Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Florida. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Florida. Pokaż wszystkie posty

6 lis 2013

Miami feast.

Nie wiem kiedy minęły te trzy lata. Ostatni raz widzieliśmy się z Timem w Nowym Orleanie, kiedy przed Bożym Narodzeniem wybrałam się z Nowego Jorku na kilka dni na Południe. Dużo się od tamtego czasu zmieniło. Ze Stanów przeniosłam się do UK, mam za sobą 2/3 studiów, Tim został pilotem w liniach lotniczych, ale też musiał tę pracę przerwać i znowu jest na studiach.
Było tak, jakbyśmy nie widzieli się tydzień, a nie trzy lata. Wraz z momentem przywitania wszystko wróciło i spędziliśmy świetny wieczór nadrabiając zaległości. Mamy ze sobą kontakt internetowy, ale spotkanie na żywo, to zupełnie coś innego. Nie zabrakło wspominania wspólnych podróży czy posiłków dzielonych od San Francisco, przez Peru po Nowy Jork. I bardzo miło było usłyszeć od Tima, że najlepsze podróże w swoim życiu odbył właśnie ze mną.
Pożegnaliśmy się w mieście, gdzie cztery lata temu wszystko się zaczęło i dużo zmieniło w moim roku spędzonym w Kalifornii.
A teraz jak zawsze jestem ciekawa gdzie zobaczymy się ponownie. Tim od dawna ma zaproszenie do Polski i będzie starał się je zrealizować w jedne z nadchodzących wakacji, ale coś czuję, że najpierw usiądziemy do stołu zupełnie gdzie indziej.

Untitled Ocean Drive ciągnąca się wzdłuż plaży w South Beach jest jedną z ważniejszych w Miami Beach, a słynie przede wszystkim z hoteli w stylu Art Deco.Untitled Palma upuściła kokosa i wylądował na ulicy. Tak bywa w tych stronach.Untitled Untitled Untitled Dzieci która bawią się na placach zabaw tuż przy plaży, nie wiedzą jakimi są farciarzami. A pan z prawej zapewne zmierzał na imprezę Halloweenową, bo zdjęcie zrobiłam popołudniu 31.10.Untitled W Miami nie brakuje takich aut, tutaj wypada się pokazać i zaznaczyć, że wszystko kręci się wokół kasy.Untitled Ocean Drive. Untitled Untitled Untitled W środę popołudniu spotkałam się z Timem. Zaczęliśmy od kubańskiej kanapki, w lokalu, który polecił ktoś z jego znajomych. Kanapka była w porządku, ale nic poza tym. Na szczęście to była dopiero rozgrzewka.Untitled Zapisałam sobie wcześniej Joe's Stone Crab, restaurację specjalizującą się w odmianie kraba żyjącego na północnym Wschodnim Wybrzeżu, ale i na Florydzie i w Zatoce Meksykańskiej. Tim wspominał, że smakuje świetnie, ale na miejscu stwierdziliśmy, że jednak jesteśmy za biedni na kilka kawałków mięsa za 30$ i poczekamy na bogatsze czasy. Wybraliśmy za to Seafood Bisque, gęstą, francuską kremową zupę z owocami morza.Untitled Po zachodzie słońca przejechaliśmy przez most, opuściliśmy Miami Beach, żeby odwiedzić kolejne zaplanowane miejsca.Untitled Znaleźliśmy się w Sakaya Kitchen. Zamówiliśmy to samo, co Anthony Bourdain w ich food trucku, kanapkę z kaczką sous-vide, a do tego domowe kimchi.Untitled Chrupkie z zewnątrz mięso i wspaniała marynata, kaczka była genialna. Domowe kimchi bardziej przypadło do gustu Timowi niż mi, ale świetnie komponowało się z kanapką. Untitled Ok 22 wróciliśmy do Miami Beach, zaparkowaliśmy samochód i przespacerowaliśmy się z hostelu do Burger & Beer Joint, Tim był tam kiedyś i zapamiętał ich dobre burgery. Nie mieliśmy za dużo miejsca w żołądku, ale zamówiliśmy Mustang Sally z wołowiną wagyu, marmoladą z czerwonej cebuli, serem brie i prosciutto w brioszce. Chyba po raz pierwszy jadłam tego wieczoru słynną japońską wołowinę z Kobe (o masowanych krowach na pewno słyszeliście) i mogę zapewnić, że różnicę w smaku poczułby każdy. Ten soczysty burger był pięknym dopełnieniem całego dnia.
Nasze pożegnanie tradycyjnie nie było łatwe, ale pewnego dnia znowu spotkamy się po dwóch stronach stołu, żeby zjeść coś, co zapamiętamy na długo.

