10 sty 2013

Tasman Glacier and the best child I've ever met.

Po podróży autostopem z Beatrice i jej córką Amalią, już do końca pobytu w Parku Mt. Cook trzymałyśmy się razem. Gotowałyśmy, jadłyśmy wspólnie posiłki i spędzałyśmy razem czas. Zanim zobaczycie więcej wspaniałych widoków z jakimi spotkałam się w Parku Narodowym Góry Cooka, chciałam napisać trochę o tych dwóch paniach, które poznałam zupełnie przypadkowo, stojąc przy drodze z papierowym znakiem "Queenstown".

Beatrice przyjechała na wakacje do Nowej Zelandii 10 lat temu. Po powrocie do Niemiec nie mogła zapomnieć o tym kraju, więc wkrótce potem się do niego przeprowadziła. Po pewnym czasie poznała swojego (teraz już ex) męża i 5 lat temu na świat przyszła Amalia. Z pozoru zwyczajna dziewczynka, po której nie spodziewałam się niczego innego niż to, co do tej pory widziałam u 5 latków. Siedziała sobie w foteliku na tylnim siedzeniu, śpiewała piosenki po niemiecku, rysowała księżniczki i po angielsku pytała, kiedy dojedziemy na miejsce. Dwa dni później miałam łzy w oczach żegnając się z nią. Dodam, że nie jestem szczególnie wrażliwa na punkcie dzieci, ale z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że Amalia była najwspanialszym dzieckiem, jakie kiedykolwiek poznałam. Radosna, cierpliwa, grzeczna, bezproblemowa. Poznałam wiele dzieci i praktycznie każde zachowywało się przy rodziach inaczej niż kiedy byłam z nim sam na sam, ale nie dotyczyło to Amalii. Chodziła z nami cały dzień po górach, nie marudziła, nie jęczała, nie płakała, a to naprawdę nie był krótki spacerek jak na 5 latkę. Spytałam Beatrice czy ona jest taka zawsze? W odpowiedzi usłyszałam, że tak. Aż trudno było w to uwierzyć... Przyjemnością było spędzać z nią czas, jakby była moją koleżanką, a nie 20 lat młodszą dziewczynką. Kolejnym zaskoczeniem było to, że mała praktycznie nie choruje. Do tej pory u lekarza była ze dwa razy, bo nic jej nigdy nie dolega. A chodzi do przedszkola i ma kontakt z kichającymi dziećmi;). Jej mama twierdzi, że to kwestia zdrowego stylu życia. Spędzają dużo czasu na dworze, nie karmi swojego dziecka słodyczami, jedzą proste dania, ale żywność dobrej jakości. Nowa Zelandia wbrew pozorom też pełna jest śmieciowego jedzenia. Wystarczy przejść się do sklepu po chleb, żeby zobaczyć półki z plastikowym chlebem tostowym, który doskonale znany jest również Brytyjczykom czy Amerykanom. Beatrice piecze więc chleb sama, jeździ po mleko do farmera i robi własny ser. Zdarza jej się polować, co jest bardzo popularnym zajęciem (choć raczej dla mężczyzn) w Nowej Zelandii. Nawet Amelia miała już okazję zobaczyć jak zabija się zwierzę dla pokarmu. Jedni skrytykują, że to straszne pokazywać dziecku takie rzeczy, ale z drugiej strony to zbliża do natury i uczy szacunku do tego co się je, do zwierząt, które oddają dla nas życie. Myślę, że gdyby mnie przyszło zabić jakieś zwierzę, nawet samodzielnie złowić rybę, zjadłabym ją z większym szacunkiem niż robię to teraz. W końcu mało kto jedząc puszkę tuńczyka zastanawia się nad tym w jaki sposób ryba została złowiona, albo czy ucierpiały przy tym inne gatunki. Odkąd obejrzałam jeden z odcinków BBC South Pacific, za każdym razem kiedy widzę tuńczyka przypominają mi się tamte sceny.
Odchodząc od ryb i wracając do tematu małej Amalii, będzie ona dla mnie jedną z ważniejszych postaci tej podróży. Była inspiracją i przywróciła mi wiarę w dzieci haha.
Od pierwszego dnia, kiedy jechałyśmy do Mt. Cook, Amalia powtórzyła kilka razy to samo zdanie, że jeśli spotykasz się z kimś po raz pierwszy, to dopiero przy drugim spotkaniu możesz powiedzieć, że jesteście znajomymi. Kiedy żegnałam się z nią, powiedziałam jej co o niej myślę i dodałam – I really hope to see you again... – Spojrzała mi w oczy i wiedziałam co za chwilę padnie z jej ust, więc resztę wypowiedziałyśmy już razem – and if I see you again, then we're friends.

