23 lip 2012

Outdoor movie in Brooklyn Bridge Park.

Po niemalże tygodniu spędzonym u Soe przeniosłam się z Midtown na Upper East Side, prawie jak za starych czasów, kiedy przeprowadzałam się z host rodziną z okolic Hell's Kitchen do nowego mieszkania.
Już od wejścia do budynku czekało mnie ciepłe przywitanie od portiera, okazało się, że pracownicy budynku są w większości ci sami. Host tatusiowie nie postarzali się, nawet dzieci nie urosły i nie zmieniły się za dużo. Dom też wygląda tak, jak go zapamiętałam, tylko mój pokój należy teraz do Dereka, więc aktualnie otaczają mnie zabawki. 
 Jedząc z host rodziną kolację na moim ulubionym dachu, nadrobiliśmy rozmową roczne zaległości. W skrócie opowiedziałam o najważniejszych wydarzeniach minionego roku, dowiedziałam się co słychać u całej rodziny. W końcu przez okres, który spędziłam z host rodziną poznałam wszystkie ciotki, wujków, kuzynów itd. Nawet dziadek zapowiedział, że koniecznie przyjedzie zobaczyć Ulę. Miło.
Z drugiej strony śmiesznie jest też pojawić się w domu, który nie jest mój, a znać wszystkie jego zasady i wiedzieć co się znajduje w każdym zakątku. Otwieram lodówkę i widzę te same produkty, które znajdowały się tam w dzień mojego wyjazdu. Te same napoje, jogurty, w szafce te same płatki śniadaniowe i ciasteczka. Wiem, że jak otworzę zamrażalnik, to zobaczę Ben & Jerry's Cherry Garcia, heh.
Pamiętam jak obudziłam się tutaj ostatniego dnia, w pośpiechu na kilka godzin przed wylotem dopychałam walizkę, a z braku czasu i miejsca w bagażu wyrzucałam wszystko co wpadło mi w rękę. Szykowałam się na powrót do Europy, po dwóch latach nieobecności w domu. Teraz siedzę na tym samym łóżku, w TV lecą ulubione programy, zza okna dochodzą odgłosy Drugiej Alei i chociaż nie mieszkam już tu od roku, nadal czuję przywiązanie do tego miejsca. 

Zdjęcia dotyczą za to czwartkowego wieczoru, kiedy to popołudniu pojechaliśmy z Soe na Brooklyn, do Dumbo, żeby razem z jego znajomymi obejrzeć na świeżym powietrzu film "Slumdog Millionaire".

Soe był zachwycony okolicą Manhattan i Brooklyn Bridge, bo jakimś cudem nigdy wcześniej tam nie dotarł.

Pierwszym pomysłem było zjedzenie pizzy w słynnej pizzerii Grimaldi's ale Soe nigdy wcześniej nie był w Dumbo i nie wiedział jak wygląda kolejka do tej restauracji. Za każdym razem kiedy tamtędy przechodzę przed pizzerią stoi kilkadziesiąt osób, więc wiedziałam, że nic z tego nie wyjdzie.
Chociaż pizza z Grimaldi's została uznana przez Zagat Survey za najlepszą w NYC i zalicza się do najpopularniejszych w kraju, mam obawy, że jest przereklamowana. To znaczy nie wątpię, że jest pyszna, ale czy rzeczywiście warta stania w takiej kolejce? Jadłam kiedyś pizzę z innej popularnej nowojorskiej pizzerii, zresztą najstarszej w Stanach i odniosłam wrażenie, że nie jest warta szumu, a popularność przynosi jej przede wszystkim historia i wzmianka w każdym nowojorskim przewodniku. Turyści będąc w Nowym Jorku stawiają sobie za cel spróbowania najlepszej nowojorskiej pizzy, nowojorczycy chcą przekonać się, czy rzeczywiście jest tak dobra i w ten sposób każdego dnia znajduje się grupka ludzi gotowa stać przed Grimldi's godzinę lub nawet dwie.

Mieliśmy trochę czasu do rozpoczęcia filmu, więc udaliśmy się na mały spacer.
Uzbrojeni w przekąski zajęliśmy miejsce i trafiliśmy akurat na pierwsze minuty filmu.
Za plecami mieliśmy pięknie oświetlony Brooklyn Bridge.

Po filmie poszliśmy na chwilę nad rzekę, a później z półlitrowym opakowaniem lodów pekanowych i piwem usiedliśmy na trawie koło Manhattan Bridge.
Widok oknem na koniec dnia przeniósł mnie kilkadziesiąt lat wstecz.

