13 gru 2012

Filling up my belly with goodness in Rome.

Przez 23 lata jakoś nie po drodze było mi do Rzymu, ale odkąd wybrałam się tam w grudniu 2011, to już moja trzecia wizyta od roku. Dwie ostatnie wiązały się z wylotem do Japonii i Australii, ale to zawsze dobry pretekst, żeby zajrzeć do miasta, przypomnieć sobie jakie jest piękne i zjeść coś pysznego.
Zdjęcia do tego posta przerabiałam w drodze z Sznaghaju do Sydney, wielokrotnie przysypiając co kilka zdjęć. Tekst piszę z kolei spędzając noc na lotnisku w Christchurch, NZ. Jestem już półprzytomna, ale mam nadzieję, że poskładałam zdania w miarę poprawnie;).
Dobra wiadomość jest taka, że kolejny post będzie już początkiem foto-relacji z Australii lub Nowej Zelandii!


Tym razem wybrałam hostel znajdujący się tuż przy Watykanie. Późnym wieczorem wybrałam się na spacer na Plac Św. Piotra.
Papież chyba jeszcze nie spał.
Wygłodzona po całym dniu ucieszyłam się, kiedy znalazłam dobrze oceniany lokal z kanapkami tuż przy moim hostelu. Chociaż ulice świeciły pustkami, w kanapkarni panował ścisk. Widać, że jest to popularne miejsce w porach lunchu i ludzie lubią tam wpadac na nocne przekąski.
 Zamówiłam Barberini z mozzarellą, pastą z karczochów, szynką, sałatą i pomidorem. Pieczywo było świeże, chrupiące i ciepłe, a sama kanapka duża i smaczna.

 W dzień wylotu wstałam na tyle wcześnie, żeby zdążyć odwiedzić przed wyjazdem kilka miejsc. Poranek był zimny i deszczowy, ale w ciągu dnia pogoda poprawiła się.


Żeby nie marnować miejsca w żołądku, zamierzałam zacząć dzień od upatrzonej pizzy al taglio, ale kiedy tam dotarłam, okazało się, że pozostało 30min do otwarcia. Przeszłam się więc po okolicy i weszłam do jednego z barów na bardziej tradycyjne włoskie śniadanie- cappuccino i słodkie pieczywo nadziewane serem ze skórką pomarańczową. Z lotniskowej kawiarni doszły mnie właśnie odgłosy parzenia kawy...och, napiłabym się teraz tego włoskiego cappuccino...

 Później ruszyłam do Pizzarium, lokalu który miałam na liście "do zaliczenia" już w zeszłym roku, ale jakoś nie było mi po drodze. Niedawno obejrzałam odcinek The Layover (drugie show Anthony'ego Bourdain) z Rzymu i przez to, że Tony wybrał się do Pizzarium, miałam podwójną motywację, żeby w końcu tam zjeść.

Menu zmienia się każdego dnia, zazwyczaj obejmuje około 7-9 różnych rodzajów pizzy rustica/al taglio, czyli serwowanej w kawałkach, sprzedawanej na wagę.
Jedną z popisowych pizz tego miejsca i najbardziej nietypową kombinacją smaków jest pizza z ziemniakami. Brzmi może nieciekawie, ale zdziwilibyście się jaka jest smaczna!
Miałam pecha, że byłam pierwszą klientką tego dnia, więc rozpoczynałam każdą pizzę, chociaż wiadomo, że najlepszy jest środek. Na spróbowanie wybrałam pizzę z karczochami i świeżymi ziołami, ziemniaczaną i pizzę z mieszanką z brokułów, parmezanu i ziemniaków. Wszystkie były świetne, zamówiłam jeszcze dwie inne na wynos, które zaspokoiły mój głód kilkanaście godzin później podczas przesiadki w Chinach;). Jedna była z pomidorami, świeżym czosnkiem i pietruszką, a druga z fenkułem i ricottą. Mam mieszane uczucia co do fenkułu, ale byłam zaskoczona jak pyszna była ta pizza! Pizzarium sprostało moim oczekiwaniom i adres z pewnością trafi do subiektywnego przewodnika.

Przedpołudniem spacerowałam przede wszystkim po dzielnicy Prati.
Kolejnym celem było odwiedzenie włoskich delikatesów, Franchi, które od wielu lat cieszą się popularnością wśród Rzymian. W sklepie można znaleźć mnóstwo wędlin, serów i najróżniejsze produkty pochodzące chyba ze wszystkich części Włoch.
Kupiłam krojona bresaolę, salami i parmezan, żeby zabrać coś włoskiego dla Magdy, która gościła (i jeszcze będzie gościć) mnie w Sydney. Zapakowane próżniowo produkty, idealnie nadawały się do przetransportowania.
Część sklepu to tavola calda, bar z gotowymi daniami, w których nie brakuje oldschoolowych dań ozdobionych plasterkiem sałaty, rzodkiewką i wywiniętą cytrynką, albo dań jak np. instalata russa, znana nam jako sałatka jarzynowa.


