W naszym wyjeździe do Japonii na liście "do zrobienia" nie mogło zabraknąć purikury! Po raz pierwszy spotkałam się z nią w Japantown w San Francisco, o czym pisałam tutaj. Japońskie foto-budki powstały w połowie lat 90-tych i do dzisiaj można spotkać je przede wszystkim w centrach rozrywkowych w Japonii. Budki różnią się między sobą m.in tematem i układem zdjęć. Po wejściu do środka na ekranie wybiera się tło, szablony, naturalny/powiększony rozmiar oczu, jest też opcja rozjaśnienia skóry, która poprawia jej wygląd. Powiększone oczy wyglądają czasami śmiesznie, ale i tak foty z purikury mają to do siebie, że wychodzi się na nich ładniej niż w rzeczywistości;). Najlepsze jest jednak samo pozowanie i późniejsze ozdabianie zdjęć na ekranie, za każdym razem w języku japońskim. Dostarcza to przy okazji trochę stresu, bo czas jest ograniczony, a kierowanie się intuicją na każdym kroku wiąże się z niespodziankami aż do chwili wydrukowania zdjęcia.
Wczoraj zeskanowałam nasze zdjęcia, a te poziome przedzieliłam na pół, żeby wrzucić je w większym rozmiarze. Przepiękny kicz!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą photography. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą photography. Pokaż wszystkie posty
12 lis 2012
22 lis 2011
Diana Mini "Love Is In The Air".
Nie miałam jeszcze okazji przedstawić Wam mojego ostatniego lomo zakupu, czyli przesłodkiej chmurkowej Diany Mini!
Kupiłam ją tuż przed opuszczeniem Nowego Jorku, bo w sklepie lomograficznym była mała wyprzedaż. Ceny ogólnie nie powalały, ale ta Diana była bez pudełka i z tego co pamiętam przeceniona o 50%. Jak mogłabym odmówić jej urokowi?:)
Do wykorzystania miałam też Groupon na 50$ (kupiony za 25$), ale rzeczy z wyprzedaży nie kwalifikowały się do tej zniżki, więc musiałam kupić coś dodatkowo. Wzięłam kilkanaście rolek filmu 35mm, bo na pewno się nie zmarnuje. Normalnie nie kupuję ISO 800 bo jest dość drogi, więc tym razem skorzystałam z okazji i kupiłam dwa opakowania (6 rolek), do tego dwa opakowania ISO 400 i jedno X-Pro Chrome 100, który w UK widzialam za 17 funtów...pfff.
Udane zakupy!
Kupiłam ją tuż przed opuszczeniem Nowego Jorku, bo w sklepie lomograficznym była mała wyprzedaż. Ceny ogólnie nie powalały, ale ta Diana była bez pudełka i z tego co pamiętam przeceniona o 50%. Jak mogłabym odmówić jej urokowi?:)
Do wykorzystania miałam też Groupon na 50$ (kupiony za 25$), ale rzeczy z wyprzedaży nie kwalifikowały się do tej zniżki, więc musiałam kupić coś dodatkowo. Wzięłam kilkanaście rolek filmu 35mm, bo na pewno się nie zmarnuje. Normalnie nie kupuję ISO 800 bo jest dość drogi, więc tym razem skorzystałam z okazji i kupiłam dwa opakowania (6 rolek), do tego dwa opakowania ISO 400 i jedno X-Pro Chrome 100, który w UK widzialam za 17 funtów...pfff.
Udane zakupy!
30 cze 2011
My interest in photography.
Od dawna prosiliście mnie o posta na temat mojego sprzętu i przygody związanej z fotografią.
Zainteresowanie fotografią.
Na 18ste urodziny dostałam pierwszy wymarzony kompaktowy aparat cyfrowy. To czasy, kiedy cyfrówki zastępowały aparaty analogowe i sprzęt, który dzisiaj kosztuje 100zł, wtedy kosztował 1000zł.
Żałuję, że nie interesowałam się fotografią mając kilkanaście lat, bo było tyle do uchwycenia, a ja mam wrażenie, że nie posiadam wystarczającej ilości zdjęć z tamtego okresu.
Powiedzmy, że od zawsze fotografowałam w miare poprawnie. Nie ucinałam ludziom głów i nawet jak byłam młodsza, to dziwiłam się mojej mamie, że potrafi zrobić zdjęcie, na którym ucina połowę osoby, a 80% obrazku to niebo;).
Od dziecka przejawiałam predyspozycje do sportu, muzyki czy języków obcych, ale nie, nie biegałam w wieku 5lat po domu z aparatem. Chyba byłam/jestem spostrzegawcza, przejawiałam jakiś talent asrtystyczny, ale to na tyle, co mogłabym powiązać z tą dziedziną.
Poziom do jakiego doszłam, to przede wszystkim czysta praktyka, czyli robienie dużej ilości zdjęć. Poświęcam temu zainteresowaniu czas, więc chcąc nie chcąc poprawiam się. Uczę na błędach, oglądam mnóstwo zdjęć innych ludzi, zdarza mi się coś przeczytać.
