18 wrz 2013

The Kings of Summer.

Zimą natrafiłam gdzieś na zwiastun tego filmu, czułam, że będzie to coś pozytywnego, a później zupełnie o nim zapomniałam. Aż do poniedziałku, kiedy w połowie doby spędzanej na Dolnym Śląsku, Marcin zaproponował obejrzenie "The Kings of Summer".
Konflikty z rodzicami, przyjaźnie, miłosne rozterki, pierwsze styczności z dorosłością. Temat nastolatków przerabiany jest w kinie naokrągło, tylko że najczęściej są to głupie komedie, które ostatni raz bawiły w czasach American Pie. "Królowie lata" to lekka fabuła, inteligentne dialogi, ironiczne poczucie humoru i interesujące postaci. Twardy, gburowaty ojciec Joe, tarzający się w suchych żartach rodzice Patricka czy mój ulubieniec, Biaggio. Gra aktorska tych kilkunastoletnich chłopaków robi wrażenie, ponadto filmowi towarzyszą piękne zdjęcia i dobra muzyka.
Lubię ambitne kino o świecie nastolatków. Jest w nich wolność, marzenia, przy okazji zawsze trochę naiwności, beztroski i poczucia, że można wszystko. I tak jest też w tym przypadku, nikt z nas nie uciekł z domu do samodzielnie wybudowanej w lesie chatki, ale każdy marzył o posiadaniu takiego miejsca. Towarzystwo najlepszych przyjaciół, niekończące się lato i pełna kontrola nad własnym życiem, najlepiej w domku na drzewie.
Film ma podobny klimat do "Juno", odrobinę skojarzył mi się również z "Moonrise Kingdom", zapewne przez motyw ucieczki i chęć przeżycia przygody z dala od ograniczeń opiekunów.





16 wrz 2013

|||||||||||||


Untitled
Przechodząc jednąc z bocznych uliczek w Mitte trafiliśmy na wciśnięty między budynek a płot, Give Box. Nie potrzebujesz czegoś, a niekoniecznie nadaje się do wyrzucenia? Zostawiasz w budce, a może przyda się komuś innemu. Untitled Monsieur Vuong należy do jednego z popularniejszych adresów kulinarnych w Mitte. Wygląd restauracji jest dość elegancki i nie sugeruje, że danie główne można zjeść tutaj za mniej niż 10euro. Składniki są świeże, porcje duże i chociaż w mieście nie brakuje dobrych i niedrogich wietnamskich restauracji, będąc w okolicy warto tutaj wpaść.Untitled Bzu zamówiła curry, ja sałatkę z wołowiną grillowaną w wodorostach, a Wojtek zupę z wonton.Untitled W drodze na Prenzlauer Berg.Untitled Untitled Bzu odkryła w swojej okolicy doskonałą lodziarnię Hokey Pokey. Kilka dni wcześniej opowiadała mi o czekoladowych Rocky Road z orzechami i marshmallow oraz o smaku Hokey Pokey z chrupiącymi plastrami miodu. Pojechaliśmy na Prenzlauer Berg i jak to zazwyczaj bywa w lodziarniach, ciężko zdecydować się na jeden smak. Ostatecznie wybrałam bananowe z masłem orzechowym, Bzu karmelowe z solą morską, a Wojtek mascarpone z owocami i Hokey Pokey. Mieliśmy małe zastrzeżenia co do niektórych smaków, ale było to bardziej na zasadzie szukania dziury w całym. W naszym rankingu wygrały karmelowe z solą morską- czy ten smak kiedykolwiek okazuje się słaby?Untitled Untitled Coś ciekawego działo się w górze? Untitled
Niewiele zrobiono nam wspólnych zdjęć, ale to jest bezapelacyjnie najładniejsze. Untitled Jula z Eat Drink & Die poleciła mi swoje ulubione miejsca, a na liście znalazło się m.in. stoisko z onigiri na platformie stacji Schönleinstraße linii U8. Mamy do tych ryżowych trójkącików sentyment, bo podczas zeszłorocznej podróży po Japonii z mamą i Bzu, onigiri było jedną z naszych podstawowych przekąsek- kosztowało niewiele (4-5zł) i można było się nim nasycić. Dzień wcześniej  trafiliśmy na stoisko z onigiri na Street Food Thursday, chociaż cenowo nie wyglądało to za dobrze (3.50). W Rice up było trochę lepiej (2.50) ale późnym popołudniem zostały już tylko dwa smaki do wyboru. Wojtek kupił sobie na drogę onigiri z kimchi.

