Pokazywanie postów oznaczonych etykietą music. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą music. Pokaż wszystkie posty

6 paź 2013

Reeperbahn festival, Hamburg.

W zeszłym tygodniu razem z Agatą, autorką bloga Kuchnia Agaty, zostałyśmy zaproszone przez Niemiecką Centralę Turystyki na wyjazd "Youth HotSpots in Germany" promujący turystykę młodzieżową. Niestety Agata rozchorowała się i w ostatniej chwili musiała odwołać podróż. Na wolne miejsce mogłam zabrać drugą osobę i tym sposobem do Niemiec pojechałam z Bzu.
Leciałyśmy z różnych miast do Frankfurtu, a tam wsiadłyśmy w jeden samolot do Hamburga. Na lotnisku czekał na nas Jens, nasz opiekun i zdążyliśmy trochę lepiej się poznać, zanim dotarła trójka osób z Austrii.
W hostelu czekała już reszta grupy i dopiero tam poznaliśmy się i dowiedzieliśmy kto jest skąd. Przeważali dziennikarze, choć głównie byli to ludzie pracujący dla portali internetowych. W naszej grupie była Jackie z chińskiego Cosmpolitan, Nikki z chińskiego magazynu Elite Traveler, Leah- fotografka z Melbourne, James (Pedestrian.tv) z Sydney, Daniela i Karoline- dziennikarki z Wiednia, Miro ze Słowacji oraz Ulli z German Tourism Board w Austrii.

====

Hamburg został przedstawiony nam jako muzyczna stolica Niemiec, co było dla mnie zaskoczeniem, bo to raczej Berlin jest pierwszym miastem, które przychodzi na myśl w tym temacie. Europejska stolica techno i najlepsze koncerty muzyki elektronicznej, a jednak korzenie muzyki w Hamburgu sięgają jeszcze głębiej. Przede wszystkim to tutaj karierę rozpoczynali The Beatles. Tuż po utworzeniu zespołu w sierpniu 1960 wyruszyli do Hamburga i przez kilka następnych lat stawali na scenach klubów miasta ponad 300 razy.
No i właśnie głównym punktem wizyty w Hamburgu był Reeperbahn Festival. Przez cztery dni w barach i klubach, występuje ponad 160 artystów z 20 krajów. Są to przede wszystkim niszowe, mało znane zespoły, ale co roku zjawia się też kilka większych gwiazd, w tym roku byli to James Blunt, Kate Nash i Birdy. Festiwal powstał w 2006 i jest w dużym stopniu dofinansowywany przez miasto w ramach podtrzymywania muzycznej tradycji Hamburga. Ceny biletów za jeden dzień zaczynają się od 24€, w weekend jest trochę drożej, a czterodniowy bilet kosztuje 89€. 

Trzeba przyznać, że Hamburg kulturą stoi. Pomijając jego muzyczne tradycje, w mieście znajduje się ponad 50 muzeów, kilkaset scen teatralnych i muzycznych, a zaraz po Nowym Jorku i Londynie, jest trzecim co do wielkości musicalowym miastem na świecie.
Z kolei jedna z głównych atrakcji Reeperbahn może kojarzyć się z Amsterdamem, bo od lat znajduje się tu Red Light District. Na słynnej Herbertstrasse prostytutki oczekują klientów w oknach, choć nie przekona się o tym każdy, bo nieletni oraz kobiety nie mają tam wstępu. Nie jest to co prawda oficjalny zakaz, ale prostytutki nie lubią gapiów przeszkadzających im w pracy. W 2002 zawód ten został w Niemczech zalegalizowany i od tego czasu panie lekkich obyczajów mają nawet prawo do zasiłku oraz emerytury.
A teraz urywając temat prostytucji, zapraszam Was na relację z pierwszego dnie w Hamburgu.



