1 wrz 2009

My first step on the U.S.

Właśnie nadciąga do mnie słońce z Waszej części globu;).
Dzięki magii zmiany czasu obudziłam się wyspana o 5 i było jeszcze zupełnie ciemno (tutaj słońce wcześniej zachodzi i później wschodzi).
Jeszcze kilka lat temu 1 wrzesień był moim znienawidzonym dniem, a dzisiaj zaczyna się tak pięknie:).

Odkąd wylądowałam na JFK dostarczyłam sobie mnóstwa wrażeń, bo to mój pierwszy raz w USA, a z drugiej strony to kraj, który wszyscy "znamy". Nie ma osoby, która nie miałaby o nim wyobrażenia, bo nawet jeśli by tak było, to telewizja podaje je na tacy.

Jadąc do szkoły dla au-pair na Long Island zdążyłam już zobaczyć tą kwintesencji Stanów;).
Duże samochody, duże drogi i takie same odległości. Duże supermarkety i jeszcze większe parkingi wokół nich. DużO wszelkich barów z fast food'em, od Mc'Donald's zaczynając a na Taco Bell czy Wendy's kończąc.
Mnóstwo charakterystycznych uliczek z typowymi amerykańskimi domami, przy których często powiewa flaga USA. Przed nimi idealnie wystrzyżone żywopłoty i trawniki.
Nawet chodniki są dokładnie takie jak sobie wyobrażałam, a na nich tak niewiele ludzi jak się mówi.
Z uwagą gryzłam też pierwszy plasterek amerykańskiego ogórka, który z założenia miał być bez smaku. O dziwo miał smak ogórka.
Mogłabym tak wymieniać i wymieniać...

Wszystko co widziałam po raz pierwszy kodowałam sobie w głowie, bo niby to wszystko znam, ale ten pierwszy raz na żywo naprawdę robi wrażenie:).
Rozczaruje Was może tym, że nie widziałam jak na razie ludzi monstrualnych rozmiarów, ale ci przecież nie chodzą po ulicy, chowają się w domach, samochodach czy "dżankfudowych" barach;).

Tu skąd do Was piszę, z campusu pewnego collegu, czuję się raczej jak na "wypadzie za miasto". Ogromny teren, mnóstwo zieleni, jezioro i staw za oknem.
Wczoraj zdarzyło się coś jeszcze, co szczerze mnie wzruszyło. Na trawie przed moim oknem zebrały się gęsi, gęgając ustaliły plan lotu, a później wzbiły się w powietrze lecąc kluczem.
Kiedy w Polsce widzę odlatujące gęsi, zawsze robi mi się smutno, bo to dla mnie jeden z symboli odchodzącego lata. Tutejsze powróciły po kilku godzinach i zasypiałam słysząc ich gęganie...heh, w Nowym Jorku...

PS. Rozczaruję Was może, ale takiej relacji z NYC, na jaką liczycie pewnie nie będzie. Niestety jestem zbyt oddalona od centrum, mam mało wolnego czasu, więc jedynym dniem, kiedy będę w TAMTYM Nowym Jorku będzie czwartek, a to zdecydowanie za mało, żeby zobaczyć wszystko to, co chciałabym zobczyć. Jeszcze prawdopodobnie będę przyczepiona do wycieczki, od której spróbuję się z góry uwolnić, ale na razie nie wiem czy to się uda.
Postaram się jednak zrobić relację na miarę możliwości.

Słońce już w pełni, idę na śniadanie.



Boeing 747-400, największy samolot jakim leciałam. Ani razu nie udało mi się zrobić mu zdjęcie w całości;).

416 pasażerów i niekończący się korytarz;).

Pierwsze wyłonięcie się amerykańskiego lądu;).

Pierwsze wydane dolary.

W drodze na Long Island, zdjęcie z autobusu.

W tym budynku mieszkam.

Inne budynki na campusie.

Pierwszy kawałek amerykańskiej pizzy z pepperoni;).

A to widok, który mam przed sobą kiedy wychodzę ze swojego budynku;).