Nie powiem, żebym była zadowolona z tego jakie robię zdjęcia, ale to chyba normalne.
Mój sprzęt:
Aparat cyfrowy:
Od sierpnia 2011 używam Canona 5d mark II z obiektywem Canon 50mm f/1.4, a wcześniej korzystałam z:
- Canon 550d
Obiektywy:
- Canon 50mm f/ 1.8
- Tamron 17-50mm f/ 2.8
- Rokinon 8mm f/ 2.8
- Sigma 30mm f/ 1.4
Aparaty analogowe:
- Pentax K1000
Obiektywy:
- Pentax 50mm f/ 1.7
- Tokina 30mm f/ 2.8
Lomo:
- Diana F+ (film 120mm)
- Holga 135 (35mm)
- Diana Mini (35mm)
- Holga CFN 120 (120mm/ 35mm)
- Action Sampler (35mm)
Film:
- Fujifilm 35mm ISO 200 (bo najtańszy)
- Lomography color negative 35mm film ISO 400 (tego ostatnio używam najczęściej)
- Kodak 120mm 160 VC
- różne inne, które wpadną mi w rękę, również przeterminowane
Zdjęcia z kompaktowej cyfrówki wrzucałam na bloga tylko przez kilkanaście pierwszych postów, kiedy mieszkałam w Londynie (wiosna/lato 08). Będąc tam odkryłam lomografię i kupiłam swój pierwszy aparat lomo, Holgę CFN 120. Wykorzystałam kilka rolek filmu średniego formatu, a później kupiłam wkładkę do aparatu, dzięki której mogłam korzystać z filmu 35mm, bo nie znalazłam w Zielonej Górze miejsca, w którym mogłabym wywoływać film 120mm.
Po powrocie do Polski z Anglii zaczęłam pożyczać od brata lustrzankę, Canona 350d. Na początku zdjęcia robiłam w trybie automatycznym, potem próbowałam uczyć się manualnego, ale i tak niewiele rozumiałam, wszystko robiłam na wyczucie. Nie mogę sobie przypomnieć kiedy dokładnie, ale jesienią kupiłam też lomo Action samplera.
Kilka miesięcy później zdecydowałam się na własną lustrzankę, najpierw Canona 400d, po roku zmieniłam na 550d i z czasem kupowałam coraz więcej obiektywów.
Od dłuższego czasu inspirują mnie też zdjęcia z analogów.
Pod koniec października 2010 zdecydowałam się na lustrzankę analogową Pentax K1000.
Wiosną 2011 kupiłam również kolejny aparat z serii lomo- Holgę 135, a latem Dianę mini.
Aparaty lomograficzne to zabawki i robienie nimi zdjęć wymaga niewielu umiejętności, bo ustawia się w nich tylko kilka elementów jak np. przybliżoną odległość z której fotografujemy czy porę dnia ze względu na dostępne światło.
Zawsze przydaje się jakieś doświadczenie w fotografii czy zmysł artystyczny, żeby wiedzieć co i jak fotografować, ale lomografia to przede wszystkim zabawa, bo tak naprawdę efekt końcowy pozostaję zagadką do momentu wywołania filmu.
Jeżeli zaczynacie swoją przygodą z lomo i nie bardzo wiecie jak się za wszystko zabrać, to poza przeczytaniem istrukcji obsługi polecam przejrzeć filmiki na You Tube, które uczą lub tłumaczą krok po kroku np. jak założyć film na Wasz model aparatu.
Polecany sprzęt.
Lustrzanki to ostatnio modny temat i widać je wszędzie, zarówno na szyjach ludzi, którzy nie mają zielonego pojęcia o fotografii, jak i profesjonalistów.
Jestem pewna, że niedługo i tak większość ludzi doceni niewielki rozmiar aparatu i zamiast rwać się do kupna lustrzanki, wybiorą kompakt, które jakością (i ceną) już teraz przewyższają nawet lustrzanki.
Często jestem pytana, jaki aparat poleciłabym początkującym.
Od zawsze używam apratów Canona, więc są mi najlepiej znane i o nich mogę powiedzieć najwięcej.
Jeśli marzycie o swojej pierwszej lustrzance, to po pierwsze polecałabym Wam kupić używane body, bez obiektywu, a ten dokupić osobno.
Kitowy obiektyw 18-55mm f/ 3.5- 5.6 dołączony do Canona jest według mnie beznadziejny i już lepiej robić zdjęcia kompaktem niż dźwigać większą rozmiarowo i wagowo lustrzankę.
Co do modelu to wymienię kilka:
Canon 400d, 450d, 500d, 550d. Ostatnio pojawił się też model 600d, ale moim zdaniem bez sensu jest wydawać pieniądze na najnowsze wersje, zwłasza jeśli jest się początkującym. Kosztują dużo, a wraz z pojawieniem się nowych modeli, ich ceny szybko spadają. Największy wpływ na jakość zdjęć i tak mają obiektywy.
Zaletą Canona 500d i 550d jest możliwość kręcenia filmów w jakości HD. Wymagana jest do tego co prawda najszybsza karta pamięci, ale z pomocą programów do edycji filmów można już stworzyć robiący wrażenie film.