32 komentarze:

  1. miałaś mnie zabrać ze sobą do NY! kłamczucha! :P
    to miasto ma duszę... ciągnie mnie do niego jak ćmę do światła. mimo, że nigdy nie byłam tam...podoba mi się. oj marzą mi się takie widoki, chociaż na kilka dni. :(
    miłego pobytu!
    martijaaa

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo lubię wybierac się z Tobą gdziekolwiek :)Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. za niecałe 3 tyg. to ja będę oglądać te same widoki :) czytam Twoje subiektywne opinie, wspomnienia i nabieram coraz większego apetytu :) obym dobrze wykorzystała ten czas... btw czytając Twojego bloga mam wrażenie, że podróżuję razem z Tobą - chyba dobrze się dogadujemy w podróży ;) pozdrawiam mocno

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytając Twojego posta mam wrażenie jak bym czytała o sobie. Gdy pierwszy raz wyjechałam z domu na długo - czyli pół roki i wróciłam na święta- czułam się jak by nic się nie zmieniło. Mój pokój wygląda tak samo a jedzenie jest te same.
    Fajnie, że jesteś szczęśliwa ;)
    A zdjęcia bardzo fajne ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne miejsca opisujesz. Pięknie o nich piszesz. Zazdroszczę Ci odwagi, żeby marzenia spełniać - te największe...

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam pytanie: Posiadasz może tumblr ? ~ stała czytelniczka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Posiadam, ale bardzo rzadko coś tam wrzucam;).

      Usuń
  7. hehe limuzyna jakby Mr. Big czekal na Ciebie niczym na Carrie pod domem;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam pytanie, czy do swojej aplikacji Au-Pair zgadzalas sie na wiecej niz 2 dzieci?
    Bo ciagle namawiaja mnie na 3 a ja sie boje...Wiem ze Ty mialas max 2 , a w SF trafila Ci sie jedna wiec stad moje pytanie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pamiętam co tam umieściłam, ale jeżeli była taka opcja, to wybrałam dwójkę. I raczej polecam trzymać się tego, bo im więcej dzieci, tym więcej pracy, nawet jeśli jednym z dzieci zajmujesz się mniej niż pozostałą dwójką. W każdym razie słuchaj też intuicji, jeśli trafisz na rodzinę, która będzie wydawała się idealna, to nie musisz koniecznie rezygnować ze względu na trójkę dzieci;).

      Usuń
    2. Zgódź się na więcej niż jedno dziecko. Czasami trafić Ci sie może np. 14, 12 i 10 lat i wtedy nie masz wiele roboty. Ja miałam opcję jedynaka, a wybrałam rodzinę z 3 dzieci, bo mi najzwyczajniej w świecie lepiej pasowali ;)
      Zresztą zawsze możesz odrzucić ofertę. Ja przedłużyłam pobyt i odrzuciłam 9 rodzin zanim wybrałam.

      Usuń
  9. Hej,

    Piękne zdjęcia NYC nocą! Zazdroszczę!

    Moje pytanie jest natomiast nieco z innej beczki. Polecisz kilka dobrych miejsc na tani, świeży i pyszny posiłek w Berlinie? Wiem, że znasz dość dobrze to miasto ;)Tym razem będąc tam chce pójść do poleconego miejsca. Możesz pomożesz?

    Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisz do mnie na FB, albo maila, to poodeślę Ci listę z różnymi miejscami, które wypisałam sobie na brudno;).

      Usuń
  10. W USA to chyba dużo mają tych projekcji filmów na świeżym powietrzu, fajnie,że się wybrałaś, ja jestem właśnie w trakcie intensywnego filmowego szaleństwa. A kiedyś chciałabym się wybrać do takiego samochodowego kina :)

    Haha, jak fajnie,że tak się z nimi zżyłaś! Nawet dziadek za Tobą tęskni :D Napisałaś,że w Twoim dawnym pokoju znajduje się teraz kraina zabawek, to Twoja rodzina nie ma teraz jakiejś nowej Au Pair? Dają radę? Stwierdzili,że albo Ula,albo żadna? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby mieli au pair, to mnie by tutaj teraz nie było:). Po prostu nie potrzebowali już koniecznie opiekunki, ojcowie radzą sobie sami, odbierają dzieci po szkole, a czasem jeden nie idzie do pracy, kiedy któreś dziecko jest np. chore.

      Usuń
  11. Zazdrość! Zazdrość! Zazdrość! Ahh...okropne uczycie :)

    Szukam na taniego (tańszego...) biletu na styczeń, nie mogę przestać myśleć o powrocie do NY, nie ułatwiasz mi ;)

    E.

    OdpowiedzUsuń
  12. Witaj kochana! :)
    Dzisiaj przeczytałam cały Twój blog i jestem zachwycona Twoim życiem jakie opisałaś na blogu. Tylko pozazdrościć, że tyle zwiedziłaś i podróżowałaś! :) Jesteś świetną osobą. Z takim charakterem daleko zajdziesz i pasujesz mi idealnie na mieszkankę NYC! :> Zazdroszczę tylu wizyt i wyjazdów, no ale żyje się raz! Pozdrawiam kochana! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak miło, że chciało Ci się przeczytać cały blog:). Pozdrawiam również!

