Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pentax K1000. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pentax K1000. Pokaż wszystkie posty

5 lut 2012

House in Connecticut.

Dom w Connecticut mojej nowojorskiej host rodziny jest miejscem wyciszenia, ucieczki od zgiełku Nowego Jorku. Spędzają tam większość weekendów, ale mimo wszystko nie potrafiliby żyć tam na co dzień. Po kilku dniach ciszy i spokoju, z radością wracają do Big Apple, nie potrafią bez niego żyć.

Nie jeździłam do Connecticut często, w ciągu całego roku byłam zaledwie kilka razy, ale lubiłam ten dom. W porównaniu do "'naszego" nowojorskiego mieszkania było tam dużo przesteni, światła. Dom znajdował się nad jeziorem, otaczały go lasy i zawsze po przyjeździe z NYC, wysiadając z samochodu brałam głęboki wdech, bo tamtejsze powietrze znacznie się różniło od ciężkiego wyziewu Miasta...
Jednak podobnie jak moja host rodzina, po weekendzie z radością wracałam do domu. Dobrze było móc się wyciszyć na wsi, ale serce i tak biło w szalonym rytmie Nowego Jorku...


Najbardziej lubiłam zostawać sama. Będąc tam ostatni raz w sierpniu, kiedy rodzina poszła w niedzielę rano do kościoła, z radością przesiedziałam kilka godzin na tarasie...Śniadanie w postaci cinnamon sticky bun, płatków z mlekiem, kawy i książka Anthonego Bourdain...

A to już wieczorne światło...

Popsułam sobie tutaj pomiar ekspozycji (?), igła nie działa już poprawnie i teraz muszę ustawiać wszystko na oko.

Zachodzące słońce.




P.S. W poniedziałek rano jadę do Berlina. Spędzę u cioci dwa dni, odwiedzę kilka miejsc, a w środę lecę stamtąd do Birmingham.
Od jutra najprawdopodobniej nie będę mieć dostępu do internetu aż do powrotu do Anglii.
Do "zobaczenia" niebawem!

29 sty 2012

Jewish Lower East Side.

Nie mam żadnych nowych zdjęć, więc zajrzałam do archiwum i wygrzebałam foty z analoga.
Wszystkie przedstawione miejsca powiązane są z żydowską przeszłością Nowego Jorku.

Ciężko znaleźć na Manhattanie lokale, które funkcjonowałyby od ponad stu lat. W mieście przechodzącym nieustanne transformacje, regularnie obserwuje się zamknięcia lokali kryjących jakąś historię. Zwariowane ceny czynszów uśmiercają resztki wartościowych miejsc, a jeżeli funkcjonują od ponad wieku, to tylko dlatego, że dawno temu właściciel sklepu zdecydował się na wykupienie budynku na własność.

Yonah Schimmel's Knish Bakery istnieje od 1890 roku. Jak wielu innych Żydów, Yonah Schimmel, rumuński imigrant, rozpoczął swój biznes od wózka na kółkach, na Lower East Side. Z czasem, kiedy interes się rozkręcił, razem z kuzynem wynajęli sklep, a w 1910 zajęli lokal na Houston Street, w którym piekarnia funkcjonuje do dziś.
Knysz (nie mylić z knyszą w postaci bułki z warzywami i sosami) pochodzi z Ukrainy, rozpopularyzowana została przez amerykańskich Żydów na początku XX wieku. Przypomina owalnego pieroga, zrobionego z ciasta drożdżowego lub ziemniaczanego, z nadzieniem mięsnym, szpinakowym, cebulowym czy nawet słodkim, serowym, jakiego sama próbowałam.

Będąc w środku ciężko uwierzyć, że piekarnia znajduje się na Manhattanie.
Po zdjęciach na ścianie widać, że Woody Allen bywał tu wielokrotnie.
Jeden z budynków na Houston St, zawsze rzucał mi się w oczy. Widać, że jest jednym ze starszych i bardziej zaniedbanym w okolicy.
Katz's Delicatessen chyba nie muszę Wam dokładnie przedstawiać, bo prawdopodobnie pamiętacie to miejsce z któregoś z nowojorskich postów (np. tego czy tego).
Katz's istnieje od 1888 i jest jednym z najpopularniejszych lokali w Nowym Jorku.
W czasie II Wojny Światowej zasłynął z hasła skierowanego do amerykańskich rodziców "Wyślij salami dla swojego syna w armii". Tradycja wysyłania specjalnych paczek dla Amerykańskich żołnierzy przetrwała do dziś.
Rzadko można trafić na takie pustki, jeśli już, to w porannych godzinach.
Woda dla klientów.