Dobrym szkłem na początek może być Canon 50mm f/ 1.8. Niewysoka cena (300-400zł) i dobra jakość. Oczywiście taki obiektyw spełnia tylko kilka funkcji (najlepiej nadaje się do portretów), więc należy zastanowić się wcześniej co chcecie fotografować, ile przeznaczyć pieniędzy na sprzęt i zaopatrzyć się w taki, który spełni Wasze wymogi.
Innym, droższym, ale za to bardziej wielofunkcyjnym obiektywem jest np. Tamron 17-50mm f/2.8 (1000-1200zł). Jego szeroki kąt sprawia, że dobrze nadaje się do fotografowania budynków, ulicy, krajobrazów czy pomieszczeń i jest jasny. Ten obiektyw był przeze mnie najczęściej używanym, ponieważ sprawdzał się w wielu sytuacjach.
Zainteresowanie fotografią.
Na 18ste urodziny dostałam pierwszy wymarzony kompaktowy aparat cyfrowy. To czasy, kiedy cyfrówki zastępowały aparaty analogowe i sprzęt, który dzisiaj kosztuje 100zł, wtedy kosztował 1000zł.
Żałuję, że nie interesowałam się fotografią mając kilkanaście lat, bo było tyle do uchwycenia, a ja mam wrażenie, że nie posiadam wystarczającej ilości zdjęć z tamtego okresu.
Powiedzmy, że od zawsze fotografowałam w miare poprawnie. Nie ucinałam ludziom głów i nawet jak byłam młodsza, to dziwiłam się mojej mamie, że potrafi zrobić zdjęcie, na którym ucina połowę osoby, a 80% obrazku to niebo;).
Od dziecka przejawiałam predyspozycje do sportu, muzyki czy języków obcych, ale nie, nie biegałam w wieku 5lat po domu z aparatem. Chyba byłam/jestem spostrzegawcza, przejawiałam jakiś talent asrtystyczny, ale to na tyle, co mogłabym powiązać z tą dziedziną.
Poziom do jakiego doszłam, to przede wszystkim czysta praktyka, czyli robienie dużej ilości zdjęć. Poświęcam temu zainteresowaniu czas, więc chcąc nie chcąc poprawiam się. Uczę na błędach, oglądam mnóstwo zdjęć innych ludzi, zdarza mi się coś przeczytać.
Nie powiem, żebym była zadowolona z tego jakie robię zdjęcia, ale to chyba normalne.
Mój sprzęt:
Aparat cyfrowy:
Od sierpnia 2011 używam Canona 5d mark II z obiektywem Canon 50mm f/1.4, a wcześniej korzystałam z:
- Canon 550d
Obiektywy:
- Canon 50mm f/ 1.8
- Tamron 17-50mm f/ 2.8
- Rokinon 8mm f/ 2.8
- Sigma 30mm f/ 1.4
Aparaty analogowe:
- Pentax K1000
Obiektywy:
- Pentax 50mm f/ 1.7
- Tokina 30mm f/ 2.8
Lomo:
- Diana F+ (film 120mm)
- Holga 135 (35mm)
- Diana Mini (35mm)
- Holga CFN 120 (120mm/ 35mm)
- Action Sampler (35mm)
Film:
- Fujifilm 35mm ISO 200 (bo najtańszy)
- Lomography color negative 35mm film ISO 400 (tego ostatnio używam najczęściej)
- Kodak 120mm 160 VC
- różne inne, które wpadną mi w rękę, również przeterminowane
Zdjęcia z kompaktowej cyfrówki wrzucałam na bloga tylko przez kilkanaście pierwszych postów, kiedy mieszkałam w Londynie (wiosna/lato 08). Będąc tam odkryłam lomografię i kupiłam swój pierwszy aparat lomo, Holgę CFN 120. Wykorzystałam kilka rolek filmu średniego formatu, a później kupiłam wkładkę do aparatu, dzięki której mogłam korzystać z filmu 35mm, bo nie znalazłam w Zielonej Górze miejsca, w którym mogłabym wywoływać film 120mm.
Po powrocie do Polski z Anglii zaczęłam pożyczać od brata lustrzankę, Canona 350d. Na początku zdjęcia robiłam w trybie automatycznym, potem próbowałam uczyć się manualnego, ale i tak niewiele rozumiałam, wszystko robiłam na wyczucie. Nie mogę sobie przypomnieć kiedy dokładnie, ale jesienią kupiłam też lomo Action samplera.
Kilka miesięcy później zdecydowałam się na własną lustrzankę, najpierw Canona 400d, po roku zmieniłam na 550d i z czasem kupowałam coraz więcej obiektywów.
Od dłuższego czasu inspirują mnie też zdjęcia z analogów.
Pod koniec października 2010 zdecydowałam się na lustrzankę analogową Pentax K1000.
Wiosną 2011 kupiłam również kolejny aparat z serii lomo- Holgę 135, a latem Dianę mini.
Aparaty lomograficzne to zabawki i robienie nimi zdjęć wymaga niewielu umiejętności, bo ustawia się w nich tylko kilka elementów jak np. przybliżoną odległość z której fotografujemy czy porę dnia ze względu na dostępne światło.