36 komentarzy:

  1. wspaniale musi być tam, gdzie przebywasz! Kampus wydaje się cudny!
    Też chciałabym zobaczyć na żywo te ulice z domkami i w ogóle, bo to jednak co innego, kiedy oglądamy je w tv.
    ach, wiem, że zazdrość nie jest dobra, ale jak to widzę (a to dopiero początek Twojej podróży), to też chciałabym tam być.
    Trzymaj się i rób dużo fot! :))
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. taaak ten boeing to jest coś. tez miałam okazje nim 2krotnie lecieć i te ryanairowskie są przy nim po prostu maleńkie ;) a Nowy Jork jest cudowny... trzymaj się mała ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja tez jak pojechalam do USA to wcale nie widzialam tych grubasow, i tak jak Ty mialam okazje odwiedzic wschodnie DC i zachodnie SF - wybrzeze
    W Californii podobno jest najmniejszy odsetek grubasow wiec i tam ich nie zobaczysz zbyt wielu..podobno na południu tych"kwiatków" jest sporo...

    OdpowiedzUsuń
  4. Widoki jak z filmu :) zazdroszczę Ci bardzo :) i życzę powodzenia za wielką wodą :)

    OdpowiedzUsuń
  5. dziękuję za relację,przeczytałam jednym tchem :)) pisz jeszcze ,pisz :)) i czekamy na zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. przyjemne rozpoczęcie przygody, fajnie że nadajesz regularnie:)
    pzdr.

    OdpowiedzUsuń
  7. nie pozostaje napisać mi nic innego, niż tylko: Stany, Stany...fajowa jazda! ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. USA - Ula Sobie Au-pairuje :) a ile czasu tam spędzisz z tymi uroczymi chłopcami? z niecierpliwością czekam na kolejne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Au-pair i mieszkasz w kampusie? I (och, ale wstyd) co to jest JFK? Pewnie wiem, ale nie mogę skojarzyć.
    Lady M.

    OdpowiedzUsuń
  10. OHHH Ulka :D dawaj zdjec ile wlezie!!! i coz kocham Long Island.Mieszkałam na Rockaway Beach ,może niedlugo tez do Ciebie dolacze w pieknej ameryce :) i Ulu jak sie dostac na taka au-pair?bo jesli wyjdziesz z tego zadowolona to bardzo chetnie pojde Twoim sladem :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ależ Ci zazdroszczę! ;)
    Czekam na więcej zdjęć i opisów ;) (chyba jak każdy z wchodzących tutaj) ;D

    OdpowiedzUsuń
  12. JFK to skrót od Johna F. Kennedy.W Nowym Jorku jest właśnie lotnisko jego imienia.


    Pozdrawiam,
    Patrycja P

    OdpowiedzUsuń
  13. AH zazdroszcze! I czekam z niecierpliwoscia na dalsze wpisy i zdjecia!:)) :*

    OdpowiedzUsuń
  14. Anonimowy 2-> Zgadza się, w Kalifornii jest najmniej grubasów, a San Francisco to już w ogóle jest miasto z najmniejszym procentem ludzi z nadwagą w USA, przez te pagórki oczywiście;))).

    Lady M.-> Czemu wstyd? To mam kilkudniowe szkolenie dla au-pair, wszystkie tu mieszkamy. Później lecę do host-rodziny.
    JFK to najpopularniejsze nowojorskie lotnisko.

    BiggerThanU-> culturalcare.com, możesz sobie o wszystkim poczytać.

    OdpowiedzUsuń
  15. Pisząc takie relacje, ja cały czas czekam na następny post, świetnie piszesz, więc i dobrze mi się czyta Twoje teksty.

    OdpowiedzUsuń
  16. Aaaach.... trzymaj się mocno i dawaj znać na bieżąco jak Ci idzie:)

    OdpowiedzUsuń
  17. A wstyd bo o lotnisku Kennedy'ego musiałam kiedyś słyszeć, ale nie pomyślałam o skrócie JFK, wiedziałam, że to będzie coś prostego ;)
    Lady M.

    OdpowiedzUsuń
  18. Lady M. -> Przepraszam, nie zrozumiałam Cię, myślałam, że wstyd tyczył się pierwszego zdania, ale po prostu źle przeczytałam;).

