Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uruguay. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uruguay. Pokaż wszystkie posty

1 gru 2013

Montevideo.

Urugwaj jest jednym z najbogatszych krajów kontynentu, czasem nazywany nawet "Szwajcarią Ameryki Południowej". Jednocześnie należy do tych mniej popularnych państw, no bo czy kiedykolwiek słyszeliście, żeby ktoś jechał na wakacje do Urugwaju? Żeby Urugwaj był celem głównym wyjazdu do Ameryki Łacińskiej? Ten kraj nie ma nawet własnego przewodnika, najczęściej dołączany jest do Argentyny i też przy okazji pobytu w Buenos Aires najczęściej odwiedzany.
Czasami ze względów czysto turystycznych, innym razem, jeżeli kończą ci się argentyńskie peso, jedziesz do Urugwaju, żeby wyciągnąć z bankomatu dolary. Zainteresowanie jest tak duże, że czasami brakuje ich nawet w bankomatach. O argentyńskim czarnym rynku wymiany walut wspominałam na Facebooku, ale napiszę o tym jeszcze przy okazji kilku praktycznych informacji dotyczących tej podróży.

W Buenos Aires kilka osób powiedziało mi, że nie mam po co jechać do Montevideo, bo nic tam nie ma i że to taka gorsza wersja Buenos Aires. Jeden Argentyńczyk uznał, że to strata czasu i lepiej wybrać się w ładniejsze miejsce gdzieś w Argentynie. Nie wątpię, że takie istnieją, ale nie miałam zamiaru stracić okazji odwiedzenia nieznanego mi do tej pory kraju, zwłaszcza że byłam tak blisko.
Nie pożałowałam. Miasto faktycznie nie jest duże i na pewno pod względem rozrywki przegrywa z Buenos Aires, ale mimo wszystko różni się od stolicy Argentyny i dobrze było zobaczyć to na własne oczy, zamiast słuchać rad innych.

Stopień przestępczości w Urugwaju jest znacznie niższy w sąsiadujących krajach. Brazylijczycy czy Argentyńczycy lubią przyjeżdżać tutaj na wakacje, nie musząc się obawiać, że zostaną porwani;). I takie też miałam odczucia spacerując po Montevideo, które w porównaniu np. z Rio de Janeiro wydawało się być zupelnie niegroźne. Tym bardziej dziwne było to, czego doświadczyłam przez następne trzy dni. Bo ostatecznie wyszło na to, że Montevideo, jest najniebezpieczniejszym miastem w jakim kiedykolwiek byłam, choć nie mówię tego śmiertelnie poważnie.
Zaczęło się od zdarzenia w hostelu. Jeden z najładniejszych w jakich spałam, o naprawdę niezłym standardzie, niskich cenach i bardzo dobrych recenzjach. No i wszystko byłoby w porządku, gdyby nie zawiodło bezpieczeństwo. Piętrowe łóżka w pokojach miały wbudowane szuflady, gdzie można trzymać rzeczy pod kłódką. Niestety okazało się, że tylnia ściana szuflady nie sięgała końca, więc można było wsadzić rękę i wszystko z niej wyciągnąć. Oczywiście nikt z gości o tym nie wiedział do czasu, kiedy dwóch Niemców zostało okradzionych na 600$. To samo przytrafiło się parze z mojego pokoju, stracili 400$. Ich wiadomość momentalnie podniosła mi ciśnienie i pobiegłam sprawdzić czy ja też straciłam pieniądze. Odetchnęłam z ulgą, kiedy zobaczyłam, że mam wszystko. Inni też nic nie stracili. Taka sytuacja przydarzyła się podobno po raz pierwszy. Sprawca był nieznany, ale do hostelu nie mógł wejść byle kto, dlatego złodziejem musiał być ktoś z gości lub pracowników.
Tego samego wieczoru tuż przy hostelu napadnięto Niemkę (bez użycia broni) i oprócz pieniędzy straciła też paszport, co w ogóle było koszmarem biorąc pod uwagę, że za kilka dni czekał ją lot przez USA.
No i jeszcze trójka znajomych Amerykanów spacerując wieczorem po starym mieście została osaczona przez nastolatków, którzy próbowali zabrać znajomemu iPhona, a koleżance aparat, ale odpowiedziała wystarczającą agresją, żeby szybko zostawili ją w spokoju.
Po tych zdarzeniach doszłam do wniosku, że miałam niezłego farta. Gdybym miała dać wskazówki komuś, kto się tam wybiera, radziłabym nie spacerować po starym mieście nocą. W dzień wydaje się być w porządku, chodziłam z aparatem i czułam się normalnie, ale po zachodzie słońca dzieją się tam różne rzeczy.
Tak czy inaczej, nie chcę, żeby opisane sytuacje zniechęciły kogoś przed wybraniem się do stolicy Urugwaju. Montevideo warte jest odwiedzenia, zwłaszcza jeśli jesteście "w okolicy". Pomimo tych wszystkich zdarzeń, nie czułam się tam wcale mniej bezpiecznie niż w wielu innych miastach. Nie wiem czy w tym przypadku była to kwestia dużego pecha, ale jak zwykle trzeba być po prostu uważnym i rozsądnym, a najlepiej mieć jeszcze odrobinę szczęście.

