9 maj 2012

A meeting I was really looking forward to.

Pamiętacie tego posta? Równo po trzech miesiącach od pożegnania w Birmingham, zobaczyłam się z Champem w Bangkoku! Od stycznia wyobrażałam sobie moment naszego kolejnego spotkania, więc kiedy ujrzałam go z oddali, idącego w moją stronę, nie mogłam powstrzymać łez wzruszenia. Mam wrażenie, że spotkanie bliskiej osoby, w zupełnie innym miejscu na świecie daje podwójną radość. Doświadczyłam już tego w przeszłości i za każdym razem towarzyszło temu niesamowite uczucie.
Z Champem spędziłam drugi wieczór mojego pobytu w Bangkoku, a później zatrzymałam się u niego na dwa dni, o czym będą najbliższe fotorelacje.


Yaaaay!
Champ wynamuje mieszkanie z trzema kolegami, niedaleko swojego uniwersytetu, który znajduje się jakieś 15-20km od ścisłego centrum Bangkoku. Nic się nie zmieniło i nieważne gdzie jest, zawsze otaczają go ludzie.

Jego muzyczne centrum dowodzenia jest jeszcze lepsze od tego, które miał w swoim pokoju w Birmingham.

Po 21 wsiedliśmy większą grupą do dwóch samochodów i pojechaliśmy do centrum.

Zaparkowaliśmy niedaleko Khao San, po drodze zatrzymaliśmy się w jednym sklepie.

Na głównej ulicy trafiłam wreszcie na stoisko ze smażonymi insektami. Od zawsze chciałam ich spróbować, więc nie mogłam nie skorzystać z okazji. Wybór był duży, ale poprosiłam Champa, żeby wybrał jego zdaniem najlepsze, choć wcale też nie jada ich na co dzień.

Najchętniej spróbowałam po jednym z każdego rodzaju, ale nie było takiej opcji, musiałabym kupić więcej.
 A właśnie, wie wiem czy słyszeliście, że w związku z przybywającą liczbą ludzi na naszej planecie, do 2050 może zabraknąć żywności. Rządy wielu krajów już teraz zastanawiają się jak rozwiązać ten problem. Ponieważ insektów jest dużo i zawierają białko, jest szansa, że w przyszłości będziemy zjadać je, jak normalne jedzenie. W Holandii już stworzono hodowle robaków w celach spożywczych, chociaż oczywiście (szeroko pojęty) Zachód brzydzi się ich wyglądem, więc opracowywany jest sposób w jakiej formie możnaby je podawać, żeby nie były zniechęcające.

Dostałam woreczek larw i świerszczy posypanych chili i spryskanych sosem sojowym/rybnym. Wiem, że będzie wybrzydzać w komentarzach, ale ja w przeciwieństwie do próbowania baluta, nie odczuwałam nawet minimalnego obrzydzenia. Zupełnie jakbym miała zaraz zjeść solone orzeszki.
Ich tekstura była taka, na jaką wygląda, czyli pancerze są cięższe do rozgryzienia, natomiast larwy miękkie. W smaku (zwłaszcza w przypadku larw) najwyraźniejszy był tłuszcz, bo w nim są smażone, ale sos poprawił całość. Powiedziałabym, że to taka w sam raz przekąska do piwa.

Ja miałam swoje robaki, ale usiedliśmy w restauracji, bo kilka osób chciało zjeść coś większego.

Nudle z kurczakiem i warzywami.

Klasyczne pad thai.



Kilka ulic dalej ekipa chciała zabrać mnie do fajnego, klimatycznego baru, ale był wypchany po brzegi, więc kolejnym przystankiem był shisha bar.

Europejskie opakowania papierosów informujące o szkodliwości palenia są chyba jednak mniej zniechęcające niż tajskie.

Tego napisu nie trzeba nikomu tłumaczyć.

Później poszliśmy na nocny targ, na którym można znaleźć wszystko, od używanych ubrań, przez elektronikę czy...króliczki w sukienkach.

 
Nie zabrakło oczywiście ulicznego jedzenia.
 