    OdpowiedzUsuń
  19. boziu chyba nie dosczekam sie nasteonych wakacji :) albo następnej wizyty w tym kraju:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Znalazłaś się w raju?
    tak , to jest raj .
    :)

    http://megwearsviolet.blogspot.com/

    pozdrawiam
    meg

    OdpowiedzUsuń
  21. Ulcia tak tak pagórki ;-)
    PS1 nie polecam jazdy taxowka po SF po imprezie na kacu ;-) dla mnie masakra, góra - dół, góra - dół i wszystko sie przewraca w żoładku...
    PS2 Bede pełna podziwu jak zobacze Twoje fotki tam - w szpilkach...ja stara "szpilkara" nie dawalam rady ;-)

    OdpowiedzUsuń
  22. Pamiętam pierwszy wdech Nowojorskiego powietrza.. niby takie same, a jakieś inne ;D a później yellow cab i do new jersey.. Pierwsze wrażenia bardzo cenne, świetnie że masz bloga ja wszystko zapisywałam w zeszycie ;) Padam ze śmiechu, kiedy czytam swoje spostrzeżenia na temat NYPD albo opisy taksówkarza, który wygladał jak Borat (kto wie, może byłam z siostra w ukrytej kamerze ;D)
    Zawojuj Stany i pisz nam tu ładnie co i jak :)
    Polecam bajgle z serem.. najlepsze!'
    Pozdrawiam
    Justyna albo raczej Dżastin in inglisz;D

    OdpowiedzUsuń
  23. omg, ja tu codziennie mam bajgle z serem philapdelhia. musze Cie kiedys odwiedzic Ula, albo Ty mnie :D(jezeli moja 'rodzina'sie zgodzi) w NJ spotykam czesto duzo polakow :D
    Zauwazylam, ze duzo amerykanow maja polskie/slowackie korzenia. Np. sekretarka w mojej szkole ktora miala dziadka polaka, nauczyl ja 'jak sie masz', ' p o c a l u j m n i e w d u p e', rozwalilo mnie to :D

    OdpowiedzUsuń
  24. Super. Trzymam za CIebie kciuki! Pisz do nas koniecznie!

    OdpowiedzUsuń
  25. woow, to niesamowite. ((:
    b zazdroszczę i liczę na obfitą relację, już na dniach!

    -Wierna Czytelniczka.

    OdpowiedzUsuń
  26. Jednym słowem CUDNIE!Ależ Ci zazdroszczę:)Czekam z niecierpliwością na kolejne wpisy a pisz tyle na ile będziesz mogła:)
    NY to jest to!:) Mam nadzieję,że kiedyś sama tam dotrę...:)

    OdpowiedzUsuń
  27. Grubasy zdarzają się w NY. Ale znacznie więcej jest w innych rejonach USA. Na Manhattanie dużo pięknych ludzi różnej narodowości, super ubranych. Ale powiem Ci ciekawostkę że często Ci najbogatsi najgorzej ubrani, albo tak że w życiu byś nie powiedziała że to bogacze. Tutaj ludzie raczej nie ubierają się żeby komuś zaimponować co często widzi się w Polsce.
    Aneta

    OdpowiedzUsuń
  28. Aneta-> Zapewne masz rację:). Już w kilku krajach spotkałam się z tym, że ludzie nie dbają o to jak wyglądają mimo, że do najbiedniejszych nie należą. No a co do grubasów to zdaje się, że Midwest (bo co tam robić jak nie jesc?;))) ) i południe rządzą pod tym względem;). No i wiem, że ci najgrubsi to są najczęściej biedni ludzie, bo śmieciowe żarcie jest najtańsze.

    OdpowiedzUsuń
  29. mieszkam z rodzina przyjaciolki mamy :D

    OdpowiedzUsuń
  30. Ula, poluj na Carrie Bradshaw, bo na ulicach NY właśnie ruszyły zdjęcia do 2 części!

    ;)

    Ola.

    OdpowiedzUsuń
  31. Śledząc od czasu do czasu co się u Ciebie dzieje,to trzeba przyznać że kawał świata już zwiedziłaś :)
    Podziwiam za odwagę.

    OdpowiedzUsuń