19 sty 2012

Last hours of voting.

Update z godz. 12:
Właśnie zakończyło się głosowanie w konkursie Blog Roku i dzięki Wam znalazłam się w pierwszej 10tce!
Jeszcze wczoraj byłam na miejscu 17, a dzś wskoczyłam na czwarte, zajmując wyższą pozycję niż w zeszłym roku i zdobywając 292 głosy.
Piękna końcówka, wiedziałam, że mogę na Was liczyć! Dziękuję baaaardzo!
Za dwa tygodnie jury wybierze z każdej kategorii trzy blogi nominowane do Nagrody Głównej, a w połowie lutego poznamy zwycięzców.

Wczorajsze rozpakowywanie prezentu od jednej z czytelniczek;>.


 Kilka dni temu Ola, studentka UJ, w ramach zajęć dziennikarskich zadała mi kilka pytań związanych z blogiem. Może dla części z Was nie będzie to nic nowego, ale do czytelników bloga regularnie dołączają nowe osoby, wiec pomyślałam, że kogoś mogą zainteresować odpowiedzi na poniższe pytania.

1. Jak zaczęła się Twoja przygoda z podróżowaniem? 

 Będąc dzieckiem wyjeżdżałam z rodzicami na wakację zagranicę. To oni rozbudzili we mnie ciekawość świata, która stopniowo coraz bardziej się rozwijała.
Mając 16-17 lat odkryłam tanie linie lotnicze i zaskoczona niskimi cenami biletów po Europie, zaczęłam regularnie rezerwować bilety do nowych miejsc.
Szkoła i (przede wszystkim) trenowanie pływania ograniczało mój czas wolny do około 3 tygodni wakacji w całym roku, ale starałam się wykorzystywać krótsze przerwy, czasem weekendy. Pamiętam, że zamiast iść na własną studniówkę, pieniądze na bal i sukienkę wolałam przeznaczyć na wyjazd do Neapolu;).

2. Mieszkałaś w San Francisco i Nowym Jorku. Jak wspominasz tamten czas? Co Cię urzekło w Ameryce?

Do tej pory były to najlepsze dwa lata w moim życiu. Wyjeżdżając do Stanów miałam nadzieję na spędzenie roku w San Francisco, ale o Nowym Jorku wtedy jeszcze nawet nie marzyłam. Miałam ogromne szczęście, że udało mi się pomieszkać w dwóch tak fantastycznych miastach.
W USA najbardziej urzekło mnie Zachodnie Wybrzeże, powiedziałabym nawet, że samo San Francisco i okolice w których mieszkałam. Pacyfik mogłam dostrzec z ogrodu, a skaliste wybrzeże Kalifornii zachwycało każdego dnia.
Chociaż amerykańskie jedzenie wywołuje negatywne skojarzenia, to właśnie w Stanach spróbowałam najlepszych dań w swoim życiu. Kulinarna strona San Francisco i Nowego Jorku szczerze mnie zachwyciła i nie przyszłoby mi nawet do głowy, żeby żywić się w McDonald's.

3. Co czujesz gdy przybywasz do nieznanego jeszcze miejsca? Masz jakąś „strategię” na poznawanie nowego miasta, kraju? Na co przede wszystkim zwracasz uwagę?

Zawsze czuję ekscytację i radość z tego, co przede mną. Uwielbiam obserwować co się dzieje dookoła, przyglądać się ludziom, szczegółom. W pierwszych godzinach pobytu dostrzega się zazwyczaj najwięcej różnic w porównaniu tym, co znane było nam do tej pory. Początki są najbardziej inspirujące, bo człowiek do wszystkiego szybko się przyzwyczaja.
Na strategię poznawania państw/miast w moim przypadku duży wpływ ma miłość do jedzenia. Często podporządkowuję zwiedzanie pod kulinarne doznania. Ponadto nie szczególnie zależy mi na zaliczaniu atrakcji turystycznych. Przebywanie wśród tłumu turystów nie wpływa na mnie pozytywnie, wolę chodzić własnymi ścieżkami.