Zawsze przydaje się jakieś doświadczenie w fotografii czy zmysł artystyczny, żeby wiedzieć co i jak fotografować, ale lomografia to przede wszystkim zabawa, bo tak naprawdę efekt końcowy pozostaję zagadką do momentu wywołania filmu.
Jeżeli zaczynacie swoją przygodą z lomo i nie bardzo wiecie jak się za wszystko zabrać, to poza przeczytaniem istrukcji obsługi polecam przejrzeć filmiki na You Tube, które uczą lub tłumaczą krok po kroku np. jak założyć film na Wasz model aparatu.
Polecany sprzęt.
Lustrzanki to ostatnio modny temat i widać je wszędzie, zarówno na szyjach ludzi, którzy nie mają zielonego pojęcia o fotografii, jak i profesjonalistów.
Jestem pewna, że niedługo i tak większość ludzi doceni niewielki rozmiar aparatu i zamiast rwać się do kupna lustrzanki, wybiorą kompakt, które jakością (i ceną) już teraz przewyższają nawet lustrzanki.
Często jestem pytana, jaki aparat poleciłabym początkującym.
Od zawsze używam apratów Canona, więc są mi najlepiej znane i o nich mogę powiedzieć najwięcej.
Jeśli marzycie o swojej pierwszej lustrzance, to po pierwsze polecałabym Wam kupić używane body, bez obiektywu, a ten dokupić osobno.
Kitowy obiektyw 18-55mm f/ 3.5- 5.6 dołączony do Canona jest według mnie beznadziejny i już lepiej robić zdjęcia kompaktem niż dźwigać większą rozmiarowo i wagowo lustrzankę.
Co do modelu to wymienię kilka:
Canon 400d, 450d, 500d, 550d. Ostatnio pojawił się też model 600d, ale moim zdaniem bez sensu jest wydawać pieniądze na najnowsze wersje, zwłasza jeśli jest się początkującym. Kosztują dużo, a wraz z pojawieniem się nowych modeli, ich ceny szybko spadają. Największy wpływ na jakość zdjęć i tak mają obiektywy.
Zaletą Canona 500d i 550d jest możliwość kręcenia filmów w jakości HD. Wymagana jest do tego co prawda najszybsza karta pamięci, ale z pomocą programów do edycji filmów można już stworzyć robiący wrażenie film.
Dobrym szkłem na początek może być Canon 50mm f/ 1.8. Niewysoka cena (300-400zł) i dobra jakość. Oczywiście taki obiektyw spełnia tylko kilka funkcji (najlepiej nadaje się do portretów), więc należy zastanowić się wcześniej co chcecie fotografować, ile przeznaczyć pieniędzy na sprzęt i zaopatrzyć się w taki, który spełni Wasze wymogi.
Innym, droższym, ale za to bardziej wielofunkcyjnym obiektywem jest np. Tamron 17-50mm f/2.8 (1000-1200zł). Jego szeroki kąt sprawia, że dobrze nadaje się do fotografowania budynków, ulicy, krajobrazów czy pomieszczeń i jest jasny. Ten obiektyw był przeze mnie najczęściej używanym, ponieważ sprawdzał się w wielu sytuacjach.
29 mar 2011
Tilt-shift.
Wszyscy, którzy interesują się fotografią na pewno słyszeli o tilt-shift, technice fotograficznej, w której dzięki specjalnym obiektywom można zarządzać głębią ostrości. Tilt shift najlepiej nadaje się do fotografowania architektury z większych odległości. Efekt jest taki, że wszystko wydaje się być miniaturowe. Jeśli chcecie zobaczyć fotografowanie tą techniką z prawdziwego zdarzenia, to polecam obejrzenie przykładowych filmików, klik i klik.
A ja poniżej przedstawiam kilkanaście zdjęć z miejsc, które odwiedziłam, tym razem w miniaturze;).
A ja poniżej przedstawiam kilkanaście zdjęć z miejsc, które odwiedziłam, tym razem w miniaturze;).
7 sty 2011
The rest of the SVA pictures.
Kurs w School of Visual Arts skończyłam przed świętami, ale nie dodałam jeszcze wszystkich zdjęć, jakie zrobiłam na zajęciach.
Jeśli nie widzieliście pierwszej części, to znajdziecie ją w tym poście.
Cieszę się, że wybrałam kurs w tej szkole, sesje zdjęciowe były dobrą zabawą i przekonałam się jak wygląda fotografowanie w studiu. Nadal nie czuję się dobra w kwestiach technicznych dotyczących np. zasilania oświetlenia, ale w końcu nie wiadomo czy będę mieć jeszcze coś wspólnego z tego typu fotografią.
Przez tych kilka miesięcy przekonałam się też, że jeśli miałabym wybrać pomiędzy pracą w studiu czy przy naturalnym świetle, to druga opcja sprawia mi jednak więcej przyjemności.