Untitled Po niedzielnym śniadaniu zatrzymałyśmy się na moment przy informacji turystycznej, a później ruszyłyśmy zobaczyć punkt główny dnia, czyli jezioro i lodowiec Tasmana. Untitled
 Objechałyśmy pobliską górę dookoła i zaraz wyłoniły się kolejne powalające widoki.
Untitled
Wchodzą na górę za plecami miałyśmy taki widok.
Untitled
Mały Włóczykij.
Untitled

Untitled Beatrice widziała już lodowiec Tasmana kilka razy, za pierwszym razem w 2001 i była zaskoczona brakiem pływających kawałków lodowca na jeziorze. Dużo wrażeń musiało dostarczyć zobaczenie tego, co stało się tutaj dwa lata temu. A mianowicie, w 2011 w wyniku trzesięnia Ziemi (w oddalonym o 300km Christchurch), oderwało się od lodowca ok 30mln ton lodu. Zdjęcia możecie zobaczyć TU Untitled
Lodowiec Tasmana jest najdłuższym w Nowej Zelandii, rozciąga się na 29km, zaczynając od wysokości powyżej 3000m. 14, 500 lat temu lodowiec miał długość 85km i jak widać na zdjęciu zajmował znacznie większą powierzhchnię. Co ciekawe, do lat 1973 jezioro w ogóle istniało, ale z roku na rok lód topnieje coraz szybciej. Tutaj porównane są foty NASA z 1990 i 2007, widać na nich dużą różnicę. Jeśli chcecie zobaczyć ten lodowiec na własne oczy to pospieszcie się, bo wygląda na to, że w ciągu 20 lat zniknie całkowicie...
UntitledAmalia i Beatrice.
Lodowiec Tasmana nie jest dobrze widoczny na zdjęciach, bo przykryty jest piachem i skałami, ale "ściana" na jeziorze, którą widać w oddali, to właśnie on. 
Untitled  UntitledPóźniej zeszłyśmy do jeziora.
Untitled
Najpierw zatrzymałyśmy się nad mniejszym, gdzie Amalia mogła pobawić się błotkiem. 
Untitled Można zarezerwować sobie wycieczkę i podpłynąć pod lodowiec motorówką.
Untitled
Untitled
Untitled
No i znowu ta niezwykła strona Nowej Zelandii. Byłyśmy w miejscu, które wydawałoby się, że powinno roić się od turystów. Przesiedziałyśmy nad jeziorem z 45min i byłyśmy zupełnie same.
Untitled
Woda była lodowata, miała najwyżej kilka stopni.
Untitled
 W drodze powrotnej przyglądałyśmy się górze Aoraki. Każda chmura zahaczająca o jej czubek rozpływała się jak dym i przyjmowała najróżniejsze kształty.
Untitled
Untitled
 Po zejściu do pola kempingowego natrafiłyśmy na paradise ducks- kazarki rajskie, czyli gatunek kaczki typowy dla Nowej Zelandii. Zjadłyśmy lunch, chwilę odpoczęłyśmy, a później czekał nas jeszcze jeden spacer, do Kea Point z widokiem na lodowiec Muellera.
Untitled    Ogrom i kolory tego miejsca robiły duże wrażenie, ale z lodowca pozostało już niewiele. Untitled
Jezioro Muellera i morena boczna po której widać jak wysoki był kiedyś lodowiec. 
Untitled  Zawsze mi się wydaje, że zrobienie poprawnego zdjęcia to coś banalnego. A później daję do rąk aparat przypadkowej osobie i okazuje, że nie obcięcie nóg na rzecz 2/3 nieba na zdjęciu czy równy horyzont to jednak wyższa szkoła jazdy... Untitled

5 sty 2013

Aoraki/ Mt. Cook, New Zealand.

Mówią, że przez dwa na trzy dni Mt. Cook/Aoraki chowa się w chmurach. Po drodze rzeczywiście nie było widać najwyższego szczytu Nowej Zelandii, ale im bardziej się zbliżałyśmy, tym lepiej widoczny się stawał, aż w końcu chmury rozsunęły się całkowicie.
Droga do Parku Narodowego Góry Cooka była jedną z piękniejszych, jaką przejechałam. Zrobiłyśmy po drodze kilka przerw na zdjęcia, więc przejażdżka trochę się przedłużyła, ale przed zachodem słońca dotarłyśmy na miejsce. Zanim zameldowałyśmy się w hostelu, podjechałyśmy bliżej gór, żeby zrobić sobie krótki spacer jedną ze ścieżek. Aoraki schowana była w większości za inną górą, ale jej ośnieżony szczyt pięknie wyglądał w świetle zachodzącego słońca.
Zatrzymałyśmy się w Mt. Cook Village, wiosce będącej zapleczem turystycznym dla wyruszających w okoliczne góry. Hostel YHA nie różnił się za bardzo od innych tej sieci, ale każde wyjrzenie przez okno przypominało mi, w jakim niezwykłym miejscu jestem.

