu, od początku istnienia bloga było po polsku, ale nie mogłam już patrzeć na tamten tekst. Poza tym uważam, że informacji o mnie na blogu jest wystarczająco dużo.
    Satysfakcjonuje Was ta odpowiedź? Może chcecie mieć więcej informacji o mnie "pod ręką", w jednym widocznym miejscu? Wszelkie sugestie będą rozważane;).

    OdpowiedzUsuń
  37. No więc niech i tak będzie z tymi tytułami - wyjaśnienie ma sens :)

    pozdrawia Subara z Żagania [ która obecnie też na emigracji ]

    OdpowiedzUsuń
  38. dobry ten nowy opis, gdybym nie czytała tego bloga chyba bym umarła w szarym niebycie, poważnie, dzięki Ula:)

    OdpowiedzUsuń
  39. Tytuly po angielsku są faaajne:)

    OdpowiedzUsuń
  40. kanapki wygladaja przecudownie, i nie mam watpliwosci ze tak tez smakuja, boze Ula my w polszy zginiemy przez Ciebie, kaski ktore pokazujesz to ja tylko przez monitor pozdrawiam, podle!:)

    OdpowiedzUsuń
  41. mam nadzieję że szybko zbierzesz materiały i napiszesz o swojej pracy, czekam na to :) z reguły nie zazdroszczę... cieszę się z tego co mam, ale zazdroszczę Ci trzech rzeczy ... no może czterech: słońca( w warszawie właśnie jest wielka śniegowa nawałnica :(!), tego że udało Ci się schudnąć..., aparatu(ja nie mogę uzbierać kasy ...) oraz talentu do uchwycenia chwili, momentu, ulotnego czasu... gratuluje i pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  42. Joanna-> Schudnąć udało mi się już dawno i od tamtego czasu przytyłam sporo, także nie ma czego zazdrościć;).

    OdpowiedzUsuń