Na te zajęcia mieliśmy przynieść dowolną fotografię znalezioną w magazynie, internecie i innych źródłach, której oświetlenie moglibyśmy odtworzyć na zajęciach. Ja nie przyniosłam ze sobą żadnej, ale pożyczyłam od kogoś zdjęcie Micheala Douglasa, które ukazało się kiedyś w Vanity Fair.


Później przez dwa tygodnie tytułem sesji zdjęciowej była "Alicja w Krainie Czarów".
Jedna grupa fotografowała postacie w mrocznej wersji, druga w bajkowej, a później była zamiana.

Erik był świetny, bardzo dobrze wczuł się w rolę.

A to już mroczny Szalony Kapelusznik.

Alicja i Szalony Kapelusznik.

Żadne zdjęcie z tych, które zrobiłam Alicji nie podobało mi się szczególnie, ale wybrałam to, żeby pokazać Wam jak wyglądała w całości. Karty i lizak były rekwizytami, które przyniosłam ja.

Ten model bawił się kiedyś w projektowanie kostiumów, więc do roli bycia Czerwoną Królową podszedł na poważnie i stworzył świetny strój. Miał też bardzo dobry pomysł na make up i ogólnie wyglądał świetnie.
Niestety na tych zajęciach druga grupa niesprawidliwie sprzątnęła nam Królową sprzed nosa i na samym końcu miałam tylko 20-30sekund, żeby zrobić pare zdjęć.