Untitled Jeden z popularniejszych pocztówkowych widoków Nowej Zelandii.Untitled
Untitled
Untitled
Płaski teren z którego nagle po dwóch stronach drogi wyrastają góry, pięknie!
UntitledGóra Cooka w całej okazałości.
Untitled
W pobliżu parkingu znajdowało się pole kempingowe. Beatrice powiedziała, że trafiłam na dobry moment z wizytą w Nowej Zelandii, bo kilka dni później parking byłby zapełniony samochodami campingowymi i wszędzie byłoby znacznie więcej turystów- Kiwi z reguły biorą urlopy w okresie 21.12- 6.01. Podobno posiadanie samochodu campingowego leży w obowiązku każdego mieszkańca NZ , tylko zazwyczaj stoją one przez cały rok w wynajętych garażach i średnio raz w roku wyjeżdżają nimi na drogi, żeby skorzystać z uroku kraju.
UntitledKilkunastominutowy spacer zakończył się wejściem na wzgórze, skąd rozchodził się widok na okolicę i szczyt Góry Cooka. Na końcu ścieżki znajdowało się coś w rodzaju pomnika poświęconego ofiarom okolicznych gór z tabliczkami upamiętniającymi.
Untitled
Untitled Budynki widoczne w oddali to Mt. Cook Village, w której nocowałyśmy.Untitled Untitled
Untitled
Untitled Zazwyczaj to jedzenie wywołuje we mnie większą ekscytację niż otoczenie w jakim je spożywam, ale tutaj było mi wszystko jedno. Śniadanie w postaci płatków z mlekiem z widokiem na ośnieżone szczyty były pełnią szczęścia! Untitled Przy okazji nie mogłam uwierzyć, że przy takim otoczeniu i pogodzie wszyscy jedzą wewnątrz, no ale przynajmniej miałam więcej miejsca i spokoju dla siebie;).

2 sty 2013

January- December 2012

Podsumowanie roku to tradycja bloga i chociaż przez bycie w podróży nie zdążyłam z dodaniem posta przed Nowym Rokiem, to noworoczna atmosfera nadal trwa.
W minionym roku wydarzyło się tyle niespodzianek jeśli chodzi o podróże, że mnie samej ciężko w to uwierzyć. Jak na ironię, w najgorszym finansowym okresie mojego życia, trafiły mi się najdalsze podróże i odwiedziłam pięć kontynentów. Zupełnie jakby los postanowił sprzyjać mi jeszcze bardziej i podsunął kilka wydarzeń, o których nawet nie marzyłam.
Najpierw była Południowo-Wschodnia Azja, która wydawało mi się, że będzie główną podróżą całego roku, ale potem posypała się reszta. W czerwcu dzięki Skodzie i agencji kalińscy.com wzięłam udział w eskluzywnym wyjeździe do Namibii. Trzy tygodnie później w internetowym konkursie wygrałam voucher na bilety lotnicze o wartości 7tys zł. W lipcu moja nowojorska host rodzina zaprosiła mnie do NYC. Nie tylko była to idealna okazja, żeby ponownie odwiedzić Nowy Jork i spędzić tam część wakacji, ale też przez miesiąc miałam pracę, dzięki której mogłam nacieszyć się znowu miastem, zarobić na wyjazd do Japonii i jeszcze wrócić z czymś do Europy. Po idealnych wakacjach wypadało wrócić na studia. Dwa miesiące nauki i ponurego życia w Birmingham, ale w głowie miałam wizję miesięcznej przerwy na lato w Australii, więc przetrwałam ten okres.
Gdybym w dwóch słowach miała określić jak kończę ten rok, zdaje się, że wyrażenie “goła i wesoła” pasowałoby idealnie. Goła, bo moje długi są tak duże, że wolę ich nie sumować, a wesoła, bo pieniądze przy tym, co dane mi było zobaczyć i doświadczyć w ciągu ostatnich tygodniach czy w ogóle całego roku nie mają większego znaczenia. Wygląda też na to, że pewna brytyjska instytucja zwodząca mnie od października, dokona w najbliższych dniach/tygodniach magicznego przelewu i nastanie koniec tych przeciągających się problemów.
 Ciesze się, że miniony rok był następnym dowodem na to, że jestem na dobrej ścieżce i udaje mi się realizować kolejne marzenia. Mam nadzieję, że 2013 będzie jeszcze lepszy pod tym względem.
Pierwsze miesiące zapowiadają się zresztą całkiem interesująco. Jeszcze w styczniu odbędę staż w Food and Travel Magazine w Londynie. W lutym czeka mnie specjalny “urodzinowy” wyjazd, a pod koniec marca, na czas Wielkanocy odbędę kolejną podróż związaną z wygranym voucherem. Poczekam jeszcze troche zanim napiszę co to będą za kierunki.