Untitled Przez opóźnienia w lotach byliśmy trochę w tyle z programem, dlatego rejs po kanałach został przełożony na następny dzień, a my w spokoju mogliśmy zjeść kolację. Precle jakie dostaliśmy do sałatki były najlepszymi jakie jadłam, zazwyczaj mam pecha i trafiam na suche/twarde.Untitled Pomiędzy przystawką a daniem głównym wyszliśmy zrobić kilka zdjęć przed zachodem słońca.Untitled Untitled Port.Untitled UntitledJedliśmy w Block Bräu, restauracji z niemiecką kuchnią i własnym piwem. Ulokowana przy porcie, stworzona jest raczej pod turystów.Untitled W domu cierpię na brak świeżych ryb, więc to była idealna okazja, żeby nadrobić zaległości.Untitled Kiedy wychodziliśmy, restauracja zapełniona była po brzegi, ale piątkowy wieczór wiele tłumaczy.Untitled Z portu przeszliśmy się do Reeperbahn, centrum nocnej rozrywki miasta.Untitled Odebraliśmy bransoletki i plakietki dla prasy, zostaliśmy zapoznani z faktami na temat festiwalu, historii muzyki miasta i okolicy, a potem ruszyliśmy do klubów.Untitled Untitled Bzu i James.Untitled Untitled
Untitled
Untitled Untitled Najwięcej czasu spędzałyśmy z Australijczykami, z Leah i Jamesem od początku dobrze się zrozumieliśmy.Untitled Molotowa to słynny klub istniejący od 1990. Niestety latem 2014 ma zostać zamknięty, stąd napis pod szyldem "Molotow muss bleiben!"- Molotow musi zostać. Bez wątpienia, bo ma świetny klimat.Untitled Untitled Krótko po tym jak przyszliśmy, na scenie zjawiła się holenderska kapela rockowa.Untitled Untitled Untitled
Molotow był jednym z fajniejszych klubów w jakich kiedykolwiek byłam. Zagrali tutaj m.in The Killers, The Black Keys, Vampire Weekend, The Kills, Two Door Cinema Club.Untitled Większa część klubu znajduje się podziemiu, na parterze jest jeszcze jedna sala. To zdjęcie zrobiłam już z zewnątrz.Untitled Prawie wszystkie koncerty odbywają się w klubach, ale na głównym placu Reeperbahn też było kilka mniejszych scen, do tego stoiska z jedzeniem, alkoholem, ekrany do podglądania koncertów.
Szkolny autobus ze zdjęcia wymiatał, scena na dachu oraz...
Untitled ...dwie imprezy wewnątrz autobusu. Untitled Imprezy bez wurstów w Niemczech nie istnieją. Untitled Po odwiedzeniu kilku klubów, razem z Jensem i Australijczykami poszliśmy zobaczyć co dzieje się w ulicach odchodzących od głównej.Untitled Na ulicy zagadał do nas obcy chłopak, Soren. Okazało się, że szedł do baru którego szukaliśmy, więc poszliśmy razem.Untitled Pooka Bar z dobrym klimatem.Untitled Untitled I wizyty w kolejnych miejscach.Untitled Grosse Freiheit to imprezowa ulica, która zapisała się w historii dzięki The Beatles. Pod numerem 64 znajduje się klub Indra, w którym zespół wystąpił po raz pierwszy. Dla nas ostatnim przystankiem tej nocy był Grosse Freiheit 36.Untitled Untitled Untitled Untitled Mieliśmy trochę czasu do kolejnego artysty, więc usiedliśmy pod sceną z Jamesem, Leah i Jensem, na tym etapie zwanym już chyba wujkiem Jensem. Pomimo średniego wieku, zdecydowanie ze wszystkim nadążał.Untitled Na scenie pojawił się austriacki raper Left Boy, w Niemczech chyba bardzo popularny, choć żadne z nas nie słyszało o nim wcześniej. Były tańce hulańce, a przed drugą zwinęliśmy się do hostelu.
Dobry dzień i jeszcze lepsza noc!

28 lip 2013

Muzyka/ Spotify/ Playlisty.

Nie mogę skończyć nadchodzącego długiego posta, więc niech będzie dzisiaj krótki, muzyczny, zahaczający o Spotify, o czym chciałam wspomnieć już kilka razy.
Przez dłuższy czas byłam wierna iTunes, ale zimą dołączyłam do użytkowników Spotify. Niedługo potem pierwszy streamingowy serwis ruszył również w Polsce.
Najpierw korzystałam z darmowej wersji, później wypróbowałam próbne Free-Premium w UK, a ostatnio wykupiłam miesięczne Spotify Premium w Polsce. Dzięki temu mam dostęp do nieograniczonej ilości muzyki w trybie offline, również na aplikacji Spotify na iPhonie. Pewnie nie będę korzystać z niej cały rok, raczej okresowo, wtedy, kiedy słucham najwięcej muzyki czyli np. w podróży.


19,90 PLN wydało mi się bardzo przyzwoitą ceną za nieograniczoną ilość muzyki w trybie offline, pewnie też dlatego, że w UK ta sama wersja kosztuje 10£.

Nadal mam trochę albumów na laptopie, ale na swoim profilu stworzyłam cztery playlisty. Na co dzień słucham pierwszych dwóch, w klimacie muzyki alternatywnej/ indie rocka/ rocka/ indie pop/ elektroniki itp. Od święta korzystam też z playlisty 50's & 60's z amerykańskimi przebojami sprzed kilkudziesięciu lat, a ostatnia zawiera muzykę filmową. Wszystkie cztery dodałam poniżej.





Większość muzyki dodałam do playlist wiosną, ostatnio nieczęsto wpada mi w ucho coś nowego, a przesłuchane po kilkadziesiąt razy kawałki z czasem się nudzą. Jeżeli chcielibyście polecić mi jakieś utwory, wykonawców, może inspiracje z letnich festiwali, piszcie w komentarzach!

30 kwi 2013

Lollapalooza Brazil – São Paulo.

