8 gru 2011

Traveling in December.

Pomimo zimnej i szarej aury ostatniego miesiąca roku, okazuje się, że jest to dla mnie szczęśliwy okres pod względem podróżowania.
Od początku prowadzenia bloga nie obyło się bez grudnia, w którym nie odbyłabym jakiegoś wyjazdu.
Poniżej małe przypomnienie.
2008

Kilka dni w Sztokholmie.
Zdecydowanie lepiej jest się wybrać w zimie na południe Europy, ale wypad do Sztokholmu to był przede wszystkim efekt upolowania biletów za dwa grosze. Tęsknię za tymi promocjami Ryanaira...
 Po zdjęciach da się zauważyć, że były to moje początki z lustrzanką (brata). Wtedy byłam jeszcze praktycznie całkowicie zielona w temacie fotografii;).



2009
Chociaż mieszkałam już wtedy w San Francisco, to mikołajkowy weekend spędziłam w Los Angeles i bawiłam się świetnie. Samo miasto mnie nie zachwyciło, ale przywiozłam stamtąd bardzo pozytywne wspomnienia. Po raz pierwszy doświadczyłam też atmosfery Bożego Narodzenia otoczona palmami i całkiem wysokimi temperaturami.


2010
Tuż przed świętami w Nowym Jorku dostałam tydzień urlopu i postanowiłam wybrać się na południe Stanów, do Nowego Orleanu. Fajna pogoda, piękna architektura i fantastyczne jedzenie.


2011

A dzisiaj jestem w Rzymie!:) Na razie mogę powiedzieć tylko tyle, że zaliczyłam długi spacer i pyszną kolację, ale więcej pewnie dopiero po powrocie.

Pozdrowienia!

29 komentarzy:

  1. A u nas zimno :( Super , czekam na dalsze posty :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rzym zajmuje w moim sercu szczególne miejsce:)baw się dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam wąskie uliczki a w Rzymie jest takich wiele :)

    OdpowiedzUsuń
  4. noo dobrze ze szczesliwie dolecialas! kanapki byly bardzo smaczne :P

    OdpowiedzUsuń
  5. bardzo lubię takie wspominkowe posty w Twoim wydaniu! Baw się dobrze w Rzymie i rób dużo zdjęć :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Uleńka korzystaj z uroków Rzymu bo u nas mroźźźźno! :) Czekam na nastepny post. MUA :*

    OdpowiedzUsuń
  7. I jeszcze jedno- tęskno mi za starym logo Twojego bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Pięknie, nie mogę doczekać się zdjęć! Zazdroszczę mocno :))

    OdpowiedzUsuń
  9. Pozdrów Rzym ode mnie! Uwielbiam to miasto! Zresztą cała Italia ma specjalne miejsce w mym sercu! :)

    Baw się dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  10. oooooooooooo ale Ci zazdroszczę! Też planuje wycieczkę do Rzymu...ale zobaczymy jak to się ułoży;-)

    No właśnie dlaczego nie ma starego LOGO bloga?:( Było o wiele fajniejsze...

    Pozdrowienia, Karola :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Twojego bloga odwiedzam już od dłuższego czasu. Często myślałem, jakby to było rzucić wszystko i pojechać w świat.

    Skończyłem studia licencjackie, rzuciłem pracę... i ruszam :-)

    Pozdrawiam z paskudnej o tej porze roku (właściwie to o każdej porze) Łodzi :)

    OdpowiedzUsuń
  12. No to ja już czekam na post i więcej zdjęć z Rzymu, no i życzę Ci miłej zabawy i świetnego jedzenia. Mam nadziejęę ,że jak zwykle zrelacjonujesz nam w świetny sposób co miałaś pysznego na talerzu. A i mam do Ciebie pytanie. Czy mogłabyś mi napisać jakich perfum używasz i jakie zapachy perfum lubisz? :)Z góry dziękuje za odpowiedź, bo jestem bardzo ciekawa jakie perfumy towarzyszą Ci w tych wszystkich podróżach :)

    czytelniczka Ida

    OdpowiedzUsuń
  13. zdecydowanie jedno z piękniejszych miast Europy :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Wow, zazdroszczę Ci tych wszystkich podróży, świetny pomysł na życie! ;)

    miłego pobytu w Rzymie! ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Nawet w Rzymie Cię znaleźli;)
    To Włosi czy Polacy?
    Pozdrowienia:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ula jestem już długo fanką Twojego bloga: zdjęć, filmów relacji z miast, podróży i całego życia! Po długim szukaniu nie natknęłam się na to czym kręcisz filmy. Może gdzieś zginęło mi w lekturze albo mnie minęło. Mogłabyś zdradzić tą tajemnicę? :>
    Sonia

    OdpowiedzUsuń
  17. Anonimowy z 20:28-> Mam wrazenie, ze zaden obcokrajowiec nie czyta mojego bloga, wiec tak, to dziewczyny z Polski i cale szczescie, ze mnie znalazly, bo spedzilam swietny wieczor;).

    one spoon of sugar-> Ooo jestes przemila!:) Od sierpnia mam aparat Canon 5d Mark II i to nim krece filmy, a wczesniej uzywalam Canona 550d.