Tak jak w wielu innych sklepach, opłaty nie dokonuje się bezpośrednio u sprzedawcy, tylko płaci w kasie i wraca z paragonem po odbiór zakupów.

Idąc do Trastevere przeszłam znowu obok Watykanu.
W Trastevere zamierzałam znaleźć wzgórze, z którego rozpościera się widok na miasto.

  Znalazłam ładnie położony park, w którym zastałam ciszę i spokój, ale widok na Rzym był w większości przysłonięty drzewami, więc to chyba nie było miejsce, którego szukałam.
 Na sam koniec przed podróżą na lotnisko wyskoczyłam na lody do Gelateria dei Gracchi, o których słyszałam wiele dobrego. Spróbowałam kasztanowych, gruszkowych, z orzechami pinii i chociaż były dobre, to nie były najlepszymi gelato jakie jadłam w Rzymie.

8 gru 2012

Bagaż i pakowanie się.

W poście z pytaniami pojawiło się kilka komentarzy na temat pakowania i z powodu jutrzejszego wyjazdu postanowiłam zrobić na ten temat posta. Nie będzie to żaden super poradnik, ale kilka moich sposobów. Niektórzy dostają białej gorączki na samo hasło pakowania, a ja tak naprawdę mam większy problem z rozpakowywaniem. Po podróży bagaże potrafią czekać tygodniami, a nawet miesiącami zanim zostaną całkowicie rozpakowane, a walizka odłożona na miejsce;).
W związku z moim stylem życia i ciągłymi przeprowadzkami, z roku na rok staram się coraz bardziej zmniejszać swój dobytek. Wielokrotnie przekonywałam się jakim utrapieniem jest pakowanie całego życia w walizki. Na dobrą sprawę każdą nowo kupioną rzecz postrzegam jako coś, co prędzej czy później będę musiała przetransportować, dlatego nie zaprzyjaźniam się z tym, co duże i ciężkie, przedmiotów niepraktycznych też nie przyjmuję raczej z otwartymi ramionami. Odkąd zamieszkałam w Birmingham nie mam z tym większych problemów, bo nie chodzę na zakupy. W Stanach jeszcze pozwalałam sobie czasem na jakieś elementy dekoracyjne, książki, ale teraz te przedmioty i tak stoją w kartonie/ na półkach w moim pokoju w Polsce, więc nie mam do nich dostępu i jest tak, jakbym ich nie posiadała;).

Pewnie kilka lat temu o pakowaniu na podobny wyjazd jak ten do Australii myślałabym dużo wcześniej i podeszła do sprawy znacznie poważniej. Teraz nie robi to już na mnie większego wrażenia. Cały tydzień byłam przede wszystkim skupiona na ostatniej pracy zaliczeniowej i dopiero kiedy oddałam ją w piątek zrobiłam sobie listę rzeczy, które potrzebuje, pojechałam dzisiaj do miasta i je kupiłam. Przemyślałam co zabiorę w podróż i popołudniu wyłożyłam rzeczy na łóżko, żeby zrobić zdjęcie. Brakuje na nim np. ładowarek, stroju kąpielowego, ręcznika, ale to, co tu widać jest zdecydowaną większością tego, co zabieram w nadchodzącą miesięczną podróż.


-  6-7 t-shirtów
- 1 para spodni (drugą będę mieć na sobie)
- 2 pary szortów
- 1 sukienka
- 1 kardigan (bluzę będę mieć na sobie)
- piżama
- bielizna
- japonki
- kosmetyki
- ręczniki (1 mały i 1 duży)
- laptop
- aparat
- śpiwór (zabieram ze sobą po raz pierwszy, ze względu na festiwal muzyczny)

To, czy biorę ze sobą plecak czy walizkę zależy od charakteru wyjazdu. Po Europie podróżuję z bagażem podręcznym, bo nigdy nie wyjeżdżałam na tygodnie-miesiące. Kiedy jadę gdzieś dalej i wiem, że będę się dużo przemieszczać to wybieram plecak. Zdarza się jednak, że jadąc do kraju, w którym nie brakuje równych chodników, schodów ruchomych i wysokich temperatur, wybieram walizkę. Tak zrobiłam np. w Japonii, zwłaszcza że bagaż dzieliłam z mamą. Wolałam ciągać za sobą walizkę niż obciążać plecy i pocić się dwa razy więcej;).

