19 gru 2011

Vatican City.

W niedzielę wstałam dość wcześnie i tuż przed 9tą byłam już w Watykanie. Chciałam ominąć kolejki do bazyliki, chociaż one wcale nie są takim problemem jak może się wydawać. Wszystko jest dobrze zorganizowane i nawet jeśli kolejka ciągnie się przez cały Plac św. Piotra, to jest w ciągłym ruchu i czas oczekiwania wynosi przeciętnie z 15-30min.
Z rana rzeczywiście nie było tłumów, co ułatwiło zwiedzanie, ale w Watykanie pozostałam prawie do 13, a około południa plac św. Piotra był już w dużej części zapełniony oczekującymi na pozdrowienie od Papieża.
Nie wybrałam się do Muzeów Watykańskich bo były zamkniętę, ale w ostatnią niedzielę każdego miesiaca (poza Bożym Narodzeniem, czasami Wielkanocą i końcówką czerwca) można wejść bezpłatnie od 9 do 12:30.
Jeżeli odwiedzicie Watykan, to polecam wejście na kopułę bazyliki św. Piotra (5€ schody, 7€ winda). Rozpościera się stamtąd piękny widok na Rzym, duże wrażenie robi też wnętrze kościoła widziane z góry.

 Bazylikę postawiono w miejscu ukrzyżowania św. Piotra, uznawanego za pierwszego papieża. Jego grób znajduje się wewnątrz kościoła, pod ołtarzem głównym.
Gdyby nie Wybrzeże Kości Słoniowej, które 20 lat temu postanowiło wybudować większą świątynię, kilkuset letnia bazylika w Watykanie do dzisiaj byłaby największą na świecie.
 Gwardzista Szwajcarski na straży i wnętrze kościoła.
 Pieta watykańska. Rzeźba wykonana przez Michała Anioła przedstawia Maryję trzymającą w rękach zdjętego z krzyża Jezusa.

 Grób Jana Pawła II.
 Pod kopułą bazyliki.
 Na dole rozpoczynała się akurat msza dla dzieci, co można zauważyć po ich kolorowych ubraniach;). Dookoła roznosił się dźwięk organów, śpiew, poczułam nastrój świąt...Obserwowałam to wszystko chyba z pół godziny.
 Później czekała mnie jeszcze wspinaczka na sam szczyt. Momentami przejścia i schody były bardzo wąskie.
 Muzea Watykańskie.
 Ogrody papieskie.
Fasada z rzeźbami 11 apostołów (bez św. Piotra), która znajduje się nad wejściem do bazyliki..
Kopuła została zaprojektowana przez Michała Anioła.
Poczekałam do 12, żeby zobaczyć Benedykta XVI i wysłuchać Anioła Pańskiego. Jak zwykle nie zabrakło pozdrowienia w języku polskim.
Kiedy opuszczałam Watykan, zaczął padać deszcz. Spacerem doszłam do ogrodów Willi Borghese, skąd jeszcze raz spojrzałam na odległą bazylikę, na szczycie której dopiero co byłam...

17 gru 2011

Second attempt to capture Rome's spirit.


W piątek wyszliśmy z hostelu wcześnie z rana i zwiedzanie zaczęliśmy od pobliskiej Bazyliki Santa Maria Maggiore.

Później poszliśmy do Bazyliki San Giovanni Laterano.

Po raz kolejny przeszliśmy obok Colloseum, ale nocą podobało mi się bardziej niż w dzień.
Forum Romanum.
Zmęczoni ilością turystów przy drodze prowadzącej z Colloseum i Forum Romanum z radością skręciliśmy w końcu w jedną z wąskich uliczek. Znalezliśmy się na niewielkim placu, gdzie tylko starszy pan stał w fartuchu przed swoim sklepem, znudzony brakiem klientów zabijał czas obserwując ulicę.

Rzymskie kotki okazały się gigantyczne.

 Tort pokryty spaghetti w jednej z cukierni.
Restauracja Roscioli serwuje świetne włoskie jedzenie, niestety trochę za drogie na naszą kieszeń, więc poszliśmy do pobliskiej piekarni należącej do tego samych właścicieli.

Z daleka zobaczyłam większą grupkę ludzi stojących przed budynkiem i wiedziałam, że to musi być to miejsce.
Piekarnia Roscioli oferuje m.in chleb, słodkie wypieki (w tym popularne teraz przed świętami babki panettone), ale ludzie najchętniej przychodzą tu na pizzę na wynos.
Tarta z ricottą i czekoladą. Jadłam mniejszą na drugi dzień, pyszna!
Podłużne pizze krojone są na kawałki według życzenia klienta, składane na pół jak kanapki i zawijane w papier. Bardzo popularna przekąska, którą serwowuje wiele piekarni. Ceny podawane są w kilogramach, wahają się od 10-15euro. Kawałek, którym można się spokojnie najeść kosztuje ok 2-5.