W drodze powrotnej szliśmy mniej przyjemną ulicą wzdłuż kanału, gdzie na chodnikach spali ludzie, dookoła nich biegały szczury, karaluchy, a jak raz spojrzałam w dół, to zobaczyłam na schodku faceta z wystawionym zadkiem, załatwiającym potrzebę nr 2 do wody. Bangkok ma różne oblicza, jak zresztą większość światowych metropolii.
 
Po powrocie do domu posiedzieliśmy jeszcze ze znajomymi Champa. Wszyscy znają angielski, bo studiują w tym języku, ale jak to zazwyczaj bywa w gronie ludzi z jednego kraju, przez większość czasu mówili między sobą po tajsku, a ja raczej prowadziłam konwersacje z pojedynczymi osobami.
 
Chłopcy wkręcili się na sam koniec w muzykę, ale nie siedzieliśmy do rana, bo ja byłam wykończona po całym dniu chodzenia, a Champ wstawał rano na zajęcia.

61 komentarzy:

  1. takiego karalucho chrzaszcza bym pewnie nie zjadla, ale zawsze chcialam sprobowac mrowek :)
    jakos po krolu lwie robaki mnie nawet malo obrzydzaja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jednak jeszcze potrafisz mnie zadziwić :))

      Usuń
    2. aaa, ja po Królu Lwie kojarzyłam robaki ze słodyczami, ale jednak mi to bardzo szybko przeszło :D

      Usuń
  2. Co do jedzenia insektów to FAO stara się rozpropagować ten pomysł. Insekty są dużo bardziej "efektywne" niż krowy i kurczaki :P i tak każdy zjada ich około 500g rocznie. a wegetarianie nawet 2 razy więcej!

    OdpowiedzUsuń
  3. "Ja miałam swoje robaki(...)" - i w tym momencie zaczęłam się śmiać prawie opętańczo :D
    ale co jak co - sama bym owych robaków nie spróbowała. także podziwiam za odwagę;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha miałam właśnie skomentować to samo :D Ula- wygrałaś :D:D

      Usuń
    2. haha, mnie tez to rozbawilo :) Mnie te odnoza troche przerazaja. I te oczy, bleee. Ula, podziwiam cie, serio!

      Usuń
  4. Jeszcze może takiego usmażonego robaka bym się odważyła włożyć do buzi, ale zawsze mnie obrzydza, jak Bear Grylls zjada sobie żywe insekty. Tak czy inaczej, odważna jesteś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, zwłaszcza że on zawsze wybiera te największe i najtłustsze. Pamiętam taka larwę wielkosci dłoni, jak ugryzł to sie rozbryzgała na pół twarzy, po obejrzeniu tego te smazone nie wydaja mi sie obrzydliwe w najmniejszym stopniu

      Usuń
  5. A mnie nie poruszyły tak bardzo te insekty, ale... cola! Zawsze byłam przekonana, że to taka międzynarodowa marka, której nazwy nie trzeba tłumaczyć na lokalne języki. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Gdyby ktoś przystawił mi pistolet do głowy i kazał wybrać zjedzenie baluta i larw, zdecydowanie wybrałabym robale:)

    OdpowiedzUsuń
  7. kurde ale fajno. chętnie sama bym spróbowała takie robaczka, ile razy patrzę w tv jak Ci podróżnicy jedzą i sądzę, że wcale nie musi być takie złe :)

    OdpowiedzUsuń
  8. wolalabym umrzec z glodu niz wlozyc robala do ust!

    tamte kraje zywia sie robalami, szczurami i innymi paskudztwami ze wzgledu na glod!

    dla mnie to chore. Nie ludzkie. i nie wiem co gorsze balut czy robal

    dziwie sie jak moglas zjesc ta kaczuszke.
    skoro jemy kurczaki i krowy to dlaczego by nie jesc penisow bawola czy galek ocznych? pic moczu??

    Ula z calym szacunkiem,nastepnym razem jak zobaczysz robala na ziemi bedac w angli wlozysz go do ust?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, spojrzenie typowe dla osoby, która nie potrafi pojąć kultury innej niż ta, w której się obraca.
      Wyobraź sobie, że w niektórzy łatają domy krowimi kupami i upijają się alkoholem na bazie ludzkiej śliny i na pewno nie są przez to mniej ludzcy niż dziewczyna, która zarzeka się, że wolałaby umrzeć z głodu niż zjeść coś, co nie byłoby tak ładnym kawałkiem mięsa jak pierś z kurczaka.
      A jutro to ja nie tylko zjem pierwszego napotkanego robaka z chodnika, ale też wypiję własny mocz, za Twoje zdrowie oczywiście!

