8 maj 2011

Meatball night.

Piątkowy wieczór.


Wieczorem wsiadłyśmy w autobus i pojechałyśmy na Lower East Side.


Na stolik w restauracji, do której chciałyśmy pójść trzeba było czekać 2h, więc zostawiłam tylko swój numer telefonu i poszłyśmy coś przegryźć, zanim Bzu zemdlałaby z głodu.

Zotrzymałyśmy się w greckiej restauracji z fajnym wystrojem. Chciałyśmy przypomnieć sobie smak souvlaki ze wspólnej wyprawy do Grecji, chociaż wiedziałyśmy, że danie nie dorówna temu z Salonik.

Souvlaki było bardzo małe, ale do tego zamówiłyśmy też frytki z ziołami i fetą.

Później weszłyśmy do kilku okolicznych barów, na początek słynne Pianos.

Zostałyśmy tam na chwilę i poszłyśmy do The Living Room.

Posłuchałyśmy muzyki na żywo...

...chociaż większość czasu spędziłyśmy na kanapie, pijąc colę z rumem z naszych piersiówek;).

Po półtorej godzinie zadzwonili z restauracji, że mają dla nas wolny stolik.

Wiecznie oblegana The Meatball Shop. Miejsce specjalizuje się w klopsach, które po angielsku brzmią jakoś lepiej;).



Na menu zaznacza się markerem co się chce zamówić.

Sliders. Dwa mini burgery, z klopsami z wołowiny z sosem pomidorowym i wieprzowiną przyprawioną na ostro z serowym sosem.

Kasia wzięła kanapkę z wołowymi klopsami, seremi sosem pomidorowym + sałatka z rukoli.

Wgryzanie się w kanapkę z gracją.

Na deser zamówiłyśmy cookie sandwich, lody waniliowe sklejone z dwóch stron pysznym ciasteczkiem. Wszystko było bardzo dobre, ale napchałyśmy się i zamiast iść tańczyć, zrobiłyśmy sobie dłuższy spacer do metra, wróciłyśmy do domu i poszłyśmy spać.

5 maj 2011

Shoes from this week.


Baleriny Kenneth Cole, które kupiłam nie tyle dla ich urody, co dla wysokiej jakości za niską cenę. Skórzane, wygodne i z przodu nie są tak mocno wycięte, jak ostatnio widzę u większości modeli.
Pamiętam swoje pierwsze balerinki z Zary...były najlepszymi jakie kiedykolwiek miałam. Kupiłam je 5 lat temu, a od tamtego czasu nie widziałam nigdzie równie fajnych i już chyba nie zobaczę.

Gwiazdą wieczoru są jednak te buty, kupione wczoraj w Urban Outfitters. Szukałam ostatnio czegoś w stylu biker boots, no i się udało;). Fajnie, że są na obcasie bo od ponad roku, nie kupiłam żadnych na koturnie/obcasie. Podeszwa z przodu jest podwyższona, dzięki czemu co obcas jest niższy niż się wydaje i buty są wygodniejsze.
Postaram się niedługo pokazać je Wam w jakimś zestawie.

Nie są może idealne na nowojorskie lato, ale do tego czasu jeszcze je ponoszę, a później przechowam na jesień;).


Wczoraj wystawiłam też kilka rzeczy na Allegro.

4 maj 2011

Fluffy!

Bzu dotarła na cała i zdrowa, a na jej widok popłynęły mi łzy. Niedowierzała gdzie się znajduje, a na samą myśl, że to Nowy Jork od uśmiechu bolały ją policzki. Udzielił mi się jej entuzjazm i sama czułam się prawie tak, jakby to był to mój pierwszy dzień w Nowym Jorku!


Jet lag dał o sobie znać i chociaż poszłyśmy spać o 1, to Bzu obudziła się już o 4, a później z przerwami spała do 7. Jestem ciekawa po ilu dniach padnie z wykończenia heh.

Wspólnie zabrałyśmy dzieci do szkoły, a później pojechałyśmy na Lower East Side, żeby zjeść śniadanie w jednym z najlepszych możliwych miejsc w mieście.

Pomimo wtorkowego poranku, przed lokalem stała kolejka. W weekendy czeka się 1-2h, więc mogło być gorzej. Na szczęście od razu podano nam czas oczekiwania, także przeszłyśmy się po okolicy.

Weszłyśmy do żydowskiego sklepu, w którym nigdy wcześniej nie byłam. Wewnątrz unosił się przepiękny zapach chleba macy produkowanego na tyłach sklepu


Jestem pewna, że sposób wyrabiania macy w tym miejscu nie zmienił się od lat. Oby miejsce funkcjonowało jeszcze długo...


Sklep zdecydowanie bardziej przypominał wiejski spożywczy w Polsce, niż tutejszy. Naprawdę urocze miejsce.





Większość drzew już przekwitła, ale można jeszcze trafić na końcówki kolorowych...

Początkowo powiedziano nam, że na stolik będziemy czekać 20min, ale kiedy wróciłyśmy pod restaurację, musiałyśmy czekać jeszcze raz tyle.



W końcu...


Clinton St. Baking Company słynie ze świetnych pancakes. Kasia zamówiła jagodowe, a ja dla odmiany coś słonego i później wymieniałyśmy się talerzami.


Biorąc pod uwagę wszystkie dobre recenzje jakie wyczytałam, rozczarowało mnie trochę menu. Zamówiłam hiszpańską jajecznice z chorizo, warzywami, serem i hash brown, siekanymi ziemniakami. Było dobre, ale bez szału.

Uradowana Bzu przed talerzem swoich pierwszych amerykańskich pancakes. Sama robi je w domu bardzo często, ale aż tak puszyste jak te dzisiejsze do tej pory jej nie wyszły.
No i w smaku były genialne!


Ciepły syrop, zmieszany z roztopionym masłem. Mrrrr co za wspaniały pomysł...

Mina po pierwszym kęsie mówi chyba wszystko. Porcja była jednak za duża i pod koniec Bzu nie mogła już patrzeć na swój talerz.

Później musiałam wracać do pracy, a Bzu chodziła przez resztę dnia po Manhattanie.
Planowałyśmy wyjść gdzieś wieczorem, ale odezwał się jet lag i chyba dostałam odpowiedź na pytanie spod pierwszego zdjęcia.

2 maj 2011

Weekend shopping report.

Przez weekend kupiłam w Urban Outfitters dwie bluzy, koszulę i tenisówki, jak zwykle z działu przecen.

Poniedziałek zapowiada się wyjątkowo pozytywnie, bo wieczorem uścisnę po latach rozłąki moją bliźniaczą siostrę Kasieńkę ;).
Ostatni raz widziałam ją w Pradze, kiedy to rankiem wymknęłam się z hostelu na pociąg do domu. Dlaczego Praga? Był to koniec naszej wyprawy na Bałkany, na którą wybrałyśmy się przed moim wyjazdem do Stanów. Dla przypomnienia możecie zerknąć na posty z Grecji czy Macedonii.
Bzu zostanie tu prawie dwa tygodnie i już ubolewam, że przez pracę nie będę mogła spędzić z nią tyle czasu ile bym chciała, ale mimo wszystko w takim towarzystwie Nowy Jork będzie kilka razy fajniejszy!