 
 Ten plecak kupiłam przed wiosennym wyjazdem do Azji. Na 3-tygodniową podróż spakowałam się w 10-12kg. W walizce wydawałoby się to niewiele, na plecach odczuwa się każdy kilogram.


Kosmetyki:
Jeżeli wyjeżdżam na krótko, z bagażem podręcznym to uważam, żeby opakowania kosmetyków nie przekroczyły 100ml (przez ograniczenia płynów w samolotach). W przypadku dłuższego wyjazdu nie zależy mi tak bardzo na miejscu, jak wadze, więc jeżeli mam np. standardowe opakowanie odżywki, w której została 1/3 kosmetyku, zabieram ją. Większość kosmetyków w Anglii kupuję za funta, te miniaturowe kosztują tyle samo więc zazwyczaj szkoda mi na nie pieniędzy. Niektórzy korzystają z zestawów podróżnych pojemników, ja raczej uzupełniam te, które już mam. Szampon i odżywka 2w1 pomaga zaoszczędzić miejsce, ale na dłuższą metę nie mogłabym rozczesać włosów, więc wolę dwa osobne kosmetyki. Staram się natomiast nie wozić balsamów, tylko krem typu Nivea Soft, który w podróży stosuję jako krem do twarzy i ciała. Dezodorant najlepiej brać zawsze w sztywnie lub kulce, jest mniejszy i nie trzeba się obawiać, że eksploduje w samolocie;).



Ubrania:
Chyba najczęściej popełnianym błędem przy pakowaniu jest zabieranie zbyt dużej ilości ciuchów. Wiadomo, że najłatwiej spakować się wybierając się gdzieś, gdzie zarówno dni jak i noce są ciepłe. Wtedy nawet na miesięczny wyjazd można zmieścić się w 10kg. Ja zabieram ze sobą zawsze najwięcej t-shirtów, bo najszybciej się brudzą. W tych samych spodniach można chodzić tygodniami. Dość dużo miejsca zajmuja ręczniki, więc jeżeli podróż nie obejmuje plażowania, wystarczy niewielki, no chyba, że ktoś mierzy 2 metry i ma dwa więcej ciała do wysuszenia niż ja;).

Długa podróż:
Nigdy nie spędziłam w podróży kilku miesięcy, ale według mnie nie ma różnicy w pakowaniu się na wyjazd miesięczny czy roczny. Zasada jest jedna- im mniej zabierzesz, tym lepiej, bo lżej. Ubrania i tak trzeba prać. Sprawę komplikuje podróżowanie po różnych strefach klimatycznych, ale jaka by to nie była podróż, najlepiej spakować się do niezbędnego minimum.

Bagaż podręczny:
Wszystko co najcenniejsze najlepiej mieć zawsze przy sobie. Tylko raz zdarzyło mi się zapakować aparat do bagażu głównego i akurat wtedy mogło to się skończyć bardzo źle. Nie w każdym miejscu na świecie na lotniskach pracują uczciwi ludzie, przekonałam się o tym w RPA, przy przesiadce w drodze do Namibii, kiedy jednej osobie ukradziono z bagażu aparat. Z kolei przy locie powrotnym praktycznie wszysztkim przetrzepano walizki, a z niektórych powyciągano ubrania z cenniejszymi metkami.

Kilku punktów odnośnie bagażu podręcznego:
- Chociaż nie można przewozić płynów powyżej 100ml, zazwyczaj wożę ze sobą małą, pustą plastikową butelkę, żeby później napełnić ją woda
- Plastikowy pojemnik na jedzenie- jeżeli wiem, że będę przewozić coś, co chciałabym, żeby zachowało swój kształt zabieram lekkie plastikowe pudełko, którego w razie czego nie będzie mi szkoda wyrzucić
- Torba ekologiczna praktycznie nie zajmuje miejsca w walizce, a może posłużyć za torebkę
- Walizki z materiału mają przewagę nad plastikowymi pod względem zewnętrznych kieszeni, do których można wsadzić np. książki/gazety
- Gumki recepturki przydają się np. do otwartych opakowań z jedzeniem
- Jeżeli boisz się, że bagaż przekroczy limit wagowy, upewnij się, że Twoje ubranie ma kieszenie, zawsze można schować do nich coś małego i ciężkiego

Słyszałam, że od października Wizzair wprowadził nowe wymiary bagażu podręcznego. Ja leciałam z nimi tylko dwa razy. Do tej pory, na trasach na których latałam cenowo wygrywał zawsze Ryanair. Nie wiem jak będzie teraz, kiedy karta Prepaid przestała zwalniać z opłat transakcyjnych, ale podejrzewam, że niewiele się zmieni. A skoro musiałabym dopłacać w Wizzair za bagaż podręczny, to pewnie nadal pozostanę przy Ryanairze.