      Usuń
  13. jak zwykle rewelacyjny post!

    http://mamasaidbecool.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Pamiętam Ula jak jadłyśmy tą pizzę z najstarszej pizzerii w NYC - rzeczywiście przereklamowana była :)
    jak widzisz nadal zaglądam na Twojego bloga, na razie z Warszawy, ale od września przenoszę się do Londynu. Może się kiedyś spotkamy na pizzę z najstarszej pizzerii w Londynie? ;)

    Pozdrawiam
    Marysia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo fajnie, że się odezwałaś, Marysia!:)
      Dobrze wiedzieć, że przenosisz się do Londynu, będzie trzeba powtórzyć spotkanie:>

      Usuń
  15. cudowny blog!

    mam pytanie do Ciebie, jak robis zeby zdjecia byly takie duze? w blogu jest opcja tylko na bardzo duze albo oryginalne ale to wtedy jest za duze.. zmieniasz w aparacie na mniejszy romiar?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmniejszam rozmiar w Photoshopie (szerokość 800) i wtedy dodając foty przez bloggera wybieram oryginalny rozmiar.

      Usuń
  16. Ulka normalnie Cię zabije :P Cholera takie wakacyjne posty dodajesz, że aż żal dupe ściska że urlopu nie mam :P Ale Pech.

    Zazdroszczę i to tak mocno :( Baw się dobrze :D

    Powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  17. Niby Nowy Jork to jedno z ważniejszych miast w stanach, ale zawsze wydawało mi się że ma taką hmm nieamerykańską "duszę", że jest inne( ale w NY nigdy nie byłam więc to takie wtórne wrażenia;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo tak właśnie jest. Mało jest Ameryki w Nowym Jorku:).

      Usuń
  18. Wczoraj oglądałam pokaz świateł w Berlinie. Pogoda taka sama, ludzie naokoło szczęśliwi. Piękny post, fantastyczne zdjęcia, aż się chce znowu ruszyć w drogę.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ula dziękuję Ci. Dziękuję z całego serca, za to, że prowadzisz tego bloga, że dzielisz się z nami zdjęciami. Będę Ci za to wdzięczna już chyba zawsze, bo ty, po części również przyczyniłaś się do mojego zauroczenia się tym miejscem.
    Nowy Jork to miasto moich marzeń. Naprawdę. Choć wiem, że dla niektórych marzenie o znalezieniu się w przeludnionym, głośnym, a nawet brudnym mieście jest czymś śmiesznym, to dla mnie ma ogromne znaczenie. Marzę o tym aby idąc Manhattanem, spoglądając na te wszystkie drapacze chmur, móc pomyśleć "o tam, niedaleko mieszkam" i ręką machnąć żółtej taksówce. Poprosić kierowcę, by po prostu jechał. Przed siebie. A kiedy już dotrzemy na miejsce rozejrzeć się za kolejnymi marzeniami, które będą czekały tuż za rogiem kolejnej z licznych ulic tej metropolii.
    Mam wrażenie, że nic nie jest tam niemożliwe, wszystko jest tuż na wyciągnięcie ręki, a wystarczy tylko odrobinę chcieć, by przy odrobinie szczęścia- marzenia się spełniały.
    Patrzę sobie na Twoje zdjęcia, na pięknie oświetlony Brooklyn Bridge, na cudowne ulice, w których pewnie większość ludzi nie widzi nic pięknego, na Was siedzących na tle Manhattanu, który wydaje się być tak nieosiągalnym, i łza cieknie mi po policzku.
    Chciałabym Cię kiedyś tam spotkać. W jednej z tych przeludnionych kawiarni i po prostu podziękować. Że dzięki Tobie uwierzyłam, że kiedyś również uda mi się tam być. Po prostu.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ula-musimy sie spotkac na kawe lub sniadanie! Zbaranilam, gdy przeczytalam , ze jestes na UES! mieszkam
    na 90-tej Ulicy!
    Carol

    OdpowiedzUsuń
  21. Tyle odbytych podróży...jesteś niesamowita :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Tak, tak, to jest ten post! Trafiłam na twojego bloga i to był pierwszy post jaki widziałam. Nie wchodziłam na niego regularnie bo nie miałam czasu i nie wiedziałam co się dokładnie dzieje u Ciebie. Potem znów na niego trafiłam jak byłaś w Australii i stwierdziłam - nie, tak nie może być, rewelacyjna dziewczyna, zobaczę co się z nią działo. I tak właśnie powoli, powoli czytałam posty, zamiast uczyć się do szkoły, siedziałam do późna zarywając noce, z wypiekami na twarzy, albo ze łzami w oczach. Zostało mi jeszcze kilka miesięcy do nadrobienia ale to jest tylko i włącznie przyjemność. Jesteś totalną inspiracją. Wiedziałam od zawsze, że nie chcę pozostać w jednym miejscu przez resztę życia, a Ty pomogłaś mi znaleźć sposób wyrwania się. Au pair to jest to, dobre na sam początek. Planuję też swoje małe, ale mam nadzieje na coraz dalsze podróże. Kocham Cię i mam nadzieję spotkać Cię kiedyś na żywo. Czuję, że nadajemy na tych samych falach. Uff, przepraszam za tak długi pierwszy (i miejmy nadzieję nie ostatni) komentarz ;d
    P.S. Wszystkie posty przeczytane wraz z komentarzami. Podziwiam twą cierpliwość, odpowiadanie na te same pytania wciąż i wciąż musi być męczące, bo komuś nie chce się poszukać ;p
    Adrianna

    OdpowiedzUsuń