To zdjęcia jeszcze z okresu, kiedy Nowy Jork odwiedziła Julia i moje jedyne ładne portrety odkąd wyjechałam do Stanów, poza kilkoma przeciętnymi zdjęciami, które zrobiłam sobie sama.
Czuję lekką potrzebę fotografowania ludzi, więc moje małe postanowienie na 2011, to zgromadzenie większej ilości zdjęć, na których będą ludzie, a nie wszystko inne. Problem w tym, że nie znam nikogo, kogo szczerze miałabym ochotę sfotografować, więc chyba będę musiała się wysilić i poszukać obcych osób.
Wczoraj kupiłam na eBayu obiektyw Canon 85mm f/1.8, który do portretów nadaje się idealnie, ale ja w głowie mam też zdjęcia jedzenia.
Na dzisiaj polecam Wam obejrzeć wspaniały kilkuminutowy materiał z podróży, od którego może rozboleć głowa, oraz przejrzeć te inspirujące zdjęcia zrobione aparatem na film.
6 sty 2011
5 sty 2011
Lomo San Francisco.
Do tej pory nie dodawałam jeszcze na bloga kolorowych zdjęć zrobionych Dianą F+.
Wcześniej nie miałam skanera, a zdjęcia zawsze wywoływałam w postaci odbitek.
Jednak niedawno je zeskanowałam i teraz mogę Was teraz zaprosić na małe wspomnienia z San Francisco.
Wcześniej nie miałam skanera, a zdjęcia zawsze wywoływałam w postaci odbitek.
Jednak niedawno je zeskanowałam i teraz mogę Was teraz zaprosić na małe wspomnienia z San Francisco.
3 sty 2011
Winter plans.
Dzisiaj napiszę o najbliższych planach na 2011, bo po ostatnim artykule w GW, czuję, że muszę rozwinąć kilka wspomnianych tam tematów.
15 stycznia będę zdawać TOEFL- egzamin sprawdzający umiejętność rozumienia i posługiwania angielskim się w środowisku akademickim. Jest on najczęściej wymaganym egzaminem dla obcokrajowców ubiegających się o studia w krajach anglojęzycznych.
Postanowiłam aplikować na studia w Nowym Jorku oraz Wielkiej Brytanii, które miałabym rozpocząć po wakacjach.
Kierunki będą związane z fotografią i jedzeniem, mam już upatrzonych kilka uczelni i konkretnych kierunków, ale sama jeszcze do końca nie wiem co, gdzie i jak.
W tym miejscu od razu proszę o nie zadawanie mi szczegółowych pytań na temat studiowania w Stanach i UK. Moje pojęcie o wielu sprawach jest jeszcze średnie, zwłaszcza tych dotyczących bezpośrednio mojego przypadku.
Jeżeli kiedykolwiek coś z tego wyniknie, to napiszę więcej.
Kiedy już będę miała z głowy sprawę z aplikowaniem na studia (terminy mijają 15.01 i 1.02), pod koniec stycznia przylatuje do mnie mama i dwa dni później wsiadamy w samolot do Puerto Rico.
To będzie dopiero pierwszy przystanek podróży. Stamtąd wypływamy w tygodniowy rejs po południowych Karaibach. Odwiedzimy Wyspy Dziewicze (US), Barbados, Saint Lucie, Saint Kitts i Nevis oraz Antyle Holenderskie.
Trochę się obawiam 'turystyczności' tego wyjazdu, czego nie da się ukryć, ale jednym z głównych powodów była wiza.
W drugim roku bycia au pair, mój limit opuszczania Stanów ogranicza się tylko do trzech miejsc: Kanada, Meksyk, Karaiby, w przypadku pozostałych krajów, mogłabym mieć problemy z powrotem do USA.
Kanada odpada, bo nie mam najnowszego paszportu, więc potrzebowałabym wizę, ponadto jest tam obecnie jeszcze zimniej.
Meksyk nie nadaje się za bardzo na samotne podróże, jeśli nie zna się hiszpańskiego na poziomie umożliwiającym spokojne komunikowanie, no i miałam już okazję spędzić tam jeden dzień.
Rejs po Karaibach jest za to najtańszym sposobem na zwiedzenie kilku krajów w ciągu niecałych 7 dni i będzie miłą przerwą od zimowych temperatur. Myślę, że będzie fajnie i chyba warto chociaż raz w życiu wybrać się na rejs z prawdziwego zdarzenia.
Styczeń zapowiada się nieciekawie, bo poza pracą, wszystko będzie kręciło się wokół TOEFLa i szkół, ale początek lutego będzie miłym wynagrodzeniem za ten styczniowy trud;).