2 lis 2013

Good morning Miami.

Noce w Miami były krótkie. Nie przez ekscytujące życie nocne, imprezy do rana, tylko jet lag i ciągłe zamieszanie w hostelowym pokoju. Drugiego dnia obudziłam się przed 6, było jeszcze ciemno, zero szans na ponowne zaśnięcie. Od oczekiwania na kolejny dzień, lepszym pomysłem było wyjście mu na przeciw. Nad Atlantykiem widziałam w życiu trzy wschody słońca, w tym dwa na Florydzie. Ten pierwszy nie był tak ładny jak to, co zobaczyłam kilka dni temu, ale zapadł mi w pamięci również z innych powodów.
Gasnące światła, fioletowe niebo i czarne palmy na jego tle. Na plaży byli już pierwsi biegacze, spacerujący staruszkowie, trzymające się za ręce pary, imprezowicze, dla który poprzedni dzień wciąż się nie skończył, a nawet wędkarz łowiący śniadanie. Spakowana do torby bluza nie przydała się, wiatr znad oceanu nawet o tej porze nie był chłodny.

Untitled Untitled Untitled Untitled Untitled Untitled Untitled Untitled Untitled Untitled

21 sty 2010

Florida sunrise.

To już ostatnie zdjęcia z Florydy, o których prawie bym zapomniała.
W ostatni dzień wstaliśmy z Timem, kiedy za oknem było jeszcze ciemno i pojechaliśmy na plażę zobaczyć wschód słońca...

Mój pobyt na Florydzie był trochę inny od przeciętnych wyjazdów. Dodatkowo nie dopisało mi szczęście z pogodą, a brak głupiego kawałka papieru uniemożliwił rejs na Bahamy.
Mam wrażenie, że niewiele zobaczyłam, ale z tego co się zorientowałam, Słoneczny Stan nie ma też wiele do zaoferowania takim osobom jak ja. Wydaje mi się, że było to najbliższe stereotypowej Ameryce miejsce, jakie dotychczas odwiedziłam. Floryda wygrywa pogodą, plażami, oceanem. Nic więc dziwnego, że to stan pełen emerytów. Młodzi po skończeniu szkoły często ruszają na północ, wschód i zachód kraju.
Chociaż Floryda nie powaliła mnie swoją atmosferą, wcale nie jest tak, że mi się tu nie podobało. W końcu nie zawsze chodzi o samo miejsce, czasami najważniejsi w podróży są ludzie...





Na plaży w piżamie.

19 sty 2010

Durian, the king of fruit.

W ostatnią noc, podobnie jak w drugą zrobiłam dla Tima i Gideona kolację.
Zanim pojechałam z Timem do sklepu po składniki, w naszej rozmowie wyszło, że od zawsze chcieliśmy spróbować duriana, najbardziej śmierdzącego owoca na świecie. Durian jest bardzo popularny w krajach Południowej Azji, a spożywanie go w wielu miejscach publicznych jest zakazane ze względu na odór jaki wytwarza.
Tim wiedział gdzie go kupić, uznaliśmy więc że to jest TEN dzień i czas go spróbować.