4. Jakie miejsce wywarło na Tobie największe wrażanie? A może jest takie, do którego na pewno nie wrócisz?

W trakcie żadnej podróży nie poczułam się tak szczęśliwa, jak podczas pierwszej wizyty w Nowym Jorku. Nie mogłam powstrzymać łez szczęścia. Żałuję, że nie mogę przeżyć tego raz jeszcze. Kolejne wizyty, to już nie to samo, chociaż NYC wciąż zalicza się do moich ulubionych miejsc na Ziemi.
Najgorsze wspomnienia z podróży do tej pory przywiozłam chyba z Sofii, stolicy Bułgarii i muszę przyznać, że nie spieszy mi się, żeby ponownie odwiedzić ten kraj;).

5.  Jesteś idealnym przykładem na to, że da się połączyć pracę, studiowanie z realizacja marzeń i do tego nie trzeba mieć fortuny. Jak Ty to robisz? Ile jesteś w stanie poświęcić dla osiągnięcia celu?

Nie mogę żyć bez podróży, dlatego jestem w stanie poświęcić wiele, żeby móc gdzieś pojechać. Nic ani nikt nie jest w stanie mnie powstrzymać, nawet miłość. Kiedyś się to pewnie zmieni, więc na razie korzystam z wolności i uroków młodości. Z drugiej strony już teraz wiem, że moje 30-letnie życie, nie będzie się wiele różniło od obecnego;).

6. Przed Tobą podróż do Azji. Jakie wiążesz z nią oczekiwania? Co jest kolejnym miejscem na Twojej mapie?

Będzie to moja pierwsza wizyta w Azji i strasznie się na nią cieszę, bo marzyłam o tym od dawna!
Nowy kontynent, kultura i jestem pewna, że dużo dobrego jedzenia. Ponadto ciekawie będzie zobaczyć za jednym razem tak bardzo różniące się od siebie azjatyckie kraje jak np. Singapur i Filipiny.

7. Bierzesz pod uwagę w swoich planach powrót na stałe do Polski? Czego najbardziej brakuje Ci zagranicą?

Nie przewiduję w najbliższych latach powrotu do Polski na stałe, ale nie wykluczam całkowicie takiej opcji w dalszej przyszłości. Wszystko zależy od tego, jak ułoży się moje życie.
Za granicą najbardziej brakuje mi rodziców, zwierząt i po prostu wszystkiego tego, co wiąże się z domem rodzinnym. Przy takich pytaniach ludzie wspominają zazwyczaj też o przyjaciołach i polskim jedzeniu, ale moi najlepsi znajomi rozsiani są po kraju/ Europie/ świecie, a polska kuchnia nie należy do moich ulubionych. Gdybym przy okazji każdego wyjazdu mogła spakować do walizki coś z Polski, to zdecydowanie byłby to mój dom...

18 sty 2012

Ciasto marchewkowe z kremowym serkiem.

 Dzięki urodzinom mojej koleżanki, wreszcie mogę dodać na bloga nowy przepis! Miał być tort urodzinowy, ale mój sprzęt kuchenny w akademiku jest bardzo ubogi i musiałam poszukać ciasta, do którego nie będę potrzebowała chociażby trzepaczki, bo już przekonałam się ubijanie piany z białek czy śmietany widelcem jest dość czasochłonne.


Składniki:

4 jajka
1 szklanka cukru
1 szklanka oleju
2 szklanki mąki
2-3 duże marchewki
1 pełna łyżeczka proszku do pieczenia
2 łyżeczki cynamonu

Masa z kremowego serka:
225g (1 duże lub 2 małe opakowania) serka Philadelphia (pełnotłusty, a nie 'light' czy 'fat free')
110g miękkiego masła
1/2- 1 szklanka cukru pudru


Przygotowanie:

Na tarce zetrzeć drobno marchewkę. Z oszczędności pracy i czasu użyłam większych 'oczek' tarki, ale mniejsze wiórki marchewki sprawdzą się jeszcze lepiej.