Tematem ostatnich zajęć były "portrety z charakterem". Mieliśmy za zadanie sfotografować modeli tak, żeby ukazać ich osobowość.
Jeśli nie widzieliście pierwszej części, to znajdziecie ją w tym poście.
Cieszę się, że wybrałam kurs w tej szkole, sesje zdjęciowe były dobrą zabawą i przekonałam się jak wygląda fotografowanie w studiu. Nadal nie czuję się dobra w kwestiach technicznych dotyczących np. zasilania oświetlenia, ale w końcu nie wiadomo czy będę mieć jeszcze coś wspólnego z tego typu fotografią.
Przez tych kilka miesięcy przekonałam się też, że jeśli miałabym wybrać pomiędzy pracą w studiu czy przy naturalnym świetle, to druga opcja sprawia mi jednak więcej przyjemności.
Na te zajęcia mieliśmy przynieść dowolną fotografię znalezioną w magazynie, internecie i innych źródłach, której oświetlenie moglibyśmy odtworzyć na zajęciach. Ja nie przyniosłam ze sobą żadnej, ale pożyczyłam od kogoś zdjęcie Micheala Douglasa, które ukazało się kiedyś w Vanity Fair.
Później przez dwa tygodnie tytułem sesji zdjęciowej była "Alicja w Krainie Czarów".
Jedna grupa fotografowała postacie w mrocznej wersji, druga w bajkowej, a później była zamiana.
Erik był świetny, bardzo dobrze wczuł się w rolę.
A to już mroczny Szalony Kapelusznik.
Alicja i Szalony Kapelusznik.
Żadne zdjęcie z tych, które zrobiłam Alicji nie podobało mi się szczególnie, ale wybrałam to, żeby pokazać Wam jak wyglądała w całości. Karty i lizak były rekwizytami, które przyniosłam ja.
Ten model bawił się kiedyś w projektowanie kostiumów, więc do roli bycia Czerwoną Królową podszedł na poważnie i stworzył świetny strój. Miał też bardzo dobry pomysł na make up i ogólnie wyglądał świetnie.
Niestety na tych zajęciach druga grupa niesprawidliwie sprzątnęła nam Królową sprzed nosa i na samym końcu miałam tylko 20-30sekund, żeby zrobić pare zdjęć.
Tematem ostatnich zajęć były "portrety z charakterem". Mieliśmy za zadanie sfotografować modeli tak, żeby ukazać ich osobowość.
10 cze 2010
Google's beauty.
Po powrocie wieczorem do domu zorientowałam się, że Google nie musi być już pustą, białą stroną i że teraz wygląd strony głównej zależy od nas. Jak miło! Natychmiast zapełniłam swoją wybranymi ulubionymi zdjęciami jedzenia z Flickr i teraz zadawanie pytań wszechwiedzącej wyroczni będzie jeszcze przyjemniejsze;).
A jak (będzie) wygląda(ć) Wasze tło?

A jak (będzie) wygląda(ć) Wasze tło?
9 cze 2010
'Falling in love should be like Polaroids. Instant.'
Zdjęcia zostały zrobione wiosną zeszłego roku, choć jakoś nigdy wcześniej nie miały okazji pojawić się na blogu.
Ten oldschoolowy Polaroid to element dekoracyjny mojego pokoju.
Przy zakupie jego sprawność oceniona była na niewiadomą, a ja mimo, że mam do niego film, jeszcze go nie wypróbowałam.
Nie ma mnie teraz w Polsce, ale ponieważ film jest z 1976r, to kolejny rok czy dwa nie zrobią mu różnicy. Aparat zapewne i tak nie działa, a mi wystarcza jego urok osobisty;).
Model: Polaroid Land Camera 1000
Ten oldschoolowy Polaroid to element dekoracyjny mojego pokoju.
Przy zakupie jego sprawność oceniona była na niewiadomą, a ja mimo, że mam do niego film, jeszcze go nie wypróbowałam.
Nie ma mnie teraz w Polsce, ale ponieważ film jest z 1976r, to kolejny rok czy dwa nie zrobią mu różnicy. Aparat zapewne i tak nie działa, a mi wystarcza jego urok osobisty;).
Model: Polaroid Land Camera 1000
16 maj 2010
Purikura !
Purikura to wywodzące się z Japonii foto-budki, wywołujące zdjęcia w formie nalepek (lub w klasyczny sposób). Przed wydrukowaniem można je ozdobić na tysiące sposobów, co razem z robieniem zdjęć jest świetną zabawą.
Kiedy przypadkowo trafiłam w internecie na miejsce z purikurą w San Francisco, wybrałam się do Japantown jeszcze tego samego dnia. Zabrałam ze sobą Ewelinę i tak dobrze się bawiłyśmy, że przed wyjściem założyłam kartę 'stałego klienta'. Przy dziewięciu zdjęciach, dziesiąte gratis, więc chyba pod koniec zacznę rozumieć te japońskie instrukcje w budkach;).