    OdpowiedzUsuń
  18. Bloga przejrzałam do samego końca. Bardzo Cię podziwiam, podoba mi się Twoja pasja, biorę Cię za niezwykle ciepłą, szczerą osobę.

    Po trzech dniach lektury adamantwanderer. doszłam do wniosku że będąc na Twoim miejscu pewnie nie chciałabym opuszczać stanów- świetna praca (przynajmniej w pozytywnym świetle ją przedstawiłaś), wiele kreatywnych zajęć, nowe znajomości, fantastyczne miejsca, to wszystko mogłoby spowodować ze decyzję o powrocie na kontynent, czy też rozpoczęciu studiów odwlekałabym z roku na rok. Czy nie miałaś z tym problemu? Jaką wartość mają dla Ciebie minione dwa lata?

    OdpowiedzUsuń
  19. Ulcia piszesz po polsku :P Myślę, że niewielu obcokrajowców zna ten jeżyk i jest w stanie czytać twojego bloga ;)
    Być może gdyby był po angielsku więcej osób by sięw nim zakochało tak jak ja.

    OdpowiedzUsuń
  20. Pytałyście wyżej dlaczego zmieniłam nagłówek bloga... Zaczął wydawać mi się zbyt dziecinny i miałm ochotę na coś prostszego.

    Anonimowy z 19:26-> Dziękuję Ci bardzo za te słowa. Rzeczywiście jestem szczera, ale już niekoniecznie ciepła;).
    Podejmując decyzję o powrocie skupiałam się na tym, jaki będzie miała wpływ na przyszłość, bo to było najważniejsze. Fajnie mieszkało się na Upper East Side i żyło tamtym życiem, ale ono prędzej czy później musiało się skończyć. W końcu chodzi o to, żeby dążyć do własnego życia, a nie mieszkać z host rodziną i udawać, że już zawsze tak będzie.
    Nie mogłam zostać w Stanach dłużej jako au pair, mogłam co najwyżej ubiegać się o wizę studencką.
    Chcę ukończyć szkołę w jak najkrótszym czasie, mieć z niej jak największy pożytek i mieć ją z głowy, a Stany i szkoła, do której mogłam chodzić, nie zagwarantowałaby mi tego. Uważam, że zmarnowałabym pieniądze, gdybym się tam uczyła (mówię o tej konkretnej szkole).
    Bycie au pair było fajnym sposobem na dorabianie, ale w końcu nie tym, co chcę robić w przyszłości.
    Nikt też nie powiedział, że nie mogę wrócić do Stanów i rozpocząć tam jeszcze fajniejsze życie. Szkoła ma to właśnie umożliwić i zobaczymy co dalej...
    A minione dwa lata mają dla mnie wartość bezcenną;).

    OdpowiedzUsuń
  21. Anonimowy z 23:50-> Wiem, ale kluczem do sukcesu bloga nie zawsze jest język, zresztą na mojego bloga wchodzi się raczej pooglądać niż poczytać. Istnieje też przecież marny Google Translate;). Zastanawiałam się nad dopisywaniem angielskiej wersji, ale zajmowałoby to dwa razy więcej czasu, robiłabym masę błędów i się dołowała, że nie umiem pisać.
    A prawda jest jednak taka, że jest mnóstwo blogów z lepszymi zdjęciami, prowadzona przez bardziej kreatywne osoby w języku angielskim, więc po co ktoś miałby wchodzić na mojego? Ja bym go omijała.

    OdpowiedzUsuń
  22. Ula, więcej wiary w siebie! Jest wiele osób ( w tym ja), dla których Twoje życie jest w pewnym sensie inspiracją, a wszystko właśnie przez tego bloga :).

    Pozdrawiam Cię :).

    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja uwielbiam czytać to co piszesz ;)

    p.s. masz może jakiś dobry przepis na domek z piernika? robiłaś kiedyś?

    Ola

    OdpowiedzUsuń
  24. Co myślisz o tym wywiadzie? http://gala.onet.pl/0,1654093,1,1,beata_pawlikowska,wywiady.html
    Odnajdujesz w nim siebie?

    OdpowiedzUsuń
  25. Ola-> Dzięki;). Nie robiłam nigdy domku z piernika, ambitny plan!:)

    Anonimowy z 19:23-> Fajny wywiad, widzę kilka podobieństw jak np. fragment, że zawsze robię to, do czego mam przekonanie i że nie można mnie do niczego zmusić. Dobrze też czuję się w samotności.
    Nigdy nie pomyślałam, że podróżuję, żeby uciec od samej siebie, ale może jeszcze nie wiem o sobie wystarczająco dużo. Zobaczymy jak kiedyś na to spojrzę.

    OdpowiedzUsuń