15 stycznia będę zdawać TOEFL- egzamin sprawdzający umiejętność rozumienia i posługiwania angielskim się w środowisku akademickim. Jest on najczęściej wymaganym egzaminem dla obcokrajowców ubiegających się o studia w krajach anglojęzycznych.
Postanowiłam aplikować na studia w Nowym Jorku oraz Wielkiej Brytanii, które miałabym rozpocząć po wakacjach.
Kierunki będą związane z fotografią i jedzeniem, mam już upatrzonych kilka uczelni i konkretnych kierunków, ale sama jeszcze do końca nie wiem co, gdzie i jak.
W tym miejscu od razu proszę o nie zadawanie mi szczegółowych pytań na temat studiowania w Stanach i UK. Moje pojęcie o wielu sprawach jest jeszcze średnie, zwłaszcza tych dotyczących bezpośrednio mojego przypadku.
Jeżeli kiedykolwiek coś z tego wyniknie, to napiszę więcej.
Kiedy już będę miała z głowy sprawę z aplikowaniem na studia (terminy mijają 15.01 i 1.02), pod koniec stycznia przylatuje do mnie mama i dwa dni później wsiadamy w samolot do Puerto Rico.
To będzie dopiero pierwszy przystanek podróży. Stamtąd wypływamy w tygodniowy rejs po południowych Karaibach. Odwiedzimy Wyspy Dziewicze (US), Barbados, Saint Lucie, Saint Kitts i Nevis oraz Antyle Holenderskie.
Trochę się obawiam 'turystyczności' tego wyjazdu, czego nie da się ukryć, ale jednym z głównych powodów była wiza.
W drugim roku bycia au pair, mój limit opuszczania Stanów ogranicza się tylko do trzech miejsc: Kanada, Meksyk, Karaiby, w przypadku pozostałych krajów, mogłabym mieć problemy z powrotem do USA.
Kanada odpada, bo nie mam najnowszego paszportu, więc potrzebowałabym wizę, ponadto jest tam obecnie jeszcze zimniej.
Meksyk nie nadaje się za bardzo na samotne podróże, jeśli nie zna się hiszpańskiego na poziomie umożliwiającym spokojne komunikowanie, no i miałam już okazję spędzić tam jeden dzień.
Rejs po Karaibach jest za to najtańszym sposobem na zwiedzenie kilku krajów w ciągu niecałych 7 dni i będzie miłą przerwą od zimowych temperatur. Myślę, że będzie fajnie i chyba warto chociaż raz w życiu wybrać się na rejs z prawdziwego zdarzenia.
Styczeń zapowiada się nieciekawie, bo poza pracą, wszystko będzie kręciło się wokół TOEFLa i szkół, ale początek lutego będzie miłym wynagrodzeniem za ten styczniowy trud;).
2 sty 2011
The City That Never Sleeps...fell asleep.
W drugi dzień świąt Nowy Jork przeżył pierwszy w tym roku atak zimy. Miasto zostało sparaliżowane na kilka następnych dni, o czym pewnie mieliście okazję usłyszeć i Wy.
W czasie, kiedy rozpadało się na poważnie, wracałam akurat do domu. Czekała mnie przesiadka na inną linię metra, ale miałam ze sobą analoga, więc postanowiłam pójść na piechotę. Chciałam upamiętnić mój pierwszy nowojorski śnieg i podziwiać piękno zmieniającego się w mgnieniu oka otoczenia.
To był niesamowity wieczór. Ludzie zniknęli z ulic, ubyło samochodów, a przez grubą warstwę śniegu na drogach, nie było ich nawet słychać. Wszędzie panowała cisza, zupełnie niepodobna do Manhattanu.
Pierwszy raz odkąd tu jestem Miasto usnęło...

Na dworze już się ściemniało, a ja idąc Lexington Ave miałam do przejścia 25 ulic.

Pierwszy śnieg celebruje się zazwyczaj bitwami na śnieżki, lepieniem bałwana itp. Wszyscy jednak wiemy, że ekscytacja śniegiem szybko mija;).



Świąteczne dekoracje dodawały jeszcze temu wszystkiemu uroku.







Po tym zdjęciu na kilka godzin zamarzł mi aparat;).
Po powrocie do domu byłam cała pokryta śniegiem, zmarznięta, ale mimo wszystko był to jeden z najbardziej udanych nowojorskich spacerów.
Update

Nie wiem czemu, ale zupełnie zapomniałam dodać do tego posta zdjęcia z przedpołudnia, które zrobiłam następnego dnia. Miasto miało szczęście, że taki śnieg nie pokrył Times Square w Sylwestra.


Wiał lodowaty wiatr, a te gołębie starały się przed nim osłonić.


A to już Midtown East, 51st St i Lexington Ave.
W czasie, kiedy rozpadało się na poważnie, wracałam akurat do domu. Czekała mnie przesiadka na inną linię metra, ale miałam ze sobą analoga, więc postanowiłam pójść na piechotę. Chciałam upamiętnić mój pierwszy nowojorski śnieg i podziwiać piękno zmieniającego się w mgnieniu oka otoczenia.
To był niesamowity wieczór. Ludzie zniknęli z ulic, ubyło samochodów, a przez grubą warstwę śniegu na drogach, nie było ich nawet słychać. Wszędzie panowała cisza, zupełnie niepodobna do Manhattanu.
Pierwszy raz odkąd tu jestem Miasto usnęło...
Na dworze już się ściemniało, a ja idąc Lexington Ave miałam do przejścia 25 ulic.
Pierwszy śnieg celebruje się zazwyczaj bitwami na śnieżki, lepieniem bałwana itp. Wszyscy jednak wiemy, że ekscytacja śniegiem szybko mija;).
Świąteczne dekoracje dodawały jeszcze temu wszystkiemu uroku.
Po tym zdjęciu na kilka godzin zamarzł mi aparat;).
Po powrocie do domu byłam cała pokryta śniegiem, zmarznięta, ale mimo wszystko był to jeden z najbardziej udanych nowojorskich spacerów.
Update
Nie wiem czemu, ale zupełnie zapomniałam dodać do tego posta zdjęcia z przedpołudnia, które zrobiłam następnego dnia. Miasto miało szczęście, że taki śnieg nie pokrył Times Square w Sylwestra.
Wiał lodowaty wiatr, a te gołębie starały się przed nim osłonić.
A to już Midtown East, 51st St i Lexington Ave.
Subskrybuj:
Posty (Atom)