      Usuń
  9. a do osoby ktora ma ochoty na mrowki - wykop sobie z ziemi na podworku i usmaz troche

    smacznego wszystkim!

    OdpowiedzUsuń
  10. "(...) a później zatrzymałam się u niego na dwie noce, o czym będą najbliższe fotorelacje. "
    noo Ula, w końcu blog się rozkręca! :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już zmieniłam na "dwa dni", brzmi lepiej...

      Usuń
    2. haha :D:D:)

      Usuń
  11. Oj...ja też nigdy nie zjadłabym robaka, a co dobiero baluta! Jem zupełnie inne rzeczy niż ty, jestem wegetarianką i zawsze, kiedy piszesz, że zjadłaś coś w stylu właśnie robaków, krwi świni itp. to mam wielkie oczy :O Ale każdy jest inny i podziwiam cię że odważyłaś się to zjeść...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zupełnie inne rzeczy, to może jem w podróży, ale ile razy kupiłam mięso odkąd mieszkam w UK? Nie więcej niż 10...Na co dzień jest mi zbędne.

      Usuń
  12. Fajnie, że jesteś otwarta na nowe smaki, bo ja osobiście unikam kulinarnych eksperymentów jak ognia. Mięsa jem mało, bo niezbyt lubię, ale larw czy tego baluta bym za nic nie tknęła... Ale jak mówią, do odważnych świat należy :)

    Super, że spotkałaś się z Champem, szkoda, że na tak krótko... Ciekawa jestem dalszej relacji z tego spotkania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam dodać, że dość dziwne są króliczki w kieckach...

      Usuń
  13. A ja jadłam takiego świerszczyka;)) na lekcji hiszpańskiego;)) w Polsce:) pyszności, ale z drugim nie mogłam się już przemóc;)) nawet z zamkniętymi oczami;)) pozdrowienia! Olgita

    OdpowiedzUsuń
  14. No jaaa!!! Na prawdę jednak się pojawił taki komentarz? Ale żenada.
    Poza tym poprawka: je się bawole penisy i gałki oczne (svi), więc nie jest to wcale żaden drastyczny przykład.

    Zastanawia mnie tylko, czy ta osoba rozumie inne kultury, które nie jedzą produktów u nas typowych. Żydzi nie jedzą świń bo są brudne i babrają się we własnym łajnie a Hindusi krów bo są święte.
    Na prawdę zadziwia mnie to jak ludzie sami się ograniczają.
    R.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam pytanie do Uli ktora pisze o nierozumieniu obcej kultury i do wszytskich oburzonych

      w roznych rejonach swiata znajduja sie plemiona w ktorych wystepuje kanibalizm, Ula beda w takim miejscu skusilabys sie na ludzka reke?

      mysle ze sa jakies granice. Nie mam nic rpzeciwko probowaniu roznych rzeczy ale robale? bez przesady

      niedlugo zaczniecie wlasne gowno jadac jak juz robali nie wystarczy

      Usuń
    2. "w roznych rejonach swiata znajduja sie plemiona w ktorych wystepuje kanibalizm" Hahahaha:)

      Dziewczyno, jak chcesz zabłysnąć, to chociaż doinformuj się, bo pełen bzdur ten Twój komentarz, chyba naoglądałaś się filmów przygodowych...

      Usuń
    3. Wygląda na to, że w XXI wieku nie zanotowano przypadków obrzędowego kanibalizmu, ale co to w ogóle za porównanie? Zjedzenie ludzkiej ręki, robaka i własnego gówna uważasz za jedno i to samo??
      Poczekaj kilkanaście lat i zobaczymy czy sama nie będziesz zajadała się insektami w różnej postaci.
      A najlepsze jest to, że w swoim życiu zjadłaś przecież niejednego robaka (chociażby w owocach/warzywach) i to żywcem.