Koszerna piekarnia Moishe's w East Village ma prawdziwie wschodnio-europejski klimat, jaki zresztą w przeszłości miała cała dzielnica.
Pumpernikle, chałki, makowce, rugelachy, hamentashen i wiele innych. Moim faworytem były przepyszne ciastka z masą serową i wiśniami/jagodami.
Moishe's funkcjonuje przy 2nd Avenue od prawie 40lat, ale historia firmy sięga dalej, kiedy to ojciec Moishe Perl został piekarzem po ucieczce z obozu koncentracyjnego, do Ameryki.
Kiedy piekarnia rozpoczynała działalność na początku lat 70tych, okolica Ósmej ulicy i Drugiej Alei przypominała slumsy. Bezdomni spali na ulicach, otwarte sklepy można było policzyć na palcach jednej ręki, a miesięczny czynsz za przeciętny sklep nie przekraczał 75$.
Nie da się ukryć, że od tamtego czasu wszystko się zmieniło...

25 sie 2011

Oh Irene, please don't be mean.

Wywołałam wczoraj kilka rolek filmu. Część zdjęć zrobiłam jeszcze w lipcu, jak te poniższe, kiedy z okazji długiego weekendu wylądowałam pod namiotem na północy stanu, 1-2h od Kanady.

Może słyszeliście, że Wschodnie Wybrzeże zaszczyciło wczoraj trzęsienie Ziemi. Po raz kolejny miałam pecha, chyba wybrałam nieodpowiednią ławkę w Central Parku, albo za bardzo wciągnęłam się w książkę, bo nic nie poczułam. Kiedy Ziemia trzęsła się w San Francisco, to też nigdy nie pod moimi nogami...
Ponadto zastanawiam się czy siły wyższe nie próbują popsuć ostatnich dni mojego pobytu w NY :>.
We wtorek trzęsienie, a na weekend zapowiadają przejście huraganu, który jest już w drodze z Karaibów... Takie rzeczy się tu nie zdarzają, a teraz wszystko naraz? Hmmm... zniszczenia nie będą mile widziane.












6 cze 2011

"Each man reads his own meaning into New York."

Zdjęcia zrobione analogiem, około półtora miesiąca temu.


Mały piknik nad rzeką Hudsona.

Widok z biura szkoły, do której składałam papiery. To wtedy jakoś nagle dotarło do mnie, że powinnam wrócić we wrześniu do Europy.

Z dachu naszego wieżowca.



Brooklyn Bridge.



Widok na Manhattan.

Powrót mostem nocą.

1 cze 2011

D.C. Blossoms.

Wygląda na to, że Blogger uporał się ze problemami technicznymi i znowu możecie komentować.

Dodaję kilka zdjęć zrobionych Pentaxem z mojej kwietniowej wizyty w Waszyngtonie.

Na fotach pojawia się Kasia, która już nie mieszka w DC, a w Milwaukee, ale na początku sierpnia wybieramy się razem do Chicago na festiwal muzyczny Lollapalooza. Zapowiada się dużo dobrej muzyki, ale też kilka problemów. Organizatorzy nie zapewniają pola namiotowego, noclegi w hostelach już są zajęte, CS odpada z podobnych powodów, a hotele oferują na ten okres kosmiczne ceny. Trochę odechciało mi się jechać przez wydatki jakie mnie czekają albo przez wizje spania na ulicy czy w samochodzie. Nie macie może jakichś znajomych w Chicago, najlepiej mieszkających niedaleko Grant Park?;))

19 mar 2011

Popcorn clouds.

Nowy Jork wyległ wczoraj masowo na ulice, bo termometry pokazały 23'C. Restauracje wystawiły na zewnątrz stoliki, ludzie zrzucili zimowe ubrania, a ulice zrobiły się jeszcze głośniejsze. Musieliśmy się nacieszyć, bo dzisiaj jest już dwa razy chłodniej, a w ciągu tygodnia będzie jeszcze zimniej.
Przede mną wolna sobota i niedziela, nie mam konkretnych planów, ale mniej więcej wiem, co chciałabym zrobić. Zacznę chyba od Metropolitan Museum of Art i błądzenia po jego korytarzach ciesząc oczy sztuką;).

Poniżej kilka zdjęć zrobionych analogiem na Karaibach.


Popcorn rozsypany na niebie nad Karaibami.

Kilka zdjęć z St. Kitts.





Oddalanie się od St. Kitts.

Kasyno na statku.

Lunch z mamą na morzu.

San Juan, Puerto Rico.

Zachód słońca gdzieś pomiędzy St. Lucią a St. Kitts.