14 wrz 2013

Street Food Thursday, Berlin.

Kolejny post z Berlina i znowu jedzenie w roli głównej. Strategia tego dnia wymagała lekkiego śniadania, bo wieczorem czekało nas obżartswo na Street Food Thursday. Markthalle Neun na Kreuzberg w każdy czwartkowy wieczór zapełnia się stoiskami z jedzeniem. Wszystko obraca się wokół kulinarnej pasji, do tego dochodzą dobrej jakości produkty, dania z różnych stron świata, czasem przeplatające się z inną kuchnią i nagle najtrudniejszą życiową decyzją staje się wybór tego, co by tu zjeść... 

Untitled Zanim dotarliśmy na miejsce, odwiedziliśmy dobrą i tanią wietnamską restaurację Miss Saigon przy Gorlitzer Bahnhof.  Untitled Wojtek zjadł świetną pho, a ja wybrałam niepozorną przystawkę, która okazała się przepyszna. Kleiste ryżowe ruloniki nadziewane owocami morza, podane z idealnie pasującym kwaskowatym sosem z ziołami. Untitled Na Street Food Thursday umówiliśmy się z Bzu, ale okazało się, że nie może ruszyć się z domu i nie wiedziała kiedy jej się uda. Opóźniliśmy plan, najpierw pospacerowaliśmy po Kreuzberg.Untitled
Untitled Jakoś nie zdziwiła mnie ta masa rozbitych butelek pod ławką. Miejsce aż prosi się o przesiedzenie tu ciepłej, letniej nocy z butelką wina.Untitled Gdybym urodziła się somochodem, byłabym starym vanem.UntitledMarkthalle Neun. W piątki i soboty w hali odbywa się targ z lokalnymi produktami.
Mr. Whippy, mogłeś trochę lepiej zaparkować.
Untitled
Warto przyjść wcześniej, żeby uniknąć tłumów, stania w długich kolejkach i najważniejsze- zdążyć przed skończeniem się zapasów jedzenia. Nam PRAWIE się udało. Było takie stoisko z idealnie wyglądającymi sernikami. Powtarzałam – później, na deser. – aż przyszła pora deseru, udałam się po kawałek i wszystko co zobaczyłam to SOLD OUT i podlicznie utargu. Ouch.
Untitled – No dobra, to od czego zaczynamy? – kilka rundek dookoła hali i padło na Azję.Untitled Wietnamska bun bao, różniąca się od tradycyjnej, bo nie nadziewana, a podawana jak kanapka. Bułka w stylu naszej na parze, a wewenątrz wieprzowina, kolendra, cebula, rzodkiew i marchew.
Untitled
W jednym z rogów stoi automat do fot, ale my byliśmy już po sesji w innej budce.
Untitled Bzu nadal nie było, a my stanęliśmy w najdłuższej kolejce po kanapkę z pulled pork. Sosy i warzywa były do wyboru, zamiast sałaty wybraliśmy sauerkraut na ciepło. Jeszcze nie zdarzyło mi się zjeść czegoś z pulled pork, co nie byłoby pyszne i tak było w tym przypadku. Wojtek też nie ukrywał zachwytu. Nie mógł zdecydować co zajęło pierwsze miejsce ze wszystkich dań zjedzonych w Berlinie, ale wybierałby między tą kanpką a ramenem.
Untitled
 Żeby dalej nie jeść bez Bzu, kupiliśmy piwo i poszliśmy do pobliskiego parku.
Untitled
Untitled
A potem przybyła Kasia i można było kontynuować jedzenie!Untitled Smutki dnia zatopiła w taiwańskiej kanapce, zresztą stojąc w kolejce po kanapkę z pulled pork.Untitled Untitled Opowiadałam Bzu o Kässpätzle zjedzonym na Bite Club, ten sam food truck ustawia się na SFT, także przynajmniej tą jedną porcję należało pochłonąć.Untitled Untitled Nie zdążyliśmy załapać się na sernik, sprzed nosa sprzątnięto nam ostatni kawałek tarty z musem malinowym, ale uratowały nas tajskie słodkości z mąki z ryżu kleistego z karmelem i tartym kokosem.Untitled Najedzeni i szczęśliwi poszliśmy na spacer aż doszliśmy do gigantycznej ławki z piątego zdjęcia i tam się ułożyliśmy.UntitledFajerwerki na podsumowanie dnia!