Piękny zbieg okoliczności, że akurat w weekend, w którym planowałam być w Sao Paulo, w mieście odbywała się Lollapalooza. W zeszłym roku zawitała do Brazylii po raz pierwszy, stając w jednej linii z drugim bardzo popularnym festiwalem, Rock in Rio.
Nastawiałam się, że wybiorę się chociażby na jeden dzień Lolli, ale któregoś dnia sprawdziłam ceny biletów i byłam w szoku. Trzydniowy karnet kosztował 1500zł! Dwudniowy mniej więcej 2/3 ceny, a jednodniowy bilet ok 500zł. W Chicago bilety dla VIPów nie były chyba nawet tak drogie, a line up jednak lepszy. Tam za trzydniową wejściówkę liczyli sobie ok 600zł. Ogromna różnica i za bardzo nie wiadomo dlaczego.
Wahałam się, byłam już nawet bliska zrezygnowania z festiwalu, ale z nieba spadła mi wiadomość od Eweliny i Artura. Ich kolega Lucas mógł sprzedać mi bilet za mniej niż 200zł. Woohoo!

Lollapalooza odbywała się na torze wyścigów konnych, dobra lokalizacja, łatwy dojazd metrem i organizację również oceniłam na wysokim poziomie, podobnym do tego w Chicago.
Zjawiłam się w niedzielę odpowiednio wcześnie, żeby rozejrzeć się po terenie festiwalu i znaleźć dobre miejsca na koncert Foals. Zagrali bardzo fajnie, ale nie porywająco. Później miałam się spotkać z Alexem z naszej ekipy z Rio. W końcu rozstał się z nami wcześniej, żeby polecieć do Sao Paulo i to był już jego trzeci dzień na Lollapaloozie. Znaleźliśmy sie, kupiliśmy piwo i razem poszliśmy obejrzeć Kaiser Chiefs. Ten koncert uznałam za niespodziankę dnia, bo chociaż daleko mi do bycia fanką zespołu i znałam ze 2-3 ich kawałki, wokalista Ricky Wilson na scenie był petardą. Charyzmatyczny, pełen energii biegał gdzie mógł, wspinał się na instalacje i widać było, że daje z siebie wszystko. Dalej zagrali The Hives. Widziałam ich na Falls Festival na Tasmanii i w Australii dali z siebie więcej, a publiczność była zachwycona. Później poszliśmy na Major Lazer. Stanęliśmy z Alexem blisko sceny, a nastrój po kilku piwach mieliśmy w sam raz do zabawy, więc tańczyliśmy jakby kolejny dzień miał nie nastać. Grupa miksowała różne kawałki, ale przede wszystkim bardzo dobrze poprowadzili show, było dużo interakcji z publicznością. Jak już się wybawiliśmy, ruszyliśmy w stronę sceny głównej bo za chwilę miał zacząć grać Pearl Jam, główna gwiazda festiwalu. Zagorzałych fanów widywałam przez cały dzień, jedni w t-shirtach Pearl Jam, inni z tatuażami symbolizującymi zespół. Mój brat słucha ich od lat, widział jak grają  na żywo w Belgii i chociaż wie, że dla mnie ich twórczość nie jest tak bliska, powiedział, że nie zawiodę się koncertem. I faktycznie, wykonali na scenie kawał dobrej roboty. Przypomniałam sobie jak niecałe dwa lata temu w podobnej scenerii, na Lollapaloozie w Chicago oglądałam Foo Fighters. Gdybym miała porównać oba zespoły, to Foo Fighters wypadli lepiej. Tamten występ był bliski geniuszu, nawet z perspektywy osoby, która do grona ich fanek nigdy się nie zaliczała.
Alex chcąc uniknąć tłumu w metrze wyszedł chwilę przed końcem, ja spotkałam się z Lucasem, kolegą Artura od którego miałam bilet, bo odwoził mnie do domu. Rozmawialiśmy o naszych wrażeniach, Lucas opowiadał mi jak było rok wcześniej. Foo Fighters też byli wtedy główną gwiazdą i stwierdził, że był to najlepszy koncert jaki widział, więc podejrzewam, że zagrali podobnie do Chicago.
Atmosfera Lollapaloozy w Sao Paulo nie różniła się od festiwali w Stanach i Australii. Niezależnie od kontynentu chodzi w końcu o to samo. Młodzi ludzie (i nie tylko) przychodzą posłuchać dobrej muzyki, zobaczyć ulubione zespoły, pobawić się ze znajomymi. W Anglii czy Polsce może i trzeba bawić się w kaloszach, ale o tym się jeszcze nie przekonałam, do tej pory moim podstawowym festiwalowym obuwiem były japonki. Wszystko przede mną;).


Ewelina i Artur odwieźli mnie na stację metra, przed wejściem kupiłam wodę kokosową.
 – W jednej ręce trzymam kokosa, w drugiej bilet na Lollapalooze w Sao Paulo. Czy może być lepiej? – myślałam sobie wtedy.


 Foals.



 
Z Alexem.

Przejażdżka diabelskim młynem była darmowa, ale trzeba było postać cierpliwie w długiej kolejce.

Major Lazer.
 Pearl Jam.