Nie chcieliśmy jeść na stojąco, więc poszliśmy na schody pobliskiego kościoła, gdzie wcześniej widzieliśmy innych ludzi jedzących lunch.
Wojtek kupił przed moim przyjazdem salami, prosciutto, ser i dwa rodzaje oliwek. Zabraliśmy je ze sobą i zjedliśmy do pizzy.
Pizza była świetna, chrupiące ciasto, dobrej jakości sos pomidorowy i mozarella. Na drugi dzień przed wyjazdem Wojtka wróciliśmy po jeszcze jeden kawałek.
Kwiaciarnia na kółkach.
 Ten kościół był nietypowo wciśnięty między dwa budynki, tworzył fajny klimat uliczki.
 Przez Piazza Navona przeszliśmy z krzywymi minami. Na tym pięknym placu znajdował się kiczowaty jarmark, głównie skierowany do dzieci. Balony, maskotki do ustrzelenia i te sprawy. Już lepszym pomysłem byłoby postawienie tutaj jakiegoś gustownego jarmarku świątecznego, chociaż z tego co widziałam, to dla turystów była to atrakcja.
 Przed wyjazdem zapisałam sobie adresy trzech upatrzonych lodziarni. Razem z Wojtkiem poszliśmy do Della Palma i chyba jeszcze żadna lodziarnia nie zrobiła na mnie takiego wrażenia. Wielu uważa, że serwują tam najlepsze lody w mieście. Smaki ciągnęły się w nieskończoność i ciężko było podjąć decyzje co wybrać.
Mówi się, że Rzym jest stolicą najlepszych gelati na świecie i w Della Palma byłam w stanie w to uwierzyć.
 Ilość lodów czekoladowych rozłożyła mnie na łopatki.
Zdecydowaliśmy się na średni kubek (3,50) z trzema smakami. Wybrałam profiterolkowy, panna cotta i ostatni, którego nazwy nie pamiętam, ale zawierał kilka smaków m.in kasztanowy. Ledwo poradziliśmy sobie z rozmiarem, bo byliśmy najedzeni, ale chyba nie muszę pisać, że lody były pyszne?;)

15 gru 2011

Some Christmas gifts ideas.

 To nie będzie recenzja z prawdziwego zdarzenia, bo nie skończyłam jeszcze czytać tej książki;). Kupiłam ją będąc w listopadzie w Polsce, zapomniałam zabrać ze sobą do Anglii i dopiero Wojtek przywiózł mi ją do Rzymu w zeszłym tygodniu.
Zależało mi jednak, żeby napisać o niej przed świętami, bo może być świetnym prezentem gwiazdkowym i przede wszystkim zasługuje na większy rozgłos.
 Autorzy to Rafał Gawęda i Maciej Tyszecki, od 2008 w podróży, która chyba nie skończy się już nigdy... Prowadzą bloga neverendingtrip. Nowy wpisy nie pojawią się tak często, jak bym tego chciała, ale jestem w stanie im wybaczyć, ze względu na treść postów.
Cała przyoda zaczęła się od tego, że oboje zmęczeni tempem życia, poczuli ochotę na zmianę.  Mieli dobrą pracę, odnosili sukcesy, ale zaczęli się wypalać. Podjęcie decyzji o rzuceniu wszystkiego nie było łatwe, ale dzisiaj z pewnością tego nie żałują.
Bardzo możliwe, że słyszeliście już o podobnych historiach, bo tego rodzaju podróżowanie staje się coraz popularniejsze, backpersów można spotkać w wielu zakątkach świata, ale nie wszyscy mają to samo podejście do podróży,  niekoniecznie są wnikliwymi obserwatorami, fotografami i rzadko potrafią przelewać swoje myśli na papier tak jak robią to Rafał i Maciek.
Bardzo odpowiada mi poczucie humoru chłopaków, ich porównania momentami wywołują u mnie śmiech, a sporzesteżania podziw. Nie muszę poznawać ich osobiście, żeby wiedzieć, że to świetni i wartościowi ludzie.
Książka opisuje wyprawę przez Chiny, Laos, Malezję, Singapur, Brunei, Wietnam, Kambodżę, Tajlandię, Birmę, Filipiny, Japonię, Tajwan, Indonezję, Indie i Nepal. Dalsza część podróży, nieopisana (jeszcze) w książce, to dłuższy pobyt w Australii, ale czytałam ostatnio na Facebooku, że Maciek spędzi święta w Polsce, a na początku stycznia wybiera się do Meksyku.

Nie trzeba być zakochanym w Dalekim Wschodzie, żeby sięgnąć po "Magię Azji", spodoba się ona każdej ciekawej świata osobie.
Dostępna m.in w Empiku, księgarniach internetowych i na Allegro.
Do zakupy zachęcam Was tym bardziej, że warto sięgnąć po literaturę podróżniczą mniej znanych osobowości, gwiazd radia/ telewizji. Podziwiam Beatę Pawlikowską czy Martynę Wojciechowską, ale będąc ostatnio w Empiku zauważyłam, że dwie półki z zaledwie kilku więcej poświęconych tematyce podróżniczej, były pełne tych dwóch nazwisk. Sama czytałam ich książki, ale ostatnio chyba pojawiła się moda na wydawanie serii książeczek mieszczących się w kieszeni, zawierające niewiele treści, będące natomiast dobrym źródłem dochodów. Znane nazwisko i tak przyciągnie czytelników, a kolejna książka, to kolejny zysk.



Kolejne info- wystawiłam wczoraj na Allegro książkę kucharską Jamiego Olivera i obiektyw fish eye, Rokinon 8mm f/3.5 (wysyłka z PL). Książka jest nowa, a obiektywu użyłam go tylko kilka razy i wraz ze sprzedaniem poprzedniego apratu nie przyda mi się już do niczego, bo nie pasuje do obecnego.



I na koniec jeszcze jeden pomysł na prezent, wiążący sie przede wszystkim z akcją charytatywną, w której biorę udział. Na pewno kojarzycie program Pajacyk, zajmujący się dożywianiem dzieci w szkołach.
Firma Lemoniq przygotowała dla Polskiej Akcji Humanitarnej kolekcję biżuterii z dołączoną figurką Pajacyka. Każdy zakupiony produkt z Pajacykiem zasili konto akcji o 2,50zł, co jest równowartością ciepłego posiłku dla dziecka. Kolekcja bransoletek dostępna jest tutaj.



Zdjęcia zrobione przez Wojtka w Rzymie.