      Usuń
    4. "Dziewczyno, jak chcesz zabłysnąć, to chociaż doinformuj się, bo pełen bzdur ten Twój komentarz, chyba naoglądałaś się filmów przygodowych..."

      w tym przypdku chyba Ty chcesz zablysnac, kilka dni temu ogladalam program na Travel chanel gdzie gosc mowil o plemionach brazylijskich ( dzikie male plemie) w ktorych wystepuje kanibalizm. Oczywiscie nie zyja sobie na Upper East Side ale mozna sie domyslic ze sa to waskie plemiona ukryte daleko w roznych lasach

      Usuń
    5. haha ja kiedys najadla sie caly worek czeresni czy wisni po czym otworzylam ostatni owoc zeby sprawdzic i wylonilo mi sie tam kilka malych robaczkow ;p pozdrawiam Kasia :)

      Usuń
    6. W takim razie jesteś nieprecyzyjna mówiąc o różnych rejonach świata, bo podajesz tutaj jeden przyklad jednego plemienia, do tego sprawa niepotwierdzona, bo telewizja jedynym źródłem autentyczności nie jest. A nawet jeśli kanibalizm występuje w tamtym miejscu, to żaden białas nie ma tam wstępu, więc nie porównujmy cywilizacji, która żyje podobnie od tysięcy lat do normalnego kraju jak Tajlandia.

      Usuń
    7. podalam to jako przyklad :)
      a co do Tailandi to chcialam napomknąć o Chinach gdzie wladze namawiaja do jedzenia psow czy szczurow ze wzgledu na braki zywnosci i biede i jest to wrecz wskazane ( czytalam kiedys w Newsweeku jakbys chcial miec zrodlo)

      Azja, tam nie ma wiekszosci krajow demokratycznych jak w Europie
      myslisz ze wladca np chin czy Tajlandi zajada sie robalami czy szczurami? ja nie sadze a wiesz dlaczego? Bo robalami karmi sie ludzi o najnizszym poziomie w spoleczenstwie
      wiadomo krolowie jedza homary/ langusty itd a plebs - nie obrazajac nikogo - ma zywic sie robalami, szczurami, kotami, psami a dlaczego? bo tansze

      Usuń
    8. *chciala (mialo byc)

      i oczywiscie nie twierdze ze Chinami rządzi krol - pisze w razie czego zeby o takie wnioski mnie nie posadzono

      kraje gdzie luje zyja w biedzie ( nie mwoie o stolicach czy Singapurze), ludzie pracuja za przyslowiowa miske ryzu, pracuja do smierci nie majac prawa do emerytury ( Chiny), gdzie ludzie sa mordowani a wymiar sprawiedliwosci nie dziala jak nalezy - myslisz ze dlaczego zjada sie robaki? bo to takie dobre i smaczne? nie sadze. Bo o wiele trudniej wychodowac jest taka languste niz pelno robali ( te larwy ostatnio zamnozyly mi sie w mace w szawce i w ciagu 2 dni wysypywaly sie z pudelka)

      Albo afryka, ogladalam osttanio travel chanel i tam ludzie lapia muchy do misek i formuja z nich placki. Myslisz ze dlaczego? bo jest bieda!

      Usuń
    9. Dobra, dobra, stop ! Blog jest o podróżach, a robi się politycznie ;) Jesteś zainteresowana tą tematyką ? Azjaodkuchnii w google - tam był temat o sytuacji najuboższych w Azji. Dziewczyna zjadła - nikogo nie zmusza do jedzenia - FAO podaje, że jest trudna sytuacja żywieniowa na świecie - wiemy. Może ktoś się skusi, może nie. W Korei też jedzą zupę z żółwia i psa i bynajmniej nie je tego " plebs" ( nawet Europejczyka nie stać na to). Z czego to wynika ? Kultura, inne obyczaje - dla nas jest to niepojęte. Tajlandia taką ma kuchnię i już - u nich zawsze zwierzęta były obecne. A co powiesz o Chinach ? Tam rozgwiazdy, węże czy inne cuda to dania dla bogaczy. Jak to się mówi co kraj to obyczaj ;) Jedni chcą jeść larwy, inni nie, jedni jedzą wróbelki w panierce, inni nie - mamy wybór. :) Proponuję bez agresji i spokojnie podyskutować, a nie wyskakiwać z typowo polskim : " nie podoba ci się moje zdanie - to spier..." Będzie dobrze :)
      Pozdrawiam ! :)

      Usuń
    10. Każdy z Was ma po części racje, bo czasami takie jedzenie rzeczywiście wynika z biedy, albo biedy w przeszłości (przeciętny Taj w dzisiejszych czasach nie zajada się robakami na co dzień), a innym razem to droższe danie na specjalne okazje.
      Tylko teraz już nie wiem co Anonimowa próbuje udowodnić, bo zaczęło się od tego, że są granice, których nie powinno się przekraczać w próbowaniu dań, a temat zszedł na to, co jedzą biedni a co bogaci...I chyba nie ma o czym dalej dyskutować;).