Untitled Widok na miasto z 11 piętra. No cóż, Manhattan to nie jest ;).Untitled Untitled
Palacio Salvo jest siedzibą władz lokalnych i chyba najbardziej charakterystycznym budynkiem Montevideo. Kiedyś był też najwyższym budynkiem w Ameryce Pd.
Untitled Untitled Untitled Untitled Untitled Urugwajskie cukiernie są lepsze od argentyńskich. Untitled Ulica, na której znajdował się mój hostel.Untitled Jednego dnia wybrałam się z poznaną w hostelu parą Niemców do Mercado del Puerto.Untitled Kiedyś można było kupić na targu świeże produkty, teraz wewnątrz znajdują się tylko restauracje. Untitled Dzień wcześniej obejrzałam odcinek "No Reservations: Uruguay" i Anthony'ego Bourdain pożerającego górę grillowanego mięsa w jednej z restauracji targu. Gdybym była sama, pewnie nie skusiłabym się na nic, ale Julia i Marc koniecznie chcieli zjeść tam obiad, więc dołączyłam do nich i zamówiliśmy dwa dania na trzy osoby.Untitled Zamówiliśmy filet de lomo, czyli polędwicę wołową. Mięso zaserwowano z frytkami, do tego była salsa chimichurri. Sam stek był świetny, ale podanie raczej słabe, salsę też jadałam lepszą.
Untitled Drugim daniem była pamplona de cerdo, nadziewana pieczeń wieprzowa. Zarówno Argentyńczycy jak i Urugwajczycy doskonale wiedzą jak dobrze przyrządzić mięso.Untitled Untitled Untitled Hostelowy basen.  Untitled Untitled Poznałam w hostelu dwie Amerykanki, studiujące przez semestr w Chile. Usłyszałam może minutę z ich konwersacji zaraz po tym jak przyjechały i wiedziałam, że je polubię. Poznałyśmy się następnego dnia, a przez kolejne 24h tak się zżyłyśmy, że Lindsey pytała Emily, czy mogą mnie spakować do torby i zabrać do Chile. Strasznie rzadko zdarza mi się tak bardzo polubić dziewczyny, w tak krótkim czasie. Do tego były 5 lat młodsze ode mnie. Spędziłyśmy razem świetny wieczór, a następnego dnia poszłyśmy na lunch.Untitled Zamówiłam chivito, typową urugwajską kanapkę z cienką wołowiną, serem, jajkiem, pomidorem sałatką i majonezem. Untitled Emily i Lindsey.
 Pożegnalna fota w hostelu. Wiem, że jeszcze się zobaczymy.

30 lis 2013

Na wczasach w Urugwaju: Colonia del Sacramento.

Kiedy Buenos Aires zaczęło przytłaczać, najlepsze co mogłam zrobić to opuścić miasto na kilka dni.
Wsiadłam na prom i 1,5h później byłam w Urugwaju, w Colonii del Sacramento. To urokliwe, kolonialne miasteczko założone w XVIII wieku przez Portugalczyków, przez lata było obiektem sporów z Hiszpanami, którzy urzędowali wtedy po drugiej stronie brzegu, w Buenos Aires. Zresztą bardzo przypominało mi odwiedzoną w Brazylii miejscowość Paraty, choć tamtejsze stare miasto było trochę większe.
Trafiłam na cudowną pogodę i momentalnie poczułam się jak na wczasach. W Buenos Aires zdążyłam zatęsknić za widokiem horyzontu. Każdy zachód słońca przemijał raczej niezauważalnie, słońce wcześnie znikało za budynkami odcinając dopływ pomarańczowych promieni. A tutaj ocean, wolna przestrzeń, spokój, i naprawdę poczułam, że robię sobie wakacje od wakacji.

Untitled Untitled Untitled Untitled Untitled Untitled Untitled Untitled Untitled Untitled Popołudniowe światło nie zdradza koloru wody morza. A był okropny- brunatny, ale nie dlatego, że woda jest zanieczyszczona. Zarówno Colonia, Montevideo jak i Buenos Aires znajdują się przy największym na świecie estuarium La Plata, ujściu rzek Parany i Urugwaj. Zdjęcie z Wiki najlepiej obrazuje to zjawisko.
Untitled Untitled Untitled Untitled Untitled Untitled Untitled