Styczeń

Ostatnie wspólne imprezy ze znajomymi z wymiany i pozytywny koniec pierwszego semestru studiów. Później miałam trzytygodniowe ferie w domu, ale niestety trafiłam na temperatury sięgające -20’C. W drodze powrotnej do UK odwiedziłam Berlin. Spotkałam się z koleżanką z Kalifornii, ale w takim mrozie nie sposób korzystać z uroków miasta.

Luty
Powrót do Birmingham oznaczał nowe otoczenie w akademiku. Żałowałam, że straciłam świetną ekipę, ale byłam też ciekawa nowej. Pod koniec miesiąca zgotowano mi urodzinowe przyjęcie-niespodziankę, co było baaardzo miłe!

Marzec


Razem z trójką znajomych wybraliśmy się na koncert Florence And The Machine, który był jednym z najlepszych na jakich byłam. Dwa tygodnie później była pierwsza podróż do Azji i wykombinowany lot z setką przesiadek zakończony na Filipinach. Świetnie wspominam ten kraj, najpierw czas spędzony w górach, później nad oceanem z grupą lokalnych surferów, a na koniec wizyta na tropikalnej wyspie.

Kwiecień

W Bangkoku odwiedziłam bliskiego mi kumpla, Champa, a także Gosię, która robi najlepsze mango sticky rice pokazała mi kilka fajnych miejsc w Bangkoku i zabrała na świetne jedzenie. Razem z nią i jej chłopakiem odwiedziliśmy później Malezję. 
Na koniec azjatyckiej podróży wybrałam się do Singapuru. To była piękna podróż i fantastyczna pod względem jedzenia.

Maj

 To był ostatni miesiąc zasuwania na uczelni i nie działo się za wiele. Ekipa Erasmusa z drugiego semestru nie przebiła pierwszej, ale zyskałam za to przyjaciela na długie lata, Marcina.

Czerwiec
 Miesiąc rozpoczął się od fantastycznego wyjazdu do Namibii. Po powrocie były skrajne emocje związane z oglądaniem EURO 2012, a dwa tygodnie później wielka radość z powodu wygranego biletu. No i wreszcie przyszedł czas wyprowadzki z akademika i praktyki w Londynie w Woman’s Weekly Magazine.

Lipiec

 Nowy Jork. Pięknie było znowu być w sercu tego wyjątkowego miasta, odwiedzać ulubione zakątki, jeść w ulubionych lokalach i cieszyć się gorącym nowojorskim latem.

Sierpień

Początek spędzony w Nowym Jorku, a później trzy dni w samolocie, autobusach, pociągach i na lotniskach, żeby dotrzeć do Tokio. Cała podróż do Japonii zaczęła się od spotkania z mama i Bzu w Rzymie. Dalej było już poznawanie specyficznego Tokio, jedzenie cudownego ramen, odwiedzenie innych miasta, nie obyło się też rzecz jasna bez zabawnych przygód.

Wrzesień

 Ostatnie trzy tygodnie wakacji w domu. Cieszyłam się resztką warzyw i owoców z ogrodu, a czas tradycyjnie minął za szybko i z niechęcią wracałam do UK...

Październik
 Przez przypadek zamieszkałam w UK cztery domy dalej od czytelniczki mojego bloga. Mogę wpadać do Sary w piżamie na herbatkę, filmy czy wspólne narzekanie na Birmingham i cieszę się, że mam ją blisko siebie! Jakoś nie miałam okazji jeszcze zrobić jej zdjęcia, ale jest tak ładna, że nie odmówiłam sobie kradzieży foty z jej foto bloga.

Listopad

Spędziłam 10 dni w Zielonej Górze i w tym czasie odwiedził mnie Marcin oraz Soe, mój kumpel z NYC. Do dzisiaj za każdym razem pisze mi w mailach, że tęskni za moimi rodzicami, domem i psami;).

Grudzień

 Trzy tygodnie w Australii i tydzień w Nowej Zelandii na idealne zakończenie roku. Niewiele zostało mi już z tej podróży i pewnie powrót złamie mi serce, ale ciągle mam wiele do opowiedzenia na blogu, przez co będę mogła wracać do niektórych momentów i cieszyć się nimi na nowo.


Dzięki, że byliście ze mną kolejny rok i z radością witam tych, którzy dołączyli do grona czytelników niedawno. Dziękuję też mojej rodzinie, przyjaciołom, a nawet nieznajomym napotkanym na drodze, którzy przyczynili się do moich podróży i niezwykłości 2012 roku.
Niech 2013 przyniesie wszystkim wiele pozytywnych przygód, a ja czuję, że ten rok wcale nie będzie gorszy od poprzedniego!