Pierwszy kawałek owoca był zaskakująco dobry i bardzo aromatyczny. Durian ma całą gamę smaków, ciężką w ogóle do rozpoznania.
Drugi kęs był już gorszy i z trudem go przełknęłam.
Przy trzecim kawałku zebrało mi się na wymioty w trakcie żucia i ostatecznie wyplułam go.
Czwarty kęs wyplułam natychmiast po tym, jak wsadziłam go do ust, bo był nie do zniesienia.
Nie wiem do końca co było tak odrzucające, pod koniec ten owoc smakował jak mięso i sto innych rzeczy, a smak miał tak silny, że był po prostu nie do przełknięcia. Tim i Gideon mieli takie same wrażenia.
Podobnie też było z zapachem. Kiedy wróciliśmy do mieszkania wsadziliśmy resztki do plastikowej torby na zamek i wsadziliśmy do lodówki. Po niedługim czasie mieszkanie zaczęło tak śmierdzieć, że musieliśmy się go pozbyć;).

Grzanki z domowym pesto i mozarellą.

Tim i Gideon nigdy nie mieli do czynienia z polską kuchnią, więc kupiliśmy pierogi (są praktycznie w każdym markecie) i usmażyłam do nich cebulę. Tutejsze pierogi ruskie są bez twarogu, ale w smaku były bardzo podobne do tych polskich mrożonych.

Tim strasznie się ucieszył, kiedy w lodówce sklepu znalazł Kimchee. Tym bardziej, że było bez naklejki, czyli domowej roboty. Tim kilka tygodni temu wrócił z Korei Południowej i kimchee serwowano tam praktycznie na każdy posiłek. To sfermentowana kapusta w sosie, przyprawiona na ostro. W smaku przypomina trochę naszą kapustą kiszoną.


Gideon po zobaczeniu duriana w kuchni zastanawiał się czy to na pewno owoc, a nie jajo dinozaura;).


Tim.

Durianem zajęliśmy się na drugi dzień. Oboje założyliśmy rękawiczki i wyszliśmy przed blok, bo nie wiedzieliśmy jakiego smrodu się spodziewać.


Miąższ miał konsystencje budyniu.

Z początku zapach nie był silny, ale z czasem stał się intensywniejszy.

To już po degustacji. Nie udałoby mi się zjeść całego duriana choćby nie wiem ile mi zapłacono;).



Moje wakacje dobiegły końca...
Pozostało mi jeszcze kilka godzin w Atlancie, ale wieczorem będę już w San Francisco.
Szkoda, że czas tak szybko zleciał, ale przed Wami obszerne relacje z Atlanty.

18 sty 2010

Flying around Florida.

Tim uczy się na pilota i zaproponował, że zabierze mnie na lot nad Florydą. Byłam pierwszą osobą jaka siedziała obok niego podczas lotu, więc nie tylko dla mnie było to nowe doświadczenie.
Mimo że tak często latam samolotami, to nie czuje się w powietrzu w 100% komfortowo, ale nie odpuściłabym takiej okazji, nawet jeśli latania bałabym się najbardziej na świecie;).
Poza podziwianiem widoków, po raz pierwszy w życiu miałam okazję sterować samolotem, a Tim pokazał mi kilka trików. Dwukrotnie odczułam brak grawitacji i przekonałam się jak to jest, kiedy tył samolotu przechyla się prawie do pionu.
Kolejne ciekawe doświadczenie za mną!


Przegląd techniczny przed odlotem.


Spisywanie danych pogodowych.

W powietrzu.

 Teren Florydy jest płaski (głównie przez liczne bagna i jeziora) a 2/3 stanu pokrywają lasy. Jedyne wzniesienie jakie zauważyłam pewnego razu jadąc samochodem okazało się być wysypiskiem śmieci;).

Park Narodowy Everglades. Błota, rozlewiska, naturalne środowisko życia m.in. aligatorów i krokodyli słodkowodnych.

To właśnie dzięki temu urządzeniu miałam okazję objąć panowanie nad samolotem;).

Mapa.

Zdjęcie zrobione przez przednią szybę.

I znowu Everglades.



Ja i moje musztardowe słuchawki;D.


Zbliżamy się do lądowania.


Zawsze chciałam zobaczyć przed sobą pas startowy przy lądowaniu:).

Z powrotem na ziemi.