      Usuń
    11. Ula sorki jeszcze osttanie zdanie i juz nie pisze.

      Do Michala. Nie interesuje sie polityka ale czytam czasami rozne rzeczy z czego bieze sie moja wiedza dlatego tez pozniej argumentuje w taki a nie inny sposob. Akurat odnosnie robakow nalezalo wspomniec o polityce tych krajow

      Ja ule uwielbiam ale dziwie sie tylko robakom ( ze wgzledu na to ze sama sie ich panicznie boje i mam fobie. Nie umiem dotknac robaka co dopiero go zjesc)

      Rozumiem zupe z psa czy zolwia - oczywiscie zolwie sa drogie wiec to nie jest dla mnie dzwine ze akurat jedza to bogacze. Sama moglabym zolwia zjesc why not?

      Oczywiscie ze rozgwiazdy i weze sa dla bogaczy bo przeciez raczej nie mozna poroznyac ceny rozgwiazdy do larwy no bez przesady ;p

      Nie wiem skad pomysl ze wyskakuje z "nie podoba Ci sie moje zdanie to spier.." bo gdyby tak bylo napsialabym jedenn komentarz obrazajac innych i tyle. LOubie dyskutowac o takich rzeczach i jestem spokojna piszac to wiec nie ma agresji :>

      Balut wygladal obrzydliwie, chyba najbardziej obrzydliwe co widzialam w zyciu ale to roznica bo o jajko, kaczka ktora i tak wszyscy jemy tyle ze w innym wieku ;p
      robaki to robaki i tego nie zrozumiem.

      wyzej staralam sie tylko udowodnic moje zdanie na ten temat, takie ze robakami nie powinno karmic sie ludzi, a jesli juz sie karmi to z w.w powodow ( polityka, bieda).

      Jesli w 2050 roku zaczna nas karmic robalami, to ja moge tu oswiadczyc ze w 2050 roku umre z glodu. szkoda ale trudno

      p.s. potrafie rozumiec jedzenie psa, kota, jaszczurki, rozgwiazdy itd ale insekty nigdy.

      p.s.2 http://www.youtube.com/watch?v=iqphVlp2VJI&feature=related chyba nigdy nie polubie azjatyckiej kuchni. Zywcem zjadac takie rzeczy?

      Usuń
    12. Dzięki za komentarze. Miej tylko na uwadze, że azjatycka kuchnia to znacznie więcej niż jedzenie robaków, psów czy ośmiornic żywcem i nawet wielu Azjatów nie tyka takich rzeczy;).

      Usuń
    13. rozumiem zupelnie. I rozumiem rowiez powod dla ktorego wiekszosc azjatow nie tyka takich rzeczy :) przykaldem jest to co napisalas w poscie czy w komentarzu o tym ze champ i jego kupmle zazwycaj nie jedza robali do piwa :) zrozumiale zupelnie

      mysle ze kwintwesencja bylaby rozmowa z champem czy innymi azjatami apropo tego. Bylaby to dobry material na posta o ty mco ludzie z azji sadza o takim jedzeniu :)

      niemniej jednak to tylko powtwierdza moje zdanie. Nie wazne w jakiej kulturze ludzie sie wychowaja - robactwo to robactwo :) dobre do wetkowania nie do piwa :)

      Usuń
    14. i Ula, calkiem popieram Twoja chec sprobowania roznych nowych reczy i smaa to lubie. Chetnie spsobuje kiedys azjatycka kuchnie, czytajac Twoje opisy musi byc tam wiele ciekawych i pysznych rzeczy ale robale to robale :)

      moge sobie tu w polsce zlapac swierszcza i usmazyc an glebokim oleju :)

      na koneic - kocham Twojego bloga i wciaz jestes moja inspiracja i mam nadzieje ze iagle bedzie Ci ten b log towazyszyl a ja rzem z wieloma innymi osobami bedziemy mogli byc jego czescia i obserowac go z taka sama pasja jak teraz