Bagaż podręczny/ walizka, z którą najczęściej podróżuję. Mieści się dokładnie w dozwolonych wymiarach (poza nowymi przepisami Wizzair). Jest pojemna, kieszenie są dużym plusem, można ją też powiększyć rozpinając dodatkowy zamek.

4 gru 2012

Winter internship.

Tegoroczny program moich studiów zamiast letniego stażu obejmuje zimowy. W czerwcu spędziłam dwa tygodnie w redakcji Woman's Weekly w Londynie (relacją), a tym razem przyjęto mnie do Food and Travel Magazine! Jak nietrudno domyślić się po nazwie, miesięcznik opiera się o jedzenie, podróże, a do tego zawiera świetne fotografie. Obok Jamie Magazine, to moje ulubione brytyjskie czasopismo.
Już w zeszłym roku chciałam odbyć tam staż, ale kiedy moja koordynatorka praktyk skontaktowała się z redakcją, okazało się, że mieli już innego stażystę. W tym semestrze chciałam spróbować po raz kolejny, ale nie robiłam sobie większych nadziei, miałam zamiar napisać do kilku miejsc w Warszawie i nastawiałam się, że prędzej wypali coś w Polsce... A tu miła niespodzianka! Redakcja zaproponowała mi cały miesiąc, żebym od początku do końca zobaczyła tworzenie numeru, ale mam egzamin, więc spędze tam tyle czasu, ile zaplanowane zostało w programie studiów- trzy tygodnie.
Nie wiem jeszcze jak będą wyglądały moje obowiązki, ale pewnie inaczej od tych w Woman's Weekly, bo wątpie, że redakcja posiada kuchnię. W każdym razie jakie by nie były, wierzę, że będzie to ciekawe i cenne doświadczenie.


Dzisiaj zdałam sobie również sprawę z tego, że najgorszy okres na uczelni mam już za sobą, bo 10 tygodni zajęć z zaledwie tygodniową przerwą w trakcie, zdarza się u mnie tylko jesienią. Teraz do wakacji powinno już pójść z górki!
Dla mnie to praktycznie koniec zajęć w tym semestrze. Z Australii wracam 8 stycznia, przede mną będą tylko dwa dni zajęć, jeden egzamin, a później na okres 21.01-8.02 przenoszę się do Londynu na praktyki. Drugi semestr zacznie się w połowie lutego, a ja na sam koniec miesiąca wyjeżdżam, na krótko, ale dość daleko (jeszcze o tym napiszę!). A później w trzecim tygodniu marca zaczynamy 3-tygodniową przerwę wielkanocna i znowu wyjadę na prawie cały ten okres. To będzie podróż związana z resztą z wygranego biletu.
Kiedy wrócę, dni będą już dłuższe, a do wakacji pozostanie zaledwie sześć tygodni zajęć. No i o to chodzi w tym mieszkaniu w Birmingham, żeby jak najczęściej się stąd urywać;).
Echhh, wszystko na tą chwilę byłoby idealnie, gdyby nie wyskoczył dziś problem, który będzie za wszelką cenę chciał popsuć mi nadchodzącą podróż. Całkiem w moim stylu byłoby rozpaczać z tego powodu przez kolejnych kilka dni, ale wtedy oznaczałoby to, że ta rzecz jest bardzo ważna, o czym zresztą przekonana jest większość świata, a wcale nie jest. No i z tego powodu sprawę postanawiam olać i przyjmuję postawę "będzie dobrze!"

2 gru 2012

Falls Festival music inspirations.

Równo za tydzień początek podróży, wreszcie!
Wspominałam, że końcówkę tego miesiąca spędzę na Tasmanii, a Nowy Rok przywitam na Falls Music & Art Festival i związku z tym dzisiaj post skupiony na muzyce. Nie znałam większości zespołów jakie zagrają na festiwalu, ale przesłuchałam trochę kawałków i pomyślałam, że podzielę się kilkoma na blogu. Jeżeli ktoś lubi klimat indie, lekkie granie, to bardzo możliwe, że coś trafi w jego gust.


Boy & Bear- Feeding Line 


Angus i Julia Stone- For You
Zapewne kojarzycie kawałek Big Jet Plane, dlatego wrzucam inny utwór.


Best Coast- Boyfriend 
Best Coast chciałam od dawna zobaczyć na żywo. Nie udało mi się to latem w Nowym Jorku, więc teraz będę mieć jeszcze lepszą okazję.


Best Coast- Our Deal 
Dawno temu wrzucałam ten kawałek na Facebooka, klip wyreżyserowała Drew Barrymore.


First Aid Kit- The Lion's Roar 


Beach House- Zebra


The Jungle Giants- Mr Polite 


Django Django- Default 


Lisa Mitchel- Love Letter