Budki są duże i mogą pomieścić naprawdę sporo osób. Domyślam się, że im więcej ludzi, tym lepsza zabawa;).

Na początku wybiera się z albumu rodzaj zdjęcia (każda budka robi inne). Ceny wahają się od 4 do 10$ (za jedno zdjęcie).

Nasza budka.

Dziewczyna z obsługi tak szybko nam wyjaśniła co i jak, że niewiele zrozumiałyśmy i musiałyśmy zdać się na nasz marny japoński.

Wewnątrz budki. Pomyślałam, że albo zdjęcia wyjdą koszmarnie, bo nic nie będziemy rozumieć, albo będzie duuuużo śmiechu.

A to już obiektyw i ekran, na którym wszystko się ustawia. Katalog, szablon zdjęcia, jasność itp...najgorsze, że na większość ustawień jest tylko kilkanaście sekund, więc trzeba naprawdę szybko myśleć i podejmować decyzje. Poradziłyśmy sobie o dziwo znacznie lepiej niż myślałam;).

Po zakończeniu serii zdjęć, przechodzi się do urządzenia na zewnątrz budki- czas na ozdabianie! Po zdjęciach można pisać, rysować, wymazywać, dodawać naklejki, cytaty, znaczki, daty i wiele, wiele innych.
Można się w to bawić godzinami!;)

Nie mogę się doczekać następnej wizyty;).

A to już efekty! Niestety musiałam zrobić zdjęcie zdjęcia, bo nie mam skanera...

Kiedy przypadkowo trafiłam w internecie na miejsce z purikurą w San Francisco, wybrałam się do Japantown jeszcze tego samego dnia. Zabrałam ze sobą Ewelinę i tak dobrze się bawiłyśmy, że przed wyjściem założyłam kartę 'stałego klienta'. Przy dziewięciu zdjęciach, dziesiąte gratis, więc chyba pod koniec zacznę rozumieć te japońskie instrukcje w budkach;).
Budki są duże i mogą pomieścić naprawdę sporo osób. Domyślam się, że im więcej ludzi, tym lepsza zabawa;).
Na początku wybiera się z albumu rodzaj zdjęcia (każda budka robi inne). Ceny wahają się od 4 do 10$ (za jedno zdjęcie).
Nasza budka.
Dziewczyna z obsługi tak szybko nam wyjaśniła co i jak, że niewiele zrozumiałyśmy i musiałyśmy zdać się na nasz marny japoński.
Wewnątrz budki. Pomyślałam, że albo zdjęcia wyjdą koszmarnie, bo nic nie będziemy rozumieć, albo będzie duuuużo śmiechu.
A to już obiektyw i ekran, na którym wszystko się ustawia. Katalog, szablon zdjęcia, jasność itp...najgorsze, że na większość ustawień jest tylko kilkanaście sekund, więc trzeba naprawdę szybko myśleć i podejmować decyzje. Poradziłyśmy sobie o dziwo znacznie lepiej niż myślałam;).
Po zakończeniu serii zdjęć, przechodzi się do urządzenia na zewnątrz budki- czas na ozdabianie! Po zdjęciach można pisać, rysować, wymazywać, dodawać naklejki, cytaty, znaczki, daty i wiele, wiele innych.
Można się w to bawić godzinami!;)
Nie mogę się doczekać następnej wizyty;).
A to już efekty! Niestety musiałam zrobić zdjęcie zdjęcia, bo nie mam skanera...
Subskrybuj:
Posty (Atom)