      Twoje "probowanie robakow" jeszcze bardziej dalo mi argument na to ze jestes wyjatkowa osoba ktora zyje pelnia zycia! ( niuemniej jednak - jedzienia robakow nie popieram)

      Usuń
    15. Haha, dzięki! :))))

      Usuń
  15. Kurcze, bardziej mnie ta stopa z jakąś gangreną obrzydza niż te tłuściutkie robale :D Czy do jakiegoś białkowego jedzenia można te robale porównać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś sprawdzałam ich zawartość białka, ale już nie pamiętam. Google powinien Ci odpowiedzieć na to pytanie;).

      Usuń
    2. Chodziło mi o to czy smakują podobnie do jakiegoś szeroko pojętego mięska, np. kurczak :P, tłusta ryba czy krewetki albo jeszcze cos innego?

      Usuń
    3. Ahaaaa :) Nie można porównać bo nie czuć tak praktycznie mięsa, więc to bardziej coś w stylu orzeszków, paluszków, chipsów i innych tego typu przekąsek;)

      Usuń
  16. Coca-Cola rządzi!;) A co do robali to zawsze chciałam spróbować, tylkojak na złość bywam zawsze w miejscach, gdzie raczej nie są dostępne. I tak z ciekawości - te robaki są tam postrzegane jako normalne pełnowartościowe żarcie? Ludzie jedzą je w ramach obiadu/kolacji/innego posiłku? Czy też raczej są czymś w rodzaju ichniego fast-foodu (typu "nasz" kebap, hot-dog)? A może to takie ich niezdrowe(zdrowe? Nie wiem, same robale wydają się zdrowe, ale ten tłuszcz) przękąski (typu nasze chipsy, krakersy)? Na prawdę mnie ta kwestia frapuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie myślałam, że są bardziej popularne, a ja widziałam je tylko raz. Champ i jego znajomi jedli je oczywiście, ale to nie jest coś, co traktują jak normalną przekąskę i nie kupiliby ich np. do piwa;).
      Duża część tajskiego street foodu jest niezdrowa, bo smażona w głębokim tłuszczu, więc te robaki zaliczają się pewnie do przeciętnych przekąsek (w opinii Tajów).

      Usuń
  17. Mi chodzi po glowie pomysl zeby otworzyc ekskluzywna knajpe z robalami w polsce. w londynie pododobno kilka takich dziala. jestem pewna ze za kilka lat okazaloby sie to swietnym biznesem. tylko mam problem ze znalezieniem ciekawych przepisow no i oczywiscie musze sie przelamac zeby kupic larwy w zoologicznym i je pozniej usmazyc.~157

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomysł jest dobry, o takim miejscu byłoby głośno w mediach. Tylko przydałby się większy wybór insektów, nie tylko to, co dostałabyś w zoologicznym;)).

      Usuń
  18. Larwy wyglądają obleśnie, ale świerszcze już niczego sobie ;)! Z chęcią bym takiego spróbowała.
    I świetny post! Chyba mój ulubiony z Azji. Poczułam, jakbym tam była z Tobą :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I fakt, robaczki pewnie są dobre do piwa, przecież w UK jedzą smażoną skórę wieprzową, czy coś w tym stylu.

      Usuń
  19. Robaki wyglądają obrzydliwie, ale ciekawi mnie jak smakują. :)

    OdpowiedzUsuń
  20. robale to najbardziej prymitywne stworzenia

    wiekaszosc zwierzat nie tknie robala swoim jezykiem

    globalizacja jest ogromna w tych czasach i czesto chcemy probowac nowych rzeczy ale powinno sie to robic z glowa


    zacznijmy zrec robale,wypijac krew z kazdego napotkanego kota i nazywajmy to "poznawaniem nowych rzeczy"


    rowniez dobrze mozna byc ciekawym jak smakuje wlasny mocz czy gowno i tez probowac w imie " bo przeciez raz sie zyje" a co!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i co, czujesz się dumna z tego, że zamiast prymitywnych organizmów jak insekty zjadasz ssaki, zwierzęta o najwyższym stopniu rozwoju, które są w tej samej gromadzie co ludzie? Żadne zwierze nie tknie językiem chociażby gumy do życia, a jednak ludzie żują ją na co dzień. Mało przekonujące porównania.
      A jak ktoś ma ochotę poznać smak moczu, to niech próbuje, nikomu nie wyrządza w ten sposób krzywdy, więc droga wolna. Tylko oczywiście przyznawać się nikomu nie wypada, bo w osądzaniu innych jesteśmy najlepsi.

