27 gru 2010

Back to New Orleans.

Wracamy do Nowego Orleanu.
Wiem, że relacja jest dość monotonna, same budynki i spróbowane na miejscu jedzenie, ale nie czułam, żeby poza wspomnianymi elementami miała dużo do fotografowania.
Nowy Orlean, poza turystycznymi punktami wydawał się być dość pusty. Nie wiem czy wpływ na to ma zmniejszenie prawie o połowę miejskiej populacji po huraganie Katrina, czy to po prostu jedna z cech przeciętnego, amerykańskiego miasta, ale przychylam się do drugiej opcji.
Nowy Orlean leży poniżej poziomu morza, w delcie rzeki Missisippi, otoczony podmokłymi terenami i jeziorem Pontchartrain (na którym znajduje się najdłuższy most świata- 38km) i właśnie dlatego miasto zostało tak zalane w czasie słynnego huraganu.
Co do Katriny, ja nie zauważyłam żadnych jej śladów. Minęło już pięć lat i miasto zdążyło odżyć po katastrofie, ale wiem, że do dzisiaj te najbardziej zniszczone okolice nie zostały ponownie otwarte dla tamtejszych mieszkańców.


French Quarter.

Rozbawił mnie widok dwóch domów ustawionych tak blisko siebie, że stykają się dachami.


W Nowym Orleanie znajduje się słynna szkoła dla dziewcząt, założona przez siostry Urszulanki w 1727, stąd nazwa ulicy.


Eat, wyszukałam wcześniej, żeby spróbować ich kreolskich dań. Niedawno pisałam o tak samo nazwanej restauracji na Brooklynie, jednak nie mają one oczywiście ze sobą nic wspólnego.


Wnętrze.


Spróbowałam smażonych zielonych pomidorów i boulettes nadziewanych langustą. Obie przystawki były bardzo smaczne, podanich do nich sos był świetny.

Rzeka Missisippi.

Na deser lód na patyku domowej roboty o smaku ananasa i kolendry. Orzeźwiający.



Parking w drodze do hostelu.

Ten dom wyglądał fantastycznie, choć zdjęcie tego nie ukazuje. Szkoda, że nie mogłam zrobić sfotografować go od przodu, ale stało tam duże drzewo.

Domy na Magazine St.




Piękna weranda.







Sprzedawane choinki otoczone były drzewami bananowca.



Chyba po raz pierwszy trafiłam w Stanach na takie skomplikowane skrzyżowanie. Nie było w nim nic nadzwyczajnego, ale tutaj bardzo ciężko trafić na drogę nie krzyżującą się tylko i wyłącznie pod kątem prostym.

26 gru 2010

Dyker Heights Christmas Lights.

Dyker Heights to dzielnica Brooklynu, co roku  kilka jej ulic w okresie świątecznym zamienia się w dekoracyjne szaleństwo, zresztą oceńcie sami.


Dzielnica jest w dużej części zamieszkiwana przez włoskich emigrantów.






Z ogrodu tego domu rozbrzmiewały świąteczne piosenki, a dzieci rozdawały na przywitanie candy canes.

Przed domem siedział Mikołaj, do którego rodzice z dziećmi ustawiali się w kolejce, żeby zrobić sobie z nim zdjęcie.


Dekoracje w ogrodzie od strony domu.

Dom obok pełen był postaci z Disney'a.






Ten dom był obłędnie udekorowany. Wejście prowadzące do domu.

A to wjazd do garażu.






Zastanawiacie się pewnie komu chciałoby się tak ozdabiać dom. Mogę się domyślać, że początkową ideą było ozdabianie przez domowników, ale efekt na pewno nie równał się obecnemu. Często w świątecznych amerykańskich komediach oglądamy ojców przystrajających dachy i spadających z nich, w łagodniejszych przypadkach z drabiny i tak by to pewnie wyglądało tutaj;). Obecnie mieszkańcy wynajmują firmy, które zapewniają dekoracje, montaż i posprzątanie po sobie, kiedy święta dobiegają końca.