Utrzeć jajka z cukrem na puszystą masę. Powoli zacząć dolewać olej, ciągle mieszając.
Stopniowo dosypywać mąkę, aż powstanie gładka, gęsta masa.
Następnie wsypać proszek do pieczenia i cynamon. Dodać marchewkę i całość dokładnie wymieszać.
Tortownicę (klasyczną, o średnicy 21cm) wyłożyć papierem do pieczenia lub wysmarować tłuszczem i posypać bułką tartą. Przełożyć do niej całą masę i piec 25-35min w temperaturze 180'C.

W trakcie pieczenia, przygotować krem z serka Philadelphia.
Wystarczy połączyć wszystkie składniki do uzyskania gładkiej masy. Jeśli uznacie, że jest za mało słodka, dodajcie więcej cukru. Sama dodawałam go na oko, bo w przepis sugerował za dużo.
Ostudzone ciasto i posmarować kremem. Można też przekroić w poprzek, nałożyć nadzienie i przykryć drugą warstwą ciasta, chociaż wtedy nie zostanie go za dużo na wierzch, co zresztą widać na moim zdjęciu.
 

16 sty 2012

Liverpool Street.

Zazwyczaj nie mam nic do poniedziałków, ale ten jest wyjątkowo nieudany, a jego gorsza część ciągle przede mną. Kilkanaście godzin pisania raportu sprawi, że poniedziałek z wtorkiem zleją się w jeden, 48-godzinny parszywy dzień;).

W najbliższych dniach muszę zlożyć aplikację na Erasmusa (na przyszły rok) i zastanawiam się które hiszpańskie miasto wpisać jako jeden z celów. Do wyboru mam Barcelonę, Malagę, Sewillę i Madryt.
Chętnie przeczytam Wasze opinie, chociaż czuję, że większość obstawi Barcelonę;).

Zostawiam Was ze zdjęciem z Liverpool Street.
Tamtego dnia Londyn obudził się w strasznej mgle. Przyleciałam wtedy z Polski i chociaż było już popołudnie, mleczna aura wciąż się utrzymywała. Byłam zmęczona i miałam ze sobą dużo bagaży, ale dla tego popołudniowego światła musiałam wygrzebać z torby aparat...

13 sty 2012

Lomo Gay Pride March in NYC.

Miałam już nie zgłaszać  się w tym roku do konkursu Blog Roku, ale ostatecznie dołączyłam i to w ostatniej minucie przed zamknięciem listy.
Oczywiście nie mam szans na wygraną, bo ludzie robią ciekawsze rzeczy, mają bardziej oryginalne pomysły, lepiej piszą, a ten blog nie jest nawet typowym polskim blogiem podróżniczym...
Nie liczę więc na zbyt wiele, ale trafienie do pierwszej 10tki w zeszłym roku było bardzo miłe i jeśli pomożecie mi powtórzyć ten sukces, to z pewnością się ucieszę.
Zagłosować można wysyłając smsa o treści D00199 na numer 7122 (koszt sms- 1,23zł).
Głosowanie z jednego numeru na danego bloga możliwe jest tylko raz, a dochód ze sprzedaży smsów zostanie przekazany na turnusy rehabilitacyjne dla osób niepełnosprawnych.
Akcja wysyłania smsów potrwa do 19 stycznia, godz.12, ale przed zakończeniem jeszcze pewnie o tym przypomnę.

Dzisiaj dodaję niepublikowane wcześniej zdjęcia z nowojorskiego Marszu Równości- Gay Pride March, który odbył się pod koniec czerwca. Była to wyjątkowa parada, ze względu na zalegalizowanie kilka dni wcześniej małżeństw homoseksualnych w stanie Nowy Jork. Piąta Aleja była świadkiem totalnego szaleństwa, a ja uwieczniłam ją przy pomocy Holgi.

Dla przypomnienia, rok wcześniej uczestniczyłam w Paradzie Równości w Seattle. Było tam znacznie mniej ludzi, całe wydarzenie mogłam oglądać z pierwszego rzędu i może dlatego miałam wrażenie, że na Zachodnim Wybrzeżu było jeszcze bardziej hardcorowo;).