      Usuń
  21. Fajnie jest mieć znajomych w różnych krajach. Jesteś bardzo odważna,bo ja bym tego robaczka do buzi nie włożyła ;) Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  22. Kiedy przeczytałam, że robaki byłyby dobrą przekąską do piwa to uśmiechnęłam się szeroko :), bo to była moja pierwsza myśl po spróbowaniu szarańczy. Ale takiego wielkiego insekta, jak na jednym ze zdjęć, nie ruszyłabym.

    OdpowiedzUsuń
  23. jesli juz o jedzeniu, to restauracja indyjska w Zielonej Gorze o ktorej przed wyjazdem do Stanow byla dzis w Kuchennych rewolucjach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha zabawne, że pamiętasz tak starego posta:). Czytałam gdzieś o tym, że kręcili w tej restauracji Kuchenne Rewolucje...I jak wypadła? Wiem, że zmienili lokalizacje odkąd byłam tam po raz ostatni czyli te 3 lata temu;).

      Usuń
  24. matko święta, w życiu bym nie zjadła robaka, panicznie się ich boje! chyba, że by był zmielony w formie kotleta i bym nie wiedziała, że to to ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Brawo Ula! a robiłaś to z otwartymi oczami? ;d podziwiam Cię za to, że nie boisz się próbować i jesteś na wszystko otwarta..na wszystkie smaki :) jak człowiek nie spróbuje to skąd ma wiedzieć czy dobre? a robaki to też zwierzęta..np chrabąszcz, gromada owady, ale królestwo zwierzęta ;p wiec równie dobrze mozna mowic, ze kaczki sie nie powinno jesc bo lata..czy cokolwiek innego. :P podoba mi sie tez w twoich zdjeciach i relacjach jest tez duzo innych osob, ktore spotykasz ;p ladna z Was para :D ładnie się uśmiechacie i ogolnie jestem zachwycona tym wszystkim! :D

    OdpowiedzUsuń
  26. Po pierwsze: szacun, że byłaś w stanie łyknąć to wszystko z otwartymi oczyma, ja bym chyba padła. Choć i tak pożerałabym cokolwiek, gdybym do wyboru miała zjeść tego kaczorka w jajku, gdzie było widać głowę i oczy. Po drugie: przeczytałam wszystkie komentarze i trochę rozumiem krytykantów, bo faktycznie jedzenie insektów nie wzięło się z bycia smakoszem, ale z biedy. Te pomysły, by w UK produkować kotlety z robali biorą się z tego samego: jak zapewnić biednym imigrantom odpowiedni ilości białka.
    Generalnie chodzi o to, że to super, dopóki jesteś jedzeniowym podróżnikiem i próbujesz wszystkiego w ramach wielkiego eksperymentu, ale ilekroć czytam jakieś artykuły o plusach jedzenia robactwa w prasie, to mam nieodparte wrażenie, że chodzi o przekonanie biedniejszych części społeczeństwa, że to jest przyszłość ich menu. Mogę się oczywiście mylić i w żaden sposób nie chcę uderzać w Ciebie, bo sama lubię spróbować dziwnego żarcia, ale widzę dwie strony sporu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawiązując do UK, to wcale nie chodzi o biedniejszą część społeczeństwa, a o wszystkich. Owoców morza jest w morzach coraz mniej, podobnie z rybami. Mięso produkowane masowo wiadomo jakiej jest jakości, a gdyby hodować całe mięso w organiczny sposób, to nie wystarczałoby do wyżywienia świata. W końcu ludzie będą musieli więc przerzucić się na bardziej wegetariańską dietę...ale zobaczymy jak się to wszystko potoczy, bo wiele rzeczy może wydarzyć się